Apostazja -amgazyn muzyczny


kotek.jpg - 30000 Bytes


1. Na początek chciałbym zapytać, dlaczego zaprzestał działalności tak wspaniały zespół jak One Inch of Shadow. Czy jest jeszcze szansa na zmartwychwstanie? Może macie w swoich archiwach jakieś niewydane kompozycje? Jak dziś, z perspektywy czasu postrzegasz ten projekt?

Mirt: Ja tego nie odbieram jako zaprzestanie działalności. Gramy nadal w takim samym składzie. Niemniej coś się zmieniło. Nad "Legionowem", które miało być nową płyta OIOS pracowaliśmy bardzo długo, mieliśmy przygotowanych kilka kolejnych wersji. "Birthday" wyszło rok po nagraniu a niemalże od razu po sesji zabraliśmy się za kolejną płytę. Atmosfera była coraz cięższa a wentylem były działania Brasil, swobodne, luźne granie, zbliżone do tego z początków OIOS, oczywiście bardziej mentalnie niż muzycznie. Załamuje mnie jak jakieś zespoły się reaktywują po latach pod tą samą nazwą. Nie wejdziesz dwa razy do tej samej rzeki. Ostatnio wyszła płyta The Stoogs, to nie jest już The Stoogs! Przez te wszystkie lata ci ludzie się zmienili. To, co było widoczne, okres od wydania pierwszego cdra, było schyłkiem OIOS. OIOS to dla mnie była niewidoczna kuźnia z lat 1995 - 2000, która nas kształtowała. Od tego czasu powstawał już inny zespół z innym trochę podejście. OIOS nigdy nie wróci, bo takie sentymentalne wycieczki dobre są dla mainstreamowych wytwórni, dla Genesis czy Pink Floyd. Rozumiem podejście Matta Elliotta, prowadził przez lata Thir Eye Foundation - solowy projekt i nagle zarzucił go, zaczął tworzyć jako Matt Elliott. Tylko dla tego, bo czuł, że coś się zmieniło. One Inch of Shadow już nie ma, nie będzie fizycznie, jeśli byśmy reaktywowali OIOS było by to łgarstwo. Dla mnie ten projekt miał dwie twarze jedną, którą lubię, eksperymenty i staranie się wyciągnąć cokolwiek z ubogiego instrumentarium, rozwój, azyl, i drugą, która mi się kojarzy z płytami OIOS, z wszelkimi niedociągnięciami, które słyszę, z męczącymi próbami przeskoczenia wyżej. W momencie, gdy dzielisz się z kimś tym, co robisz dochodzą nowe kryteria, dwa razy musisz się zastanowić czy to, co robisz jest warte dzielenia się z innymi. Wiem, że wiele osób niezwykle ceni nasze wczesne nagrania i tak naprawdę moje zdanie jest mało istotne, niemniej mam wrażenie, że trochę za wcześnie wystartowaliśmy, nie byliśmy w stanie precyzyjnie przekazać tego, o co nam chodzi. Oczywiście mamy jakieś archiwa, nie wiem jednak, jaki będzie ich los. Na razie wolę zajmować się tym, co teraz, zamiast grzebać w przeszłości.



brasil_color.jpg - 42162 Bytes


2. Jest jakaś szansa na reedycje płyt One Inch Of Shadow, które ukazały się w bardzo ograniczonych nakładach w formacie CDR. Jestem przekonany, że wiele osób chciałoby mieć te nagrania w swoich kolekcjach.

Nie wiem, my raczej sami się za to nie zabierzemy, pewnie jak by ktoś chętny się znalazł do wznowienia "Storm" na CD nie miałbym nic przeciwko, ale już pozostałych płyt nie widzę sensu wznawiać, "Solitude" wycofaliśmy bo była to wielka pomyłka. Diveing Orpheus był właściwie żartem i jako taki miał jedynie rację bytu. Może warto by było wydać dwie pierwsze koncertówki. Wolę jednak myśleć o tym, co przed nami. Cały czas postrzegam to jako drogę, bardzo dosłownie, nie chciałbym się cofać a poważniejsze angażowanie się we wznowienia było by czymś takim. Nie czuję na razie takiej potrzeby i trochę brak mi czasu.


3. Ty wraz z Dominikiem Savio założyliście Brasil, gdy istniało jeszcze One Inch Of Shadow. Jakie cele stawialiście sobie na początku działalności Brasil. Jakie były różnice pomiędzy tymi grupami. I dlaczego dodaliście do nazwy"The Gallowbrothers Band"?

Różnica była na początku prozaiczna, były to nagrania duetu, gdy OIOS było kwartetem. Potem wszystko znowu zaczęło się zlewać w jedno, kiedy w OIOS zostały trzy osoby. Na próbach OIOS zawsze pracowaliśmy nad nową płytą, próby Brasil były swobodne, bez założeń. Dwie pierwsze płyty Brasil są efektem spontanicznych decyzji. Dodaliśmy The Gallowbrothers Band dla zabawy, żeby nazwa była bardziej surrealistyczna i bez sensu. Główny bodziec był prozaiczny, postanowiliśmy na okładce naszej drugiej płyty wypisać tylu zmyślonych muzyków ilu użyliśmy instrumentów, no i jakoś trzeba było ten fantomowy zespół nazwać. Nie mówiąc o tym, że nazwa Brasil byłaby wielce nie praktyczna.


4. Czym w ogóle jest dla was muzyka? Co w niej odnajdujcie tworząc ją? Gdzie podróżujecie słuchając jej? Macie swoją definicję "psychodelii"? Pokusiłbyś się o opisanie muzyki, którą tworzycie w Brasil?

Przez długi czas starałem się szukać jakiś definicji, zadawałem sobie takie pytania, pewnie najczęściej w sytuacjach podobnych do tej. Teraz już nie przychodzi mi tyle odpowiedzi do głowy, muzyka zaczyna być muzyką, jakimś stanem, którego nie ma potrzeby opisywać werbalnie, który wymyka się tym opisom. Raz jest ciężką pracą, raz przyjemnością, raz jest skrajnie hedonistycznym zachowaniem, innym razem jest w niej coś z chorych ambicji. Jest jakimś światem, który, jak to świat, nie jest do opisania, bo jest zbyt złożony. Gdy jej słucham jest chyba bardziej jakimś rodzajem energii niż miejscem, w które się wybieram, ale to może dlatego, że właśnie słucham New Order, pewnie jak bym włączył Labradford czy Hassella napisałbym coś innego, wtedy łatwiej by mi było wyobrazić sobie coś. Trudno mi kategoryzować, "Legionowo" było płytą tworzącą obrazy jakieś własne uniwersum, nasza nowa płyta będzie najprawdopodobniej inna, prace są już w miarę zaawansowane a my nadal nie wiemy, o czym będzie. Nie jestem w stanie opisać muzyki Brasil, nie przychodzi mi nic trafnego do głowy, z resztą, po co? Psychodelia to trochę ułomny twór, taka etykieta zastępcza. Dla mnie to po prostu pień, z którego wyrasta new wave, postrock, wszystko, czym się inspirujemy.


mirt_web.jpg - 21403 Bytes


5. Jak ważna w procesie budowania waszych kompozycji jest improwizacja? "Wander till Spring", wasz drugi album, jest zapisem sesji improwizacyjnych, które przeprowadziliście. Jak one wyglądają? Nazwałbyś je "procesem magicznym", ulotnymi chwilami, które dzięki waszym umiejętnościom mają szansę być zapisane na płycie? Może to forma pamiętnika?

Wszystkie nasze płyty to improwizacje i dość spontaniczne klejenie ich w całość. Mówienie o formie pamiętnika, pewnie jest najwłaściwsze, choć nie są to świadome wpisy, raczej album zdjęć, które zbierasz w dość przypadkowy sposób, może nawet nie album, jakiś karton, do którego wrzucasz coś, coś z niego wypada, coś gubisz. Wszystkie sesje są tak różne jak przypadkowe zdjęcia. Czas ma duże znaczenie, ciągle się o tym przekonuję, coś się zaciera, coś normalnego staje się jakąś idyllą. Są to ulotne chwile, wątpię byśmy byli w stanie je rejestrować, pozostające zapiski to alfabet, który z każdym dniem jest trudniejszy do odczytania. Tak jakby słowa zmieniały znaczenie, przynajmniej dla mnie osobiście, pewnie dla odbiorcy jest to tekst, który ciągle pisze się na nowo, albo wręcz odwrotnie jednostajny bełkot.


6. Jak sądzisz Tomku, jesteście popularni w Polsce? Mam na myśli oczywiście popularność w nazwijmy to "alternatywnych" kręgach. Przyznam, że mało widać was w mediach. Swego czasu wywiady z wami i recenzje można było znaleźć w Coldzie. Obecnie raczej ciężko znaleźć w sieci, o drukowanych pismach nie wspomnę, jakiekolwiek informacji o was.

Wydaje mi się, że jakieś informacje się pojawiają, jest to kolejny wywiad, na który odpowiadam, chyba piąty czy szósty od wydania "Legionowa", pojawiają się jakieś recenzje, czy jesteśmy popularni? Ze sprzedaniem 500 płyt mamy problemy, więc chyba nie jesteśmy popularni, 50 osób na koncercie to dużo dla nas... Ale sytuacja ogólnie jest tragiczna i chyba nie ma sensu kolejny raz tego komentować.



7. Lubicie grać koncerty? Jeśli tak, to jak wyobrażacie sobie wasz idealny koncert? Planujecie jakieś występy w najbliższej przyszłości?

Lubimy grać dobre koncerty, najgorsze uczucie to, kiedy grasz i nie bardzo wiesz co dalej, po prostu zaczynasz powtarzać jakieś schematy. Fajny jest kontakt z ludźmi, którzy podchodzą tak jak ty trochę inaczej. Idealny koncert? Dla mnie to połączenie rzeczy bardzo ulotnych z dość przyziemnymi. Ważne jest miejsce, idealny byłby jakiś niewielki stary teatr, scena, taka by się pomieścić, ale żeby nie było zbędnego luzu. Przyzwoite nagłośnienie, tak byśmy my na scenie też coś słyszeli... parę jeszcze takich prozaicznych szczegółów i zaczynają się rzeczy bardzo ulotne. W koncercie totalnym czynnikiem jest komfort, psychiczny i czysto fizyczny. Koncert we Wrocławiu na Festiwalu, to był jeden z pierwszych naszych koncertów, niczego nie brakowało, klimat, wygoda. Wtedy o wiele łatwiej się oderwać i skupić tylko na muzyce a to pochłania naprawdę dużo energii. Pamiętam koncerty, które były totalną męczarnią, kiedy czułem się osaczony. W efekcie i tak najważniejsi są ludzie, nie będę ukrywał, że schlebia nam totalnie, kiedy zapraszają nas osoby na prawdę zainteresowane tym, co robimy. Koszmarne są koncerty w miejscach gdzie ludzie przychodzą po piwo a nie dla muzyki. Mam nadzieję, że tej wiosny uda nam się zagrać kilka miłych koncertów, na pewno w Lublinie, Piotrkowie, Międzyborzu, Poznaniu, pewnie jeszcze kilka.


oq.jpg - 121686 Bytes


8. Jak udało wam się wydać w płytę w tak zacnej wytwórni jak Last Visible Dog? Może pomogły kontakty z Black Forest/Black Sea? Wracając do tematu, nazwijmy to "popularności". Nie sądzisz, że cieszycie się większą estymą na zachodzie niż na naszym rodzimym podwórku?

Raczej po prostu mieliśmy szczęście, wysłaliśmy płyty do kilku osób i traf chciał, że jedna z nich trafiła do Chrisa Moona z LVD. Nagrania mu się spodobały i postanowił wydać je. Właściwie wszystko ograniczyło się do kilku zdawkowych maili, bardziej dotyczących strony technicznej, więc trudno mi powiedzieć więcej niż - stało się. Nie sądzę byśmy byli za granicą bardzo popularni, podobnie jak w Polsce, są tam osoby, które nas znają i lubią, ogólnie jest ich niewiele. To może zabrzmieć jak jakieś przechwałki, ale wydaje mi się, że to, co robimy jest w miarę oryginalne, na tyle by trafiać do bardzo różnych osób. Takich, które słuchają postrocka, takich, które słuchają dark ambientu, takich które słuchają eksperymentalnej nowej fali czy psychodelii. Z drugiej strony nie wpisujemy się w żaden konkretny nurt czy scenę i trudno nam trafić do jakiegoś zorganizowanego środowiska, które mogłoby zaowocować większą popularnością. Jesteśmy raczej outsiderami. Nasi słuchacze potrafią się totalnie różnić.. Rozmawiając po koncertach widzę totalne rozbieżności. Widzę je również patrząc na płyty, których słucham. Myślę, że popularność nam nie grozi, patrząc na reakcje niektórych osób prędzej staniemy się zespołem kultowym, uwielbianym, ale przez garstkę osób. Trudno mi mierzyć naszą popularność w innych kategoriach jak ilość sprzedawanych płyt i frekwencja na koncertach.


9. Oprócz gry w Brasil, masz również swój projekt solowy, Mirt. Nie czujesz się spełniony w 100 % będąc członkiem Brasil? Zajmujesz się jeszcze oprawą graficzną do swoich wydawnictw i na pewno jeszcze wieloma innymi rzeczami. Jesteś bardzo zajętym człowiekiem, prawda? Kiedy odpoczywasz? W dzień, w nocy?

Można powiedzieć, że nie czuję, się spełniony w 100% nawet tworząc wszystko, co robię, ale to nie jest zarzut chyba. To są bardzo odmienne działalności, mimo iż efekt może wydawać się zbliżony. Gra kolektywna a tworzenie solo to dwa różne światy, nigdy nie będziesz naprawdę improwizował sam, bo zabraknie relacji z inną osobą, ale również w zespole nigdy nie będziesz miał pewnej swobody i spokoju pozwalającego na pełne skupienie nad tym, co robisz. Nie wiem, co rozumieć jako odpoczynek. Odpoczywam, kiedy coś wychodzi, kiedy coś kończę. Na pewno jestem bardziej zajęty teraz, kiedy muszę pracować od 9 do 17 i mój dzień przez to radykalnie się skraca. Odpoczynek i spełnienie to dla mnie niemalże jedno, ale są jeszcze stany otępienia, bezruchu, które też dają chwilę wytchnienia.


10. Sen… Dużo sypiasz? Lubisz spać? Spać by zapominać, nie pamiętać. Odpoczywać w słodkiej nieświadomości. Jakie miewasz sny? Czy sen jest dla Ciebie oderwaniem od rzeczywistości w pełnym tego słowa znaczeniu? Gdy się budzisz, jesteś czasem rozczarowany, że skończyło się coś pięknego i niepowtarzalnego?

Wiesz dla mnie sen jest bardzo prozaiczny, głównie z powodu braku snów, śnię bardzo rzadko, chciałbym spać krócej albo w ogóle, zazdroszczę ludziom, którzy kładąc się późno są w stanie wcześnie wstawać, chyba chciałbym być bardziej zajętym człowiekiem. Nieraz musze odpoczywać, robić błahe rzeczy, albo w ogóle nic nie robić, wolę chyba taki odpoczynek, kiedy jestem świadomy upływającego czasu. Pewnie mam jakąś nerwicę... Spać lubię od 6 rano do 12.


11. Legionowo, tytuł waszej ostatniej płyty, miasto, w którym mieszkacie. Miejsce magiczne? Zwyczajne? Spokojne/niespokojne? Czy nadal dobrze żyje się wam w Legionowie? Wciąż znajdujecie inspiracje w tak bliskiej wam rzeczywistości?

Wciąż nam się źle żyje w Legionowie, w katolandzie, wciąż staramy sobie zakładać jakieś kolorowe okulary, chociaż może momentami ma to więcej wspólnego z wcieraniem piachu w oczy. Chyba inspiracją nawet dla tej płyt była tylko nasza wyobraźnia. Naprawdę chciałbym móc uciec od tego, co mnie otacza. Kiedy jadę do Warszawy pokonuję 20 km bud, pstrokatych tablic jakiś slamsów. Kiedy mówisz industrial przychodzą ci na myśl przeszklone, kolosalne fabryki? Majestatyczne maszyny? Ja widzę śmietnik, industrial dla mnie jest z tektury nie ze stali.


brasil_legionowo.jpg - 82777 Bytes


12. Co z twoją wytwórnią Cat Sun? Zamierzasz jeszcze coś wydać pod tym szyldem, czy jest to już definitywnie zamknięty rozdział?

Powiedziałbym, że absolutnie otwarty, ostatni Mirt i wznowienia Brasil było wspólnymi inicjatywami Cat Sun i w przypadku pierwszej Monotype a w przypadku drugiej Nefrytu. Cat Sun działa. Nie wiem czy to się rozwinie, nie chcę wydawać cdrów, być może Cat Sun pozostanie nasza wewnętrzną wytwórnią.


13. Gdy słucham waszych płyt, wyciszam się, uspokajam, zostaję wciągnięty w wasz świat. Są to dla mnie iluzje, imaginacje, coś na kształt bezpiecznego schroniska, do którego mogę się udać, by odpocząć od atakujących mnie zewsząd bodźców, reklam, wiadomości, lęków. Czy w jakiś sposób staracie się, aby słuchacz utożsamił się z waszymi utworami?

Nie. Wiesz nie chcemy się narzucać. To, co proponujemy jest totalnie osobiste. Unikamy uczęszczanych szlaków. Z resztą utożsamianie się chyba nie jest najlepszą reakcją wolę by inni to obserwowali, ale nie chodzi o jakiś ekshibicjonizm, chciałbym by każdy to odbierał na własny sposób, nie sugerował się tym, co ja myślę. Słuchając muzyki najczęściej nie mam pojęcia, co o tym myślą jej twórcy, dobrze mi z tym. Podczas nagrywania "Oh! You are so naive!" inspiracją były dla mnie różne aspekty ruchów rewolucyjnych, większość tego nie słyszy w tej muzyce, chcieliby prostych odniesień i łatwych podpowiedzi. Nie ma ich mogą to odebrać zupełnie inaczej, może dla nich to płyta o płynących obłokach a może o zagubionym chłopcu. Wiele osób sądzi, że grafiki z okładek nie korespondują z muzyką. Może więc, staram się by jak najmniej osób się utożsamiało z tym co robimy. Po prostu miło mi, gdy ktoś znajduje coś dla siebie w tym, co robię.


14. Co ostatnio kręci się w twoim odtwarzaczu? Jakie dźwięki przyprawiają Cię o dreszcz ekscytacji? Są w ogóle takie płyty? Mógłbyś polecić coś godnego uwagi?

Słucham głównie nowej fali począwszy od tej bardziej eksperymentalnej spod znaku Made to Measure i Crammed, przez Chameleons, pierwsze Simple Minds, po świetną składankę raczej zapomnianyc zespołów - 7"up. Mogę polecić Arthura Russela, O.Range - zespół Lee Harrisa z Talk Talk, Chamberwell Now. Mogę polecić 4 płytę Petera Gabriela i jego soundtrack do Ptaśka, muzyka, która była dla mnie wielkim zaskoczeniem i wielką inspiracją, myślę, że dzięki niej na naszej nowej płycie skupiliśmy się na rytmie. Często słucham Him (tego mniej znanego Him) "Many in high places are not well ".


15. Jakie macie plany na najbliższy czas? Kiedy możemy oczekiwać kolejnego albumu Brasil? Może jakichś kolaboracji z innymi projektami? Przyznam, że nie mogę się już doczekać, kiedy posłucham waszych nowych utworów.

Myślę, że nie będziesz musiał długo czekać, na początku czerwca będzie dostępna nowa płyta Brasil, która będzie małą rewolucją, bo tak jak wspomniałem o wiele większy nacisk położyliśmy na warstwę rytmiczną, w nagraniach bierze udział dwóch perkusistów. Na pewno zaraz potem będę kontynuował pracę nad kolejną solową płytą, choć na nią będzie trzeba poczekać dłużej. Nasz utwór pojawi się na nowej składance Last Visible Dog, być może niedługo pojawi się również solowa płyta T.E.R.. Może w końcu skończę komiks, nad którym pracuję. Jest jeszcze kilka projektów, w które się zaangażowałem, ale chyba jeszcze nie czas o nich mówić.


16. Bardzo Ci dziękuję za Twój czas Tomku. Chciałbyś dodać coś na koniec?

To ja dziękuję, mogę jedynie zaprosić na koncerty.




rozmawiał: Tomasz Borowski



więcej informacji:

www.brasilandthegallowbrothersband.org




mpic3.jpg - 29149 Bytes