![]() |
||||||||
![]() ![]() 1. Powiedzcie coś o początkach... Nie było słychać o was wcześniej nigdzie... nagle pojawiacie się na myspace, zamieszczacie 3 świetne kawałki no i... Co było przed tym, opowiedzcie mi moje dziatki? Lucid dreaM: Zaczynaliśmy jako dwóch nastolatków grających dla zabawy. Z początku koncentrowaliśmy się na brudnym punku. Wtedy stworzyliśmy kilka projektów, między innymi "Działa Nawalony" i "Komitet". Okres ten nie trwał długo, aczkolwiek zaowocował kilkoma co najmniej interesującymi kompozycjami. Dość szybko jednak zrozumieliśmy, że muzyka punkowa jako fenomen kulturowy dawno już wybrzmiała, natomiast jej możliwości komunikacyjne są mocno ograniczone i nieadekwatne do dzisiejszych czasów. Z tego okresu pozostał jedynie projekt "Cerkiewna Vagina Matki Rachmaninowa", który staramy się kontynuować dla zabawy. Następnie przeżywaliśmy krótką fascynację bluesem i jazzem, mocno wpłynęły na nas również różnego rodzaju musicale. Powoli zaczęliśmy się otwierać na dziwne dźwięki i szukać muzyki wokół siebie. Stąd mniej więcej wywodzi się Lucid dreaM, projekt mający eksplorować najdziwniejsze aspekty ludzkiej natury w połączeniu tejże z rzeczywistością;). Wszystko co nas otacza, wywodzi się z naszego umysłu, każdy dźwięk stanowi więc odzwierciedlenie naszej natury. Lucid dreaM to nie tylko muzyka, to seria eksperymentów na własnej psychice mających przynieść pewne rezultaty, typu odnalezienie jakiejś prawdy, o ile jakakolwiek istnieje, itd... Jako że są to eksperymenty, Lucid dreaM wciąż ulega wszelakim przemianom, jest płynne, i to jego główne założenie. Szukamy wciąż czegoś nowego i tak naprawdę nie wiemy, czy skręcamy w dobrą czy w złą ścieżkę, ale przecież na tym polega eksperymentowanie... Co do Myspace, to w sumie przypadek, że się tam pojawiliśmy. Przeważnie nie jesteśmy do końca usatysfakcjonowani efektami naszej pracy. Daliśmy się jednak namówić na założenie strony i wrzucenie trzech względnie aktualnych kompozycji. Miło nam, że jest na to jakaś reakcja. Zamierzamy kontynuować przygodę z Myspace’em. ![]() 2. Czyli rozumiem, że uważacie się za projekt powiedzmy eksperymentalny? Czy czujecie się częścią jakiejś „sceny". Industrialnej, eksperymentalnej, czy jakiejkolwiek? Ludzie lubią przyklejać etykietki, czy jeśli mówimy o muzyce, filmie, czy jakiejkolwiek innej sztuce. Jak więc to wygląda w waszym przypadku? LD: W ogóle nie uznajemy odgórnego podziału na „sceny”. Słuchamy wszelkich rodzajów muzyki, od metalu, poprzez bluesa, rocka i punka, industrial, hardcore, electro, folk, po klasykę. Z punktu widzenia słuchaczy nie identyfikujemy się z żadną sceną, uważamy, że muzyka może być wartościowa, niezależnie od „sceny” do jakiej bywa przypisywana. Vesen: Tworząc nie myślimy: "hmmm, może zmienimy nieco dźwięk to pewnie wrzucą nas do sceny neo folkowej i będzie faaaajnie bo teraz ludzie tego podobno słuchają". Jeśli ktoś na siłę zamyka się na jednej, jak to określiłeś, scenie, to jebać go. Człowiek, który ma jakieś sensowne wyobrażenie własnej muzyki zawsze się odnajdzie, bez względu na to gdzie trafi. 3. Moim skromnym zdaniem jesteście ewenementem jeśli chodzi o nasze krajowe podwórko. Nie spotkałem się jeszcze z projektem tworzącym takie dźwięki. Wymykacie się kategoriom i przez swe dźwięki wypełniacie lukę w naszej rodzimej muzyce, nazwijmy to industrialnej. LD: Hmmm, zasadniczo my też się nie spotkaliśmy z podobnym zespołem i może dlatego nie zostaliśmy przypisani do żadnej sceny ;) z czego radzi jesteśmy niezmiernie. 4. Rozumiem doskonale... w takim razie kolejne pytanie powiązane nieco z twą powyższą odpowiedzią. Czy wierzycie, że istnieje pewien rodzaj porozumienia między ludźmi, którzy podobnie czują pewne dźwięki na pozór od siebie zupełnie odmienne, ale mające podobny ładunek emocjonalny? Chodzi mi o coś w rodzaju gatunku muzyki, który nie jest gatunkiem, raczej coś w stylu mentalnego porozumienia pewnej grupy ludzi. LD: Nietzsche (tak, to podstawa:)) powiedział (parafraza): "Mądrość jest szeptem samotnika z samym sobą pośród gwarnego targowiska". Sądzimy, że ludzi może połączyć właśnie fakt szukania czegoś w sobie, ów szept samotnika. Dla każdego może on być inny, ale zdaje nam się, że da się wyczuć to, że ktoś inny poczuł taką potrzebę, zdobył taką mądrość, i to w nim doceniamy. W ten sposób możemy porozumieć się z ludźmi, którzy mają inne poglądy, w ten sposób doceniamy zespoły, które grają inną muzykę. Kochamy to, co robi Joanna Newsom, ale nie będziemy grali tak jak ona, u nas szept jest zupełnie inny. Liczy się fakt, ze ona dotarła do swojego szeptu, tak samo my staramy się dotrzeć do tego właściwego nam. To może być porozumienie wbrew pozornym różnicom. ![]() 5. Odlecieliśmy trochę w abstrakt i teorię ruchów muzycznych;) Zatem chciałbym was zapytać teraz o wasze ostatnie odkrycia muzyczne... jakie projekty zrobiły na was największe wrażenie? Vesen: Ostatnio bawił mnie trochę Kid606, zniszczyło mnie Divine Muzak, którego nie mogę przestać słuchać, no i AIT! oczywiście, ale nie wypada za dużo ich komplementować... Dzięki pewnej osobie zwróciłem też uwagę na Cultural Amnesia... Do tego jeszcze może Billy Malery, momentami naprawdę wspaniałe poszukiwania... Sporo ciekawych rzeczy z Myspace, Black Noise Acetato, Blood Jewel, POLYMORPHIK SKYZOPHRENIA czy też The Surreal Funfair, ale znam ich zbyt słabo żeby się wypowiadać. Jaakko: Osobiście, jako ten trzymający się nieco bardziej podłoża, choć nie zawsze dosłownie, słucham raczej standardów. Z twórców, którzy mnie inspirują wymienić należy Clinta Mansella, Danny’go Elfmana, Lacrimosę oraz Edgara Varese jako jednych z niewielu, którzy są w stanie ukoić moje "skołatane korzonki". Jeśli chodzi o najnowsze odkrycia to bezapelacyjnie Tiger Lillies, których to twórczości do tej pory nie znałem, a ostatnio jestem przez nich regularnie niszczony;) Vesen: Tu muszę się podpisać, Tiger Lillies również zaliczam do bardzo interesujących "odkryć";) 6. Nie było o was słychać raczej ostatnimi czasy. Nie przykładaliście się chyba do promocji za bardzo?;)... nie było o was słychać w żadnych webzinach, nigdzie. I nagle pstryk i jesteście. Kawałek na świetnej kompilacji rzeczonego Nonpop, zajebiste tracki na myspace... mam nadzieję, że teraz trochę wszystko bardziej się rozrusza? LD: Dostaliśmy propozycję od Roya z magazynu Nonpop, żeby zamieścić "Magnolię". Całkiem to miłe, zgodziliśmy się więc bez wahania. Myspace planujemy rozwijać. Nie promowaliśmy się do tej pory w ogóle, graliśmy dla przyjemności. Teraz jest podobnie, ale dziwnym trafem odzywają się do nas osoby, które jakoś chcą nam pomóc. To dla nas nowa sytuacja, wcześniej zawsze wszyscy byli przeciw. Dla nas to nie jest pstryk, dla nas to kilka lat współpracy, nie jedynie muzycznej; dostrajaliśmy się jako ludzie, dojrzewaliśmy i próbowaliśmy zrozumieć siebie. Teraz idziemy w to głębiej, próbując jednocześnie pokazać tą drogę innym. I nie jako instrukcję, raczej jako możliwość. Wierzymy, że można odzyskać świadomość w rzeczywistości, tak samo jak we śnie. My próbujemy to osiągnąć głównie poprzez muzykę, ale sposobów jest wiele… [patos go away...] ![]() 7. Pytanie podstawowe: Kiedy kolejne kawałki? Komponujecie coś panowie? Można się spodziewać czegoś niebawem? W jakim klimacie mniej więcej? Będziecie szukać wydawcy? No i jak się prezentują te starsze utwory, które macie nagrane? Jest szansa, że kiedyś będzie można je usłyszeć, czy raczej pozostaną w waszym archiwum na wieki wieków? LD: Czas nas mocno ogranicza, co do komponowania - co chwilę coś wychodzi, to jest permanentna improwizacja. Jak tylko się spotykamy, mamy nowe pomysły. Posiadamy sporą bazę nagranych kawałków, które z pewnych powodów jeszcze nie ujrzały światła dziennego. Jako, że wszystko nagrywamy tak naprawdę na żywo, ciężko nam zapanować nad jakością... Nie chcemy publikować nic, co jest złe przez przypadek, a nie z założenia. Według naszego manifestu pozwalamy dojść do głosu elementom przypadkowym, one mają swoje miejsce, są bardzo istotne, jednak nie chcemy by zupełnie wypaczyły nasze aktualne idee... Na czym polega szukanie wydawcy? Oczywiście w perspektywie chcielibyśmy, aby nasza muzyka ukazała się na jakimś bardziej fizycznym, niż serwer Myspace’a, nośniku;) Na chwilę obecną pracujemy nad materiałem, i jeżeli ktoś kiedyś uzna że warto, to nas wyda... Niektóre ze starszych utworów zamierzamy nagrać ponownie i opublikować. Jak będą wyglądały kolejne kompozycje? Nie mamy pojęcia, to samo wyjdzie. Możliwe, że póki co, klimatem nie będą znacząco odbiegały od Magnolii, aczkolwiek planujemy zamieścić też jakiś energetyczny kawałek. Jeżeli zdecydujemy się kiedyś na publikację starszych utworów, to na pewno nie pod szyldem LD. Co do przyszłych projektów, mamy kilka bardzo różnych pomysłów, zarodków, ale co z nich wyjdzie, to się dopiero okaże. Zawsze tak jest, że zaczynamy od pewnej idei, mamy punkt wyjścia i zaczynamy grać, a to gdzie nas poniesie to granie, to już inna sprawa. ![]() 8. Teraz proste i krótkie pytanie... odpowiedzcie sobie dlaczego istnieje Lucid DreaM? Jest formą katharsis, wentylem negatywnych emocji, a może tylko hobby, miłym sposobem na spędzenie czasu? Jaakko: Wydaje mi się, że każdym z powyższych po trochu. Gdyby granie nie sprawiało nam przyjemności i nie dawało jakiejś satysfakcji, nie gralibyśmy. Słowo hobby jednakże nie jest chyba trafione, kojarzy mi się z nadziewaniem motyli na szpileczki;) Granie na pewno jest świetnym sposobem na uwalnianie emocji, choć znów nazywanie tego katharsis jest chyba zbyt pompatyczne. Jakkolwiek jednak, jeśli słuchanie muzyki może relaksować, pomagać pozbyć się szeroko pojętych negatywnych emocji, to jej tworzenie jest narzędziem o wiele razy silniejszym. Szczególnie, gdy mówimy o muzyce będącej połączeniem chaosu z improwizacją;) Vesen: Nic dodać, nic ująć. Krótko mówiąc: z jednej strony traktuję LD jak wentyl bezpieczeństwa, z drugiej jednak dążę do coraz bardziej "chorych" sytuacji, żeby stworzyć materiał usprawiedliwiający istnienie takowego wentyla. 9. O, to ostatnie słowa należą do Was... nazwijmy do posumowaniem, ostatnim życzeniem, akcją marketingową... jakkolwiek inaczej... Zależy wam w ogóle by ktoś sięgnął po wasze nagrania, jeśli je zarekomendujesz w tym miejscu? Wielu artystów mówi, że tworzy tylko dla siebie... czyż to nie pewien paradoks? No i dziękuję za Twój czas i muzykę... Lucid DreaM zasługuje na wielkie wsparcie. Vesen: Jeśli tworzyliby tylko dla siebie, nie musieliby o tym mówić, gdyż nikt nie wiedziałby o tym, że tworzą, tak? Powiem tak, myślę że to najlepiej wytłumaczy nasz zespół: Bill Hicks mówił „it’s just a ride". To wszystko to jeden wielki żart. Ktoś kiedyś powiedział: "jeśli nie łapią żartu to chuj z nimi". Mogę teraz powiedzieć, że jestem wielkim artystą, nikt mnie nie rozumie, tworzę tylko dla siebie, wielbię rewolucję, mam głęboko w dupie czy ktoś to przeczyta i walczę całe życie z komercją (czymkolwiek by to słowo - widmo nie było). Ale cóż, chcę żeby ludzie mnie słuchali, chcę żeby starali się zrozumieć, chcę żeby ktoś to przeczytał i śmieszą mnie wszyscy, którzy nie potrafią załapać żartu jakim jest rzeczywistość. Dzięki Ci wielkie za wsparcie. Jaakko: Taa, pozowanie na pierwszych nonkonformistów przerabialiśmy już w projektach punkowych;) Tak serio, to cieszy nas, że nasza muzyka zaczyna być dostrzegana. Jest to jakiś krok w stronę rozwoju zespołu, jak i poniekąd nas samych. Mam nadzieję, że niezależnie od kierunku jaki obierze nasza, dość płynna twórczość, znajdą się ludzie, dla których będzie ona miała jakąś wartość. Miło było rozmawiać i dzięki jeszcze raz za zainteresowanie i wsparcie;) Tomasz Borowski info o zespole: www.myspace.com/selkouni ![]() |
||||