![]() |
||||||||
![]() ![]() ![]() 1. Wróciłeś z europejskiej trasy miesiąc temu. Jakie wrażenia? Najbardziej zależy mi na opinii o Polsce, choć grałeś tylko w jednym mieście. GRIEFER: To jest właśnie ból tras koncertowych – widzisz tylko wnętrza budynków i ulice. Czas na zwiedzanie masz tylko w nocy. Np. we Wrocławiu widziałem w gruncie rzeczy tylko CRK (zajebiste!). Nie mogę więc powiedzieć o Polsce nic znaczącego, ale chociaż spróbuję. Od strony technicznej: droga z Niemiec do Polski (w pobliżu Drezna) była koszmarna. Brukowane pobocza i cholerne krawężniki ograniczają szybkość do mniejszej niż 50km/h. Przez pierwszą godzinę widziałem tylko rozwaloną infrastrukturę (a przerażenie w oczach właściciela wypożyczalni samochodów w Niemczech, kiedy powiedziałem, że jadę do Wrocławia nie polepszało mojej wizji Europy Wschodniej) i wyobraziłem sobie Polskę jako jakąś postkomunikstyczną ziemię niczyją rządzoną przez dyktatora, he he. Na dodatek przez cały nasz pobyt nie byliśmy w stanie nauczyć się wymowy słowa „złoty”. Poza tym Wrocław był jedynym miejscem na całej naszej trasie, w którym natknęliśmy się na dzieciaki czyszczące szyby samochodów (z tego, co widziałem, jest to popularne w USA). Wrocław miał też najśmiesziejszą (w moich kanadyjskich oczach) reklamę na przystanku autobusowym. Nigdy się z czymś takim nie spotkałem, nikt nie zgodziłby się umieścić czegoś tak ewidentnie obraźliwego w miejscu publicznym w moim Kolumbii brytyjskiej. Rewelacyjną stroną tej wizyty byli kolesie w CRK. Co tu dużo mówić, DWA gatunki sojowego mięsa! Dla wegetarianina, który przez tydzień męczył się w przeklętym królestwie mdłych kotletów zwanego Niemcami, samo to było wystarczającym powodem do wizyty w Polsce. Poza tym tego dnia miałem urodziny i nie mogłem ich lepiej spędzić niż na scenie w świetnej „komunie” w Polsce. Możliwość schlania się później w barze z naszymi nowymi, polskimi przyjaciółmi była genialnym przypieczętowaniem wieczoru (na szczęście rano tylko trochę mnie zmorzyło, pomimo podrażnienia wątroby). 2. Jakie widzisz różnice między sceną amerykańską i europejską? Jak to wygląda w Kanadzie? G: Życie na wyspie na zachodnim wybrzeżu i dość duże odległości między miastami w Kanadzie oznacza, że scena jest bardzo mała. W związku z tym konieczna jest integracja między gatunkami. W innym wypadku skazujesz się na osamotnienie. Np. tutaj (w Victorii i Vancouver) masz głównie scenę noise, ale jest kilku kolesi robiących old-schoolowy industrial (jak Sistrenatus w Vancouver). Oczywiście czerpiemy wpływy zarówno z USA, jak i z Europy, ale ze względu na tą swoistą izolację rozwój sceny przebiega na swój specyficzny sposób. Poza tym dochodzi tu też chyba czynnik zachodniego wybrzeża (bardziej wyluzowanego niż wschodnie). Z mojego doświadczenia wynika, że główna różnica polega na tym, że w Europejskim PE jest dużo polityki (szczególnie z prawicowymi zapędami). W Ameryce Północnej zgłębia się za to tematy dewiacji seksualnych, seryjnych morderców, mizoginizmu itp. Oba nurty wywodzą się z transagresywnej sztuki, ale myślę że dzieciaki z krajów Nordyckich sięgały po black metal, jak i PE dla samej otoczki. W black metalu jest Venom, którego bierze się całkowicie poważnie w kwestii satanistycznych zapędów. Tak samo jest w europejskim PE: są rzeczy w stylu kompilacji „White Power”, które traktowane są dosłownie (wystarczy spojrzeć na komentarze Gary’ego Mundy’ego w wywiadzie dla Grim Humour Ramleh). Myślę, że tutaj (czy też w Kanadzie) każdy przejaw otwartego rasizmu jest widziany jako niemożliwy kierunek w polityce i fakt, że (lower mainland) ma tak zróżnicowaną mieszankę kulturową sprawia, że rasizm nie jest tolerowany. Dawne nadużycia (of first nations aside you) sprawiają, że prędzej zostaniesz zgwałcony albo zabity przez socjopatę niż zobaczysz czystki etniczne w Kanadzie (Kolumbii brytyjskiej?). To musi znaleźć ujście w ekstremalnej sztuce. Wyłączając politykę, myślę, że prawdziwy, czysty noise widać w klasycznym amerykańskim PE – Slogun czy Deathpile mogą wręcz uchodzić za ściany z wokalem. Istnieje także podział między podejściem do liryków - wewnętrzny dialog kontra europejska oratoryka przez system nagłaśniający. Ale wydaje mi się, że obie te tendencje można znaleźć tak z jednej, jak i z drugiej strony Atlantyku. Osobiście skłaniam się raczej do europejskiego stylu (poza prawicomi zapędami), ale lubię wszystko. 3. Dość powszechne jest zjawisko, że wiele grindcore’owych i black metalowych kapel tworzy noise’owe projekty. Czy w Kanadzie jest podobnie? Powiedz nam coś o scenie w twoim kraju. G: Na pewno po części u nas też tak jest, ale chyba nie w aż takim stopniu jak w Europie, gdzie wpływ black metalu o wiele mocniej uderza w scenę metalową niż tutaj. Black metal w najbardziej ekstremalnym wydaniu ma na tyle brudny dźwięk, że słuchaczom łatwiej jest strawić i polubić takie gatunki jak industrial czy noise. Inaczej ma się sprawa z death metalowcami, którzy nie są zwykle w stanie strawić nic, co nie ma czystej melodii i rytmicznej struktury. Dzieciaki słuchające gore i grindu łykną wszystko. 4. Uważasz, że są jakieś powiązania między sceną industrial/noise i punk-rockową? G: Po pierwsze, wększość ludzi nie lubi zarówno noise jak i punk rocka. Tutaj, w Kolumbii (chociaż z tego co wiem, w innych miejscach jest tak samo), punkowcy potrafią być kompletnie pojebanymi aktywistami muzycznymi (jak i politycznymi). Wywodzę się z tego środowiska i razi mnie kiedy wręczając flyer informujący o noisowym koncercie w ręce młodego punka, szanse na jego pojawienie się na imprezie są znikome (w porównaniu do innych miejsc w kraju). Często także wynoszą się z imprezy kiedy tylko muzyka nie będzie ściśle pasowała do określonej struktury. W takich przypadkach, metalowcy zwykle słuchają wszystkich występów i bardziej prawdopodobne jest, że zostaną do końca. Metal ma duży wpływ na scenę punkową i hardcorową. Głównie ze względu na to, że Victoria jest odizolowanym miejscem. Przykładowo - niedawno zorganizowałem koncert w lokalnej księgarni anarchistycznej (którą odwiedza wielu punków) i zagrałem koncert zorganizowany przez Black Raven więc, jak widać, sceny się krzyżują. W Vancouver, ze względu na liczebność populacji, takich przykładów można znaleźć więcej. Jest tam np noisowo-crustowy geniusz Flatgrey, który aktywnie uczestniczy w organizacji wielu koncertów takich jak niedawny Shitstorm Noise Festival. Osobiście postrzegam noise jak punk na "true" scenie. 5. Jak wygląda prywatne życie kanadyjskiego noisera? Co robisz poza tworzeniem muzyki? G: Victoria jest niezwykle przyjaznym miejscem, ze względu na brak zanieczyszczenia i strawną pogodę. Mieszkałem w północnej Kolumbii, gdzie podczas zimy jest taki mróz, że zamarza mgła. Żyłem także w kilku większych miastach i doceniam fakt, że mogę teraz spokojnie napić się wody z kranu i nie muszę zakładać parki i ocieplanych butów żeby wyjść na zewnątrz w styczniu. W przeciwieństwie do większych miast, ludzie tutaj są milsi i możesz zrobić więcej znaczących rzeczy niż np. w Toronto gdzie często dzieją się dziwne rzeczy i ludzie są kompletnie rozpuszczeni. Jeżeli chodzi o pracę to zajmuję się rzeczami związanymi z siecią - głównie PHP i MySQL, poza tym administruję czasem systemami. Griefer jest naturalną konsekwencją moich technicznych zaiteresowań, mam obsesję na tym punkcie, gdyż siedzę w temacie po uszy. Muzyka (zarówno jej tworzenie jak i promocja) jest moim głównym przedsięwzięciem artystycznym. Poza jej obrębem jestem tylko biernym odbiorcą. Lubię filmy i książki ze specyficznym klimatem. Poza tym ciekawe akcje, jak na przykład "Mystery Ride" organizowany raz w miesiącu, kiedy o 23 pod urzędem miejskim spotyka się banda świrów (głównie pijanych) i jeżdżą na rowerach po różnych częściach miasta. Lubię także gry video, jestem ich maniakiem od czasów Atari 2600. ![]() 6. Najnowszy album Griefera – “Brute Force” skupia się na problemie nowych technologii. Mocno ukazana jest ich ciemna strona. Czy wad jest naprawdę więcej niż zalet? G: Dla przykładu, w Australii powstaje system "OneSchool". Jest to program w którym mają być przechowywane wszystkie dane i szczegółowe informacje dotyczące uczniów szkół stanowych. Uczestnictwo w tym programie jest obowiązkowe, zaś zdalny i bezpośredni dostęp do danych mają wszyscy "odpowiedni" pracownicy szkół. Z założenia, program ten ma pomagać nauczycielom ale oczywiste jest, że informacje w nim przechowywane mogą służyć zgoła odmiennym celom. Oprogramowanie jest bardzo słabo zabezpieczone i prawdopodobnie zostanie zhackowane już pierwszego dnia prowadząc do kradzieży tożsamości australiskich dzieci, jak również do bardziej poważnych problemów. W moim miejscu zamieszkania, władze zaczynają prywatyzować różne instytucje. Jednym z projektów jest przekazanie płatności online na rzecz opieki zdrowotnej do firmy Maximus, która z kolei należy do Choicepoint - olbrzymiego banku danych, który będzie miał dostęp do historii chorób wszystkich płatników. Choicepoint jest bezpośrednio związany z armią USA i byłym projektem o nazwie Total Information Awareness [kompletna jawność informacji - przyp. tłum.] (obecnie pod inną, mniej przerażającą nazwą). Pod przykrywką "obcinania kosztów" mamy rzekę informacji płynącą do firmy słynącej z jej nadużywania. Istnieje ciągły pęd ku wygodzie i skuteczności, nie pojawia się jednak cień zadumy nad konsekwencjami wprowadzenia różnych rozwiązań. Można to porównać do organizmów pasożytniczych które nadchodzą w formie aplikacji typu przeglądarki internetowe lub oprogramowanie dla telefonów komórkowych (które w tej chwili są serwerami kontrolowanymi zdalnie na niezależnych od nas prawach). W tej chwili mamy możliwości przechowywania teoretycznie nieograniczonych ilości danych i możliwości ich przetwarzania poprzez serwery lub nielegalne boty. Przycisk nagrywania jest włączony cały czas, zapisu nie da się usunąć.Wierzę, że zbliżamy się lub przekroczyliśmy już punkt w którym nieumyślnie stworzyliśmy systemy kontroli społecznej które nie mogą zostać wyłączone gdyż skończyłoby się to ogromną katastrofą. Kiedyś trzeba było mieć przy sobie broń i rozwalać ludziom głowy żeby tworzyć państwo policyjne. Obecnie wystarczy poszukać ochotników których skuszą darmowe upominki.Ciężko jest nie popaść w paranoję ale wydaje mi się, że zbliżają się ciężkie czasy, szczególnie pod groźbą wojny o zasoby itp. 7. Wyświechtane pytanie, ale muszę zapytać. Jaka muzyka miała na ciebie wpływ i czego słuchasz, kiedy nikt nie patrzy :) G: Raczej nie posiadam nic wstydliwego w swojej kolekcji, chociaż uwielbiam podniosłe płyty jak np. "Sons of Northern Darkness", którego słucham bez przerwy. Nierzadko zapuszczam "Texas Funeral" Jona Wayne'a i płyty AC/DC sprzed 1993. Jeżeli chodzi o inspiracje dla Griefer, to największą jest Institut, w szczególności ich "Live Like Traitors, Die Like Traitors". Coś w wokalach i generalnej strukturze bardzo do mnie przemawia. Ponadto jestem ogromnym fanem "Death Show" Morder Machine który moim zdaniem ociera się o rytmiczną perfekcję. Skłaniam się raczej ku europejskim brzmieniom lecz mam odmienne poglądy polityczne od wielu z wykonawców. 8. Twoje sety są imponujące. Jakiego sprzętu używasz do robienia muzyki? G: Raczej nic szczególnego. Rdzeniem zestawu są efekty gitarowe do których wprowadzam zwykle dwa źródła dźwięku. Jednym z nich jest oscylator a drugim jakiś fizyczny obiekt. Oscylatorem jest w tej chwili syntezator szumów który kupiłem kawałek czasu temu. W tej chwili pracuję nad własną zabawką opartą na licznikach binarnych TTL i 8-bitowych przetwornikach D/A. Album został nagrany jeszcze zanim kupiłem syntezator Death And Taxes więc wszystkie syntezatorowe brzmienia pochodzą z samych efektów.Ostatnio eksperymentowałem także z ogromnymi sprężynami. Kawałki blach także się przydają. Jest jeszcze coś co przeszło swój chrzest podczas trasy europejskiej - wielki, metalowy "szpon" z gitarową przystawką. Przystawka jest bardzo wytrzymała więc nie muszę oszczędzać tego instrumentu. Ostatnio wyszedłem z wokalem poza główne efekty, tworząc niezależne wejście żeby uzyskać inne brzmienie. Używam tanich mikrofonów z odtwarzaczy taśmowych oraz SM58. Podczas trasy, Owen używał piezo w małym, plastikowym pudełku z włącznikiem które brzmiało świetnie więc pewnie ściągnę od niego ten pomysł. 9. Mizantropia czy zaangażowanie? Powiedz coś o swojej życiowej filozofii. G: Cóż, powiem po prostu, że nie jestem optymistą. O ile mój globalny punkt widzenia skupia się wokół problematyki przetrwania gatunków, o tyle uważam, że ludzie są nieźle popierdoleni, jeśli chodzi o przewidywanie przyszłości. Zauważ: kryzys naftowy, katastrofy ekologiczne, chaos ekonomiczny i wojny o zasoby naturalne (życie obok Happy Jesus Land jest szczególnie przerażające). Weźmy np. kryzys paliwowy (z którym aktualnie mamy do czynienia). Nawet jeśli uruchomimy jutro jakieś darmowe, bogate i ekologiczne źródła energii, to i tak zaprzepaściliśmy milion innych sposobów, aby do zagadnienia zasobów naturalnym podejść z należytym szacunkiem, majac na względzie wielkość światowej populacji i nasze nieposkromione apetyty. Jestem wystarczająco stary, żeby stwierdzić, iż większość syfu, który prawdopodbnie wypłynie w przyszłości, ominie mnie, bo do tego czasu wykorkuję. Ale w dzisiejszych czasach chęć posiadania dzieci to jakiś czarny humor. Na poziomie osobistym jest różnie. Opuściłem dom w bardzo młodym wieku, zamiar bycia warzywem lub trupem w wieku lat 21 nie wypalił - nadal żyję. Mam naturalne skłonności do mizantropii i poddawania się negatywnej energii (śmierć, zniszczenie), ale to oczywiste, jeśli kręcisz się przez jakiś totalnie zjebany czas, będąc głodnym, przemarzniętym i wystraszonym. Z drugiej strony nie cierpię na żadną antyspołeczną fobię i w jakiś sposób znajduję w sobie pokłady empatii, co wpływa na moje poglądy polityczne i interakcje międzypersonalne. Dawno temu odkryłem, że muszę patrzeć w przyszłość, aby uniknąć podcinania sobie żył czy szybkiego wykończenia się przez twarde dragi. Jednak szanuję się i jeśli już mi się zdarzy odpłynąć na jakiś czas, to wolę się trzymać z dala od ludzi. 10. Jakie masz plany na przyszłość? Nowy album, trasa, wakacje? G: Planuję pracę nad nowym materiałem oraz utwór na składankę związaną z ostatnią trasą. Założenie jest takie, że chcemy mieć gotowy materiał na koniec lata/początek jesieni. W tej chwili mam 9 utworów które są w różnych fazach produkcji. Jeżeli chodzi o występy live to w lipcu jadę do USA zagrać koncerty na północnym zachodzie. Organizuję siódmą edycję festiwalu Noise! w Victorii pod koniec sierpnia co zabierze mi sporo czasu. Jeżeli dam radę finansowo to zorganizuję coś na wschodnim wybrzeżu Kanady na początku zimy, zobaczymy. Trzymam tempo. 11. Dzięki za rozmowę. Chcesz coś powiedzieć na koniec? G: Nie jeden, tylko DWA gatunki sojowego mięsa! CRK rozdaje! rozmawiał: Hans (tłumaczenie: Agnieszka "Agneau" Mazur i Dawid "Apewrist" Kowalski) www.de-wast.blogspot.com |
||||