![]() |
||||||||
![]() ![]() M: To gra słów i dwuznaczności wokół słowa Job: możesz to odczytać jako karmę pracy niewolniczej w służbie systemu, w którym przyszło nam żyć (czyli model najbardziej popularnego dziś spędzania życia - zamiana czasu i zdrowia na pieniądze) możesz też tłumaczyć ją jako karmiczny los biblijnego Hioba - który jest dla nas metaforą współczesnego człowieka, skazanego na egzystencję uwarunkowaną niezrozumiałymi dla niego odgórnymi mechanizmami sprawowania władzy. ![]() 2. Pamiętacie swoje pierwsze działania muzyczne? Czy kiedy zaczynaliście z JOB KARMA, grały we Wrocławiu jakieś inne industrialne projekty/kapele? M: Zaczynaliśmy pod koniec 1997, było to zaraz po trasie belgijskiej formacji Noise Maker's Fifes, których to panów mieliśmy przyjemność pilotować po naszym kraju. Przyznaje, że była to dla nas niemała inspiracja... miesiąc później w Monachium kupiłem i dowiozłem autostopem do Wrocławia pierwszy syntezator - Roland Alpha Juno2 - który służy nam z powodzeniem do dziś... wkrótce w wynajętym wspólnie mieszkaniu zaczęliśmy robić regularne próby, a ponieważ czasu mieliśmy sporo - czemu sprzyjał urlop dziekański na studiach - pierwsze efekty narodziły się dosyć szybko... W owym czasie we Wrocławiu działał zespół Error (obecnie Syntax Error) eksplorujący rytmiczne odmiany industrialu, w tym czasie objawił się też noise’owy projekt Vilgoć. A: Pierwsze działania muzyczne to bardziej symultaniczne eksperymenty z nowym instrumentarium analogowym, było to poznawanie i "oswajanie" nieznanych nam wcześniej urządzeń. Szybko dostrzegliśmy, że ta nasza kakofonia przybiera powoli bardziej harmoniczną formę i tworzy jakąś tam wartość. I tak drążyliśmy te pomysły przy dużym udziale dobrego porozumienia między nami zarówno w kwestiach twórczych jak i ogólnych - "życiowych" - to najlepsza baza do kreacji jakiejkolwiek. 3. Od początku istnienia zespołu tworzycie go we dwójkę. Czy kiedykolwiek myśleliście o poszerzeniu składu? M: To nie do końca prawda - nasz pierwszy CD „Cycles per Second” nagraliśmy w trzyosobowym składzie - towarzyszył nam wówczas Grochu. Teraz jest on wziętym akustykiem - często korzystamy z jego usług przy nagłaśnianiu naszych live - performances, kiedy jest na koncercie z nami, mogę skupić się wyłącznie na graniu nie zamartwiając się, że obcy akustyk coś pochrzani przy brzmieniu (uwierz mi wszechwiedzący „pan Władziu” - akustyk z Domu Kultury to zmora polskich scen). Poza tym, przy nagrywaniu „Eboli” wykorzystaliśmy urzekająco niski głos naszej znajomej Martyny, oraz godowe pomruki kotki o imieniu “Pisika”. Myślę, że dwie osoby do generowania dźwięków w projekcie elektronicznym to wystarczająco dużo. A: Jeżeli zwrócimy się kiedykolwiek o pomoc przy tworzeniu muzyki to myślę, że będzie to raczej współpraca na zasadzie podwykonawcy - realizatora naszych pomysłów. Dobrze się czujemy we dwójkę w tym projekcie. Poza tym nie tylko warsztat muzyczny czy też świadomość muzyczna są gwarantami dobrej współpracy przy tego typu muzyce. Jest jeszcze ten podświadomy „link”, który mówiąc trywialnie albo jest albo go nie ma. W chwili obecnej to najlepszy układ. ![]() ![]() 4. Co jest "magicznego" w lampowych generatorach? M: Smutek??? A: ...i wręcz fizycznie odczuwalna energia. Inteligentne medium często niedające się "ustawić", żyjące trochę własnym życiem i przez to mile zaskakujące. Smutek? – na pewno, czyli emocje... 5. Wasza muzyka naszpikowana jest różnego rodzaju samplami. Gdzie je wynajdujecie? M: Większość sampli pochodzi z nagrań terenowych zarejestrowanych na minidiscu albo dyktafonie... Zostały wzięte żywcem z ulic: Palestyny, Izraela, Egiptu, Polski etc... inne wygrzebujemy z kurzu starych dokumentalnych nagrań, jeszcze inne "zabieramy" z TV. Liczy się ładunek emocjonalny próbki, niekoniecznie kontekst, w jakim chcemy ją umieścić. A: Staramy się je tak dobierać, żeby budowały nastrój (napięcie) a często odrywały od muzyki i przenosiły gdzieś ponad, w inny, bardzo indywidualny wymiar. Sample często same się nam narzucają i przeplatają wręcz samoczynnie. A jeśli budują wyimaginowane obrazy lub sytuacje – to dobrze. 6. Wasze płyty wydane zostały przez włoską wytwórnie Amplexus/Ars Benevola Mater. Powiedzcie jak udało Wam się skontaktować z Mauro i czy zadowoleni jesteście ze współpracy. M. Demo z materiałem zamieszczonym później na CD "Ebola" wysłaliśmy wraz z naszymi poprzednimi wydawnictwami do kilku wytwórni, którym bylibyśmy w stanie "oddać" w ręce nowe dziecko. Odpowiedź z Amplexus’a była najkonkretniejsza, dlatego nie wahaliśmy się długo. Ich wydawnictwa są rozprowadzane w zasadzie przez wszystkie poważane dystrybucje na świecie, co powoduje, że każdy zainteresowany tego typu muzyką dotrze do nas bez problemu. Poza tym z doświadczeń wiemy, że ważny jest kontakt interpersonalny pomiędzy wydawcą a twórcą - Mauro okazał się otwartym, przesympatycznym, sfreakowanym Włochem i przede wszystkim profesjonalistą w tym, co robi (robi dużo - wydał ponad 80 tytułów w ciągu 10 lat!). Dodam jeszcze, że Wrocławski Festiwal Industrialny, na który przyjechał specjalnie z Włoch spodobał mu się na tyle, że postanowił czynnie włączyć się do organizacji. A: Mauro po wizycie na festiwalu był bardzo mile zaskoczony tak dużym zainteresowaniem muzyką industrialną w tej części Europy. Z entuzjazmem poznawał ludzi i nawiązywał nowe kontakty z dystrybutorami i wydawcami i jak sam stwierdził będzie na bieżąco śledził aktywność projektów muzycznych i wydarzeń dokumentując to w zinie i na kompilacjach muzycznych. Tak, więc może być ciekawie. Osoba bardzo słowna, konkretna i otwarta. 7. Dżuma, Ebola teraz Sars. Istnieje chyba dość duże prawdopodobieństwo, że zanim nasza planeta zostanie wchłonięta przez słońce, całą cywilizację zdąży załatwić jakaś epidemia. Co o tym sądzicie? M: Największą epidemią – wirusem tej planety jest ludzkość... Dżuma, Ebola czy Sars to tylko przeciwciała, dzięki którym Natura stara się oczyścić swój organizm. Popatrz na to tak.... A: W historii Ziemi pojawienie się ludzkości to bardzo szybki i postępujący stan agonalny. Globalny wirus eliminujący rodzaj ludzki byłby dla tej planety szansą odrodzenia. 8. W roku 2000 zagraliście koncert we wrocławskiej elektrociepłowni, który stał się nie lada wydarzeniem. Przy okazji, czy “Rytual” został w jakiejkolwiek formie zarejestrowany i czy ewentualne nagrania są jeszcze gdzieś dostępne? M: Wydarzenie multimedialne Rytuał z kwietnia 2000 było poświęcone ukazaniu relacji człowiek - maszyna. “Rytuał” w założeniu miał demistyfikować pogląd, że rozwój technologiczny jest jednoznacznie dobry, miał pokazywać jak mają się do dzisiejszej rzeczywistości optymistyczne wizje futurystów. W pewnym sensie było to ostrzeżenie przed pochopną fascynacją maszynami, ale nie ich negacja. Miejsce imprezy nie było przypadkowe, ognisko od zarania dziejów dawało ciepło, zbliżało ludzi, przy nim się grzali, przy nim jedli... W zdominowanym przez technologie świecie rolę "ogniska" przejęła elektrociepłownia - jej ogień już nie jednoczy, każdy swoją “porcje ciepła” dostaje z kaloryfera. Impreza była zamknięta - naocznymi świadkami byli ubrani w białe kaski pracownicy, kadra kierownicza i zaproszone media - każdy mógł ją jednak zobaczyć za pośrednictwem transmisji internetowej - w rytuale można, więc było uczestniczyć tylko za pośrednictwem maszyny. Oprócz naszego koncertu, odbyła się premiera filmu Arka Bagińskiego "System", pokaz filmów z kolekcji WRO oraz fire performance. Fragmenty tego wydarzenia są zarejestrowane na naszym VHS "Oscillation Ritual" wydanym przez praską Ars Morta Universum. Materiały dokumentalne są również zamieszczone na CDr dołączonym do albumu grafik Arka Bagińskiego pt.: ”Chaos”. 23 kwietnia tego roku (2004 r. - red.) odbędzie druga edycja Rytuału, tym razem poświęcona relacjom człowiek - sakrum. Miejsce - gotycka katedra św. Marii Magdaleny we Wrocławiu, nie jest, więc również przypadkowe. Na 14 monitorach pokazanych zostanie 14 animacji komputerowych autorstwa Arka i Rafała Zaremby przedstawiających drogę krzyżową z naszą ścieżką dźwiękową wykonaną na żywo, po projekcji zagramy koncert, całość będzie “ubrana” w specjalnie zaprojektowaną dla tego wydarzenia oprawę świetlną, oprócz tego WRO przygotuje tematyczny blok video-artu. ![]() 9. Podczas Waszych koncertów nie tylko cieszycie uszy przybyłych gości, ale i oczy. Tło pozamuzyczne stanowią bowiem doskonałe filmy Arka Bagińskiego, bez których trudno już wyobrazić sobie kolejne Wasze występy. Kiedy wpadliście na pomysł, aby muzykę uzupełniać obrazem? M: Od początku naszym koncertom towarzyszą specjalnie na tę okazję montowane filmy autorstwa Arka Bagińskiego i Wojtka Majewskiego. Dopełniają one i urozmaicają występ czyniąc z niego multimedialny performance. Czasami koncert łączymy również z teatralnym fire performance, niekiedy posiłkujemy się slajdami. Chcemy atakować wszelkie zmysły odbiorcy... Wrażliwość Arka, przejawiająca się w jego pracach wizualnych jest zbliżona do naszej, dlatego też nic nie jest na siłę - jedno medium podczas wystąpienia live współgra z drugim idealnie. A: Dla mnie słuchanie muzyki to sprawa bardzo indywidualna, odcięcie się od świata i budowanie przestrzeni alternatywnej “pod dźwięki”, które właśnie odbieram. To jak czytanie książki, której treść determinuje nas do budowania w wyobraźni miejsca, czasu i akcji. Odsłuch publiczny zwany koncertem to gotowy, podany jak na talerzu spektakl, przedstawienie, gdzie możemy skonfrontować wyobrażenia swoje i twórcy. Koncert to swoista celebracja - masowy rytuał, który ma nas doświadczać na wszelakie sposoby. Dlatego właśnie posiłkujemy się różnymi nośnikami przekazu i pewnie będziemy jeszcze szukać nowych form i rozwijać w dalszym ciągu już te istniejące. Współpraca z Arkiem i dobry z nim kontakt to gwarantują. 10. Skąd wytrzasnęliście mechanicznego ptaka, który machając swymi metalowymi skrzydłami przemierza sale koncertowa podczas utworu "Primitive Matter". Musze przyznać, że robi on niesamowite wrażenie. M: Mechaniczny ptak jest konstrukcją przestrzenną autorstwa wrocławskiego artysty - Piotra Jędrzejewskiego. Kontakt z Piotrem nawiązaliśmy jeszcze, kiedy przy ul. Więziennej we Wrocławiu prowadziłem z Arkiem galerię sztuki awangardowej. Ptak był jedną z głównych atrakcji - zawieszony pod sklepieniem wnętrza - po włączeniu do prądu - przemierzał podniebną przestrzeń galerii machając skrzydłami (skojarzenia z dziełem Leonardo da Vinci - jak najbardziej na miejscu). Oprócz tej instalacji - Piotr prezentował w Art & Industrial Gallery inne swoje obiekty jak np.: winda zegarowa, maszyna parowa, mechanizmy w misternych ramach obrazowych etc. Prace te są doskonałym połączeniem sztuki z zasadami matematyki i fizyki oraz są wykonane z prawdziwie zegarmistrzowska precyzją. Uwielbiam te dzieła - w ich otoczeniu spędzaliśmy w galerii piękne dni. A: Połączenie lotu ptaka z "Primitive Matter" nie jest przypadkowe. To zestawienie trochę na zasadzie kontrastu technika - natura. W utworze mechaniczny loop jest osadzony w naturalnym środowisku, a przed oczyma: ptak - maszyna. Poza tym da się zauważyć podobny rytm tykającego zegara - płynącego czasu. ![]() 11. Przez pewien czas w okolicach wrocławskiego Starego Rynku prowadziliście galerie propagującą sztukę oraz muzykę alternatywną. Z tego co wiem temat padł ze względu na nieznaczną liczbę osób odwiedzających i ogólnie małe zainteresowanie tego typu rzeczami wśród szerszych mas. Czy zatem jest jakakolwiek szansa ażeby z tak niszowymi zagadnieniami wychodzić do ludzi? M: „Art & Industrial Gallery” funkcjonowała przy ul. Więziennej we Wrocławiu przez rok 2002. Naszym celem było profesjonalne promowanie sztuki niekomercyjnej. Całość mieściła się w niewielkim wnętrzu (20mkw) oprócz tego organizowaliśmy imprezy, koncerty, pokazy etc. „na zewnątrz”. Temat osobnego lokalu upadł ze względów ekonomicznych... Czynsz i opłaty za lokal prawie dwukrotnie przekraczały dochody (w tym wypadku głownie ze sprzedaży płyt CD i winyli oraz biżuterii do body piercing’u). W celu ratowania budżetu organizowaliśmy benefitowe koncerty pod hasłem „Wrocław Niezależny” (na których wystąpiły m.in.: Robotobibok, Kormorany, Program, Husky, Tumbao, Schloss Tegal i inni), z których dochód przeznaczany był na funkcjonowanie miejsca - nie ukrywam, dzięki tym koncertom przez jakiś czas było to możliwe. Nie powiem, że zainteresowanie było nikłe – codziennie galerię odwiedzało 60-100 osób, mile zaskoczyło nas zainteresowanie mediów – przyjechała do nas nawet francusko – niemiecka TV ARTE i „skręciła” program. Cóż, z perspektywy czasu widzę, iż inicjatywa ta była w polskich realiach lekkim falstartem... Zdobyte doświadczenia procentują jednak teraz... Jako galeria – firma działamy wirtualnie i w tym momencie zajmujemy się organizacją 3 dużych imprez. 12. Pytanie trochę z innej beczki. Prowadziłeś Maciek w Polskim Radiu Wrocław audycje pt. „Industrialny Dance Macabre”. Jak wspominasz ten okres? M: W Regionalnej Rozgłośni Polskiego Radia Wrocław pracowałem w latach 1994 – 2002, audycja „szła” co poniedziałek w okolicach północy. To było wspaniałe przeżycie i niezapomniane doświadczenie... Mój szef muzyczny – Andrzej Benke (znany bywalcom Castle Party z roli konferansjera), pozostawiał mi wolną rękę, co do doboru wykonawców. Każda kolejna audycja poświecona była konkretnemu wykonawcy, wytwórni, nadchodzącemu wydarzeniu, zagadnieniu związanemu z prezentowaną muzyką etc. Trudno to zapomnieć: nocna atmosfera wyludnionego, olbrzymiego gmachu Polskiego Radia, przyciemniona nocna lampka na stole w studio, szyba za którą widać tylko realizatora, za chwilę zapali się czerwone światło – znak, że zostaje sam na sam ze słuchaczem, to co powiem usłyszy być może kilka tysięcy osób, których nie mogę zobaczyć. To uczucie poznasz dopiero wtedy, gdy go doświadczysz... Dla mnie w pewnym sensie było to magiczne i mimo masowości tego środka przekazu – intymne... Był tylko mikrofon i mój głos na tle podkładu z płyty „The Place Where the Black Stars Hang” Lustmord’a – wszystko spowite idealną ciszą studia... Ciężko było mi wyobrazić sobie słuchacza... Do momentu, aż odzywały się telefony... Pamiętam niecodzienne zjawiska towarzyszące niektórym transmisjom np.: podczas gdy prezentowałem „Time Maschine” Coil’a, główny zegar w studio radiowym zatrzymał się na 5 min!!! (zdarzyło się to podobno po raz pierwszy od 20 lat – czyli od momentu kiedy był zainstalowany!!!). Ci, którzy znają ideę przyświecającą tej płycie nie powinni być zdziwieni... Z zabawniejszych sytuacji: przy jednej z pierwszych audycji zadzwonił technik ze stacji nadawczej i mocno zaniepokojonym głosem oświadczył: „Panowie u nas wszystko w porządku, te zakłócenia musza być od was” (zakłóceniami był prezentowany fragment utworu grupy Whitehouse haha!), innym razem zadzwoniła pani dyrektor radia z pretensją w stylu: „Panowie mam bardzo dobry odbiornik radiowy i nic nie słyszę, co się dzieje???” (prezentowałem wówczas Pan Sonic). Cała przygoda skończyła się tak nagle tak jak i się zaczęła – cięcia budżetowe doprowadziły do sytuacji znanej z innych stacji – autorskie, nocne audycje zastąpił komputer… 13. Jak myślicie, jakie zespoły industrialne powinny być pamiętane jeszcze po pięćdziesięciu latach od dziś? M: Wolałbym mówić o konkretnych płytach – nie znam genialnego wykonawcy, który nagrywa non-stop równie genialne płyty (pozwól też, że ze względu na umowność granic nie będę purystą gatunkowym): - "Thunder Perfect Mind" Current 93 - "Time To Tell" Cosey Fanni Tutti - "The Place Where the Black Stars Hang" Lustmord - "Musick To Play in the Dark vol 1&2" Coil - "The Unnaceptable Face of Freedom" Test Dept. - "Zamia Lechmani" SPK A: Podpisuje się pod tą listą a dla porządku dodam jeszcze Psychic TV z "At Stockholm" jako najlepszą w moim mniemaniu wizytówką ich działań. Nośnikiem pamięci tego typu muzyki są ludzie a bardzo często kilku zapaleńców zarażających często przypadkowych odbiorców, którzy ciągną tę sztafetę. Przy takim założeniu i aktywnych działaniach lokalnych i globalnych (wspomniany underground network) jesteśmy w stanie doczekać się reedycji wyżej wspomnianych płyt nawet za pół wieku. 14. Marzenia bardzo często kojarzą się z nadzieją. Czekamy na coś, co naszym zdaniem sprawi, że będziemy szczęśliwi. Czasem sama nadzieja czyni nas szczęśliwymi. Czy macie jakieś marzenia związane z JOB KARMA? M: Powiem jedno - marzenia związane z Job Karma są ściśle związane z moim życiem osobistym i jestem przekonany, że się wypełnią... A: ...permanentny rozwój i exploracja... to jeśli chodzi o muzykę a reszta jak wyżej... 15. Bardzo dziękujemy Wam za rozmowę i poświęcony nam czas. M&A: Dziękujemy również. rozmawiali: SS, tomasz r. więcej informacji: www.jobkarma.pl www.myspace.com/jobkarma ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
||||