![]() |
||||||||
![]() ![]() 1. Witaj Kormak. Dawno nie mieliśmy okazji rozmawiać. Mam nadzieję, że pamiętasz jeszcze wywiad dla papierowej wersji Apostazji;)? Co nowego w GHOSTS OF BRESLAU? Jakie reakcje docierają do Ciebie po wydaniu najnowszego albumu „And Should The Spring Come…”? GOB: Witaj Tomku, jakże mógłbym zapomnieć mój pierwszy w życiu wywiad;) GHOSTS OF BRESLAU jak zwykle przeżywa gwałtowne okresy inspiracji przeplatane dłuższymi chwilami uśpienia, inaczej po prostu nie potrafię pracować. Szczegóły znajdziesz poniżej. Reakcje na płytę są bardzo pozytywne, przynajmniej według tego co udało mi się przeczytać. Można też powiedzieć, że przez chwilę otarłem się o mainstream: tekst o GOB ukazał się w wrocławskim dodatku „Gazety Wyborczej”, a recenzja nowej płyty znalazła się w „Machinie” – traktuję to jednak bardziej jako zabawną anomalię, a nie początek czegoś większego. 2. Zatrzymajmy się przy tym albumie na nieco dłużej. To twoja pełna, debiutancka płyta. Jesteś z niej w pełni zadowolony? Dlaczego zdecydowałeś się wydać ją w argentyńskiej Twilight Records? Były jakieś inne propozycje? GOB: Kiedy podpisywałem umowę z Twilight Records na wydanie „Peste” na kompakcie, niejako dżentelmeńsko dogadałem się z Gabrielem (szefem wytwórni), że kolejny album też wydam u niego. Byłem zadowolony nie tylko z jakości wydania płyty, ale i warunków finansowych, więc nie widziałem przeszkód do dalszej współpracy z argentyńskim labelem. Nie miałem żadnych innych propozycji, ale nawet gdyby były – dałem słowo i nie mam zwyczaju go łamać. 3. Dlaczego żaden z utworów nie posiada swego tytułu no i dlaczego oprawa graficzna tego wydawnictwa jest aż tak minimalistyczna? Nie ma żadnych informacji poza adresami Twoich stron internetowych i autora grafik. Rozumiem, że to celowe posunięcie? GOB: Dosyć długo rozmyślałem nad oprawą graficzną z Tomkiem z Bunkra, który ponownie zajął się okładką GHOSTS OF BRESLAU. Nie chciałem przepychu, przeładowania wkładki informacjami i nachalną symboliką. Muzyka na „And Should The Spring Come...” jest minimalistyczna, więc ostateczna wersja okładki pasuje do niej idealnie. Co do tytułów, to zawsze mam problemy z ich wymyślaniem, ciężko trafić mi na coś oryginalnego. I chociaż w końcu każdy kawałek na płycie miał już swój polski i angielski tytuł to uznałem, że lepiej będzie z nich zrezygnować. ![]() 4. Czy chcesz coś przekazać poprzez muzykę i sample zawarte na tym albumie, czy też pozostawiasz słuchaczowi pełną dowolność interpretacji? Zdajesz sobie sprawę z tego, że Twój przekaz w zdecydowanej większości trafi do naszych rodaków, choćby przez wykorzystanie sampli wyłącznie w naszym rodzimym języku? GOB: Łatwiej mi mówić czego nie chcę przekazywać: gloryfikacji wojny, podkręcania taniego patriotyzmu, promowania jakiejkolwiek ideologii. Dla każdego słuchacza w gruncie rzeczy sample czy muzyka będą znaczyć co innego. Polacy są w tej komfortowej sytuacji, że rozumieją teksty samplowanych pieśni i monologów, znają kontekst i odbiorą moją płytę na innym, głębszym poziomie niż obcokrajowcy. Z drugiej strony dla tych drugich język polski i nasze stare piosenki są totalną egzotyką i w tym może czaić się atrakcyjność. Emocje i język muzyki są jednak uniwersalne i nie wykluczam, że oni także mogą być poruszeni tym, co dzieje się na płycie. 5. Nie zaprzeczysz, że na „And Should The Spring Come…” słychać wyraźne inspiracje dokonaniami takich projektami jak: LES JOYAUX DE LA PRINCESSE i TOROIDH. Mam rację? Za co najbardziej cenisz te projekty? GOB: Erik Konofal z LJDLP to geniusz, wyciskający maksymalny rezultat z minimum środków. Tak, jego twórczość i sposób podejścia do materiału dźwiękowego to dla mnie wielka inspiracja. On nie robi przypadkowych piosenek, za każdą z nich stoi jakiś kawałek historii. Dla mnie także sample nie są ozdobnikiem dla melodii, ale kluczową częścią kompozycji, punktem wyjścia do dalszych eksperymentów. „And Should...” jest w dużej mierze rodzajem udźwiękowionego słuchowiska, a nie normalnym albumem muzycznym jako takim. Francuz pokazał mi, że tak można i że nie musi to być nudne. Co do TOROIDH, to bardzo lubię przestrzeń i ocean pogłosów, w jakich toną jego utwory. Na ile możliwości techniczne mi pozwalają, próbowałem czasem osiągnąć podobne, ciepłe i głębokie brzmienie. Mam nadzieję, że nie będzie to postrzegane jako kopiowanie pomysłów innych, a raczej rodzaj hołdu. ![]() ![]() 6. Cofnijmy się nieco w przeszłość. Jak wspominasz Twój debiut „Peste” i czy uważasz za zasadne kolejną re-edycję tego materiału, tym razem w Twilight, która wypuściła Twój debiut. Czyżby na muzykę GHOSTS OF BRESLAU był aż taki głód;)? GOB: W parę tygodni Twilight Records sprzedało 500 sztuk „Peste” – to chyba odpowiada na pytanie o głodzie na GOB;) Poprzednie wydania mojego debiutu to były minimalne nakłady, do tego na CDr. Sam wiesz, że ten nośnik nie jest tak trwały jak regularny, tłoczony krążek. Nie było mnie stać na samodzielne wydanie „Peste” na kompakcie, więc kiedy padła propozycja, nie wahałem się długo. Do tego doszedł fakt, że Twilight zaoferowali normalne honorarium, a nie tylko egzemplarze autorskie jako rodzaj wynagrodzenia. Dla mnie, małego robaczka, to był bardzo miły bonus. A jeśli ktoś będzie chciał wypuścić „Peste” na winylu, także się nie będę długo namyślał... Debiut jak to debiut – pełen wad i niedociągnięć, ale i gówniarskiego zapału. Nie mam co żałować tego, co było w przeszłości. Z jakiegoś powodu ludziom na całym świecie (do dziś zadziwia mnie, z jak wielu krajów zamawiano tę płytę) „Peste” się spodobało, mam nadzieję, że nie tylko z powodu sampli z nazistowskich przemówień... 7. Co powiesz na temat płytki „Gas” wydanej w chińskiej Z-Bugle Records. Czy jest w ogóle jakaś szansa kupić ją nie tyle nawet w Polsce, ale chociaż Europie? GOB: Wydać płytkę w Chinach, nie każdy może się tym pochwalić! Kto jeszcze parę lat temu spodziewał się, że ktoś w Państwie Środka słucha takiej muzyki? Teraz już pojawiło się parę wytwórni i zespołów, ale przyznam, że zgodziłem się na stworzenie „Gas” właśnie z powodu tej egzotyki. Nakład był mikroskopijny i na domiar złego sprzedawany jako część czteroczęściowego splita, ale spokojnie, za jakiś czas te utwory pojawią się na kompakcie. Więcej szczegółów w dalszej części wywiadu. ![]() 8. Jak wspominasz split „Hopes die In Winter”, na którym Twoje utwory znalazły się obok kompozycji takich formacji jak DER ARBEITER, H.E.R.R. i STORM OF CAPRICORN? Mam nadzieję, że płyta ta pomogła nieco w wypromowaniu Twego projektu? GOB: To, że GOB pojawił się na jednej płycie w międzynarodowej obsadzie, do tego z projektami już wówczas o wiele bardziej znanymi, na pewno było świetną promocją i wyróżnieniem. Kiedy już doszła do mnie paczka z kompaktami, czułem się naprawdę dumny. ![]() 9. Czy czujesz się częścią sceny martial / industrial / neo folk? Jaka jest Twoja opinia o niej? Mam na myśli zarówno Polskę i świat. Jakie projekty z tego nurtu byś wyróżnił? GOB: Polska „scena” zadziwiająco rozkwitła jeśli chodzi o rynek wydawniczy, dzięki staraniom Bunkra, Beast Of Prey i War Office Propaganda, które wydają muzykę z całego świata, ale polskich zespołów wcale nie ma tak wiele. Neofolkowców per se nie mamy żadnych, próby Krępulca czy nawet Out Of Sight dla mnie się nie liczą, podobnie jak koszmarne metalowe „pogańskie” wynalazki. Nie ma u nas żadnego przysłowiowego barda z gitarą akustyczną, nie wiem co jest tego przyczyną. Martial też jakoś stanął w miejscu: jest wspomniany już Krępulec, jest świetne Horologium, Cold Fusion i Rukkanor wrócili do wojennych klimatów powołując do życia Across The Rubicon, ale gdzie jest nowa krew? Może źle szukam, ale gdzie są nowe projekty? Ostatnimi laty trochę mniejszą uwagę zwracam na wydawnictwa martial/neofolk. Dawni faworyci zawodzą, np. Der Blutharsch nie mogę słuchać od czasów „Time Is Thee Enemy!”, a ostatnie Death In June podobało mi się średnio. Nadal jednak namiętnie kolekcjonuję płyty In Gowan Ring / Birch Book i Backworld, z niecierpliwością czekam na nowy Sol Invictus, dużo emocji dają mi kolejne metamorfozy Current 93. Co jeszcze? Uwielbiam Derniere Volonte, Sieben, Of The Wand And The Moon, ale nowsze rzeczy w rodzaju Rome czy AIT! nie trafiają do mnie zupełnie. Nie wspominając już o Von Thronstahl, który odpycha mnie muzycznie, ideologicznie i estetycznie. Okcydentalni dandysi, daj spokój. To samo mogę powiedzieć o bzdurach w rodzaju neo-partyzantów i bajdurzeniu o Neuropie. Trzymam się od tego z daleka, dlatego można chyba powiedzieć, że oddalam się od „sceny”. Jak już to wolę posłuchać sobie Rapoon, Biosphere czy polskiego HATI, ale to przecież zupełnie inna bajka. Mam niemiłe wrażenie, że złoty okres darkfolku czy martialu już minął i najlepsze płyty już zostały nagrane. 10. Nie ukrywam, że w Polsce o GHOSTS OF BRESLAU jest raczej cicho. Jak sądzisz, co jest tego powodem? Może nie przykładasz się za bardzo do promocji w naszym bagienku, a może zależy Ci bardziej na „popularności” za granicami naszego kraju;)? GOB: Może powodem jest to, że nie wysyłam promocyjnych kopii do recenzji? Nie wkładam w reklamowanie siebie przesadnie dużo energii. GOB nie jest moim sposobem na zarabianie na życie, to tylko hobby. Kto chce mnie znaleźć, znajdzie. Koncentruję się na MySpace, dzięki tej platformie wciąż nowe osoby poznają moją muzykę. 11. Jakie plany na najbliższą przyszłość? Myślisz już o następcy „And Should The Spring Come…”, a jeśli tak, to jak będzie wyglądać Twój kolejny album? Co po drodze? Może utwory na kompilacjach, jakieś kolaboracje? GOB: O kolejnej dużej płycie jeszcze nie myślę, ale jeśli powstanie, to chyba będzie znacząco różniła się od swoich poprzedniczek. Czekam, aż wróci wena. Nie oznacza to jednak, że nie będę pracował wcale. Nakładem Bunkra wkrótce ukaże się mój mini-CDr, na którym znajdą się dwa niepublikowane utwory plus dwie nowe wersje kompozycji z ostatniego albumu, do którego instrumenty dograli mi Rosjanie z Ritual Front. W Twilight Records planuję wydać kolekcję kawałków znanych z różnych wydawnictw, w tym z „Gas” właśnie. Pojawię się także na płycie-składance szykowanej przez izraelski labela Eastern Front, a na potrzeby internetowej kompilacji Beast Of Prey mój kumpel Musley zrobił dubowy remiks jednego z numerów z „And Should The Spring Come...” – on siedzi w hip-hopie i downtempo, na pewno więc niejednego zaskoczy jego wersja. Podobnie będzie z remiksami, które dla mnie zrobił kolega z Londynu, nagrywający znakomitą elektronikę pod pseudonimem Subscape – to też planuję wydać w jakiejś postaci. Do tego Infamis od dłuższego czasu namawia mnie do nagrania splitu z Krępulcem i nie wątpię, że w końcu to nastąpi. To nie koniec, bo szukam właśnie wydawcy dla materiału pt. „Mountain King”, który nagrałem wspólnie z portugalskim Joy Of Nature w ramach mojego drugiego projektu o nazwie NHS. Będzie to mariaż ezoterycznych, ambientowych dronów i akustycznego neofolku i liczę, że ktoś zechce to wydać, w ostateczności zrobię to sam. Jak więc widzisz, dzieje się dużo, a w planach także pewien książkowy projekt, o którym na razie nie będę pisał więcej, żeby nie zapeszyć. 12. Może nie zapytałem Cię o coś, o czym byś jeszcze chciał powiedzieć? Dziękuję Ci bardzo za Twój czas. GOB: To ja dziękuję za wywiad, Apostazja od samego początku wspierała GOB i chwała wam za to. A czytelnikom życzę, aby kierowali się w życiu mottem, które promował Robert Anton Wilson: "Amor et Hilaritas!" ![]() rozmawiał: Tomasz Borowski więcej informacji: www.ghostsofbreslau.net www.myspace.com/ghostsofbreslau |
||||