MENUO JUODARAGIS (22-24.08.2008)
Zarasai to malutka miejscowość na granicy Litwy i Łotwy. Po wielogodzinnej jeździe, w trakcie której
krajobraz za oknem autobusu praktycznie się nie zmienia, pojawia się kotlina pocięta jeziorami, od razu przykuwając uwagę oczu przyzwyczajonych do krajobrazu wszechobecnych, soczysto zielonych łąk. W tym idyllicznym miejscu, na olbrzymiej wyspie jednego z jezior odbywa się rok roczne Menuo Juodaragis -
litewski festiwal muzyczno-kulturalny. Do Zarasai docieramy w piątek koło 14. Przygotowania do festiwalu w toku, mijamy bramę nad którą powiewa proporzec z logo festiwalu, przez most dostajemy się na wyspę. To olbrzymie, pagórkowate miejsce, pocięte lasami tworzy niesamowite tło do festiwalu, o czym przekonamy się w ciągu najbliższych dni. Rozbijamy namioty w lesie, jak pogaństwo to na całego;) O istocie pogaństwa przekonujemy się na każdym kroku - po wstępnych oględzinach obozowiska przekonujemy się, że nie ma tu kranów ani prysznicy. Całość toalety będzie dokonywana w jeziorze - faktycznie, na brak wody próżno tu się skarżyć;) Koncerty odbywają się na dwóch scenach - małej i Dużej, aktywnej jedynie w sobotę. Prócz tego jest też namiot w którym odbywają się wykłady i pokazy filmów, w całości jednak po litewsku, przez co musimy sobie odmówić tej rozrywki, a szkoda.

Około 19., głęboko w lesie, pod wielkim dębem ma miejsce Rytuał Otwarcia: Wokół ogniska, przebrani w ludowe stroje, tańczą członkowie grupy Kulgrinda. Znaczenia pieśni przez nich śpiewanych możemy się jedynie domyślać, w powietrzu czuć magię, która udziela się wszystkim uczestnikom. Rytuał odnosi skutek, wprowadzając nas w uroczysty nastrój. Muzyka-kultura-natura. Pomosty pomiędzy tymi wyrażeniami odnajdziemy przez najbliższe dni. Już drugi, piątkowy koncert robi piorunujące wrażenie - dwie Białorusinki w ludowych strojach, z wiankami ze zbóż na głowach, przejmującym głosem śpiewają o pradawnych pogańskich obyczajach. Wtóruje im mężczyzna grający na archaicznych instrumentach. Tak zaprezentowała się na małej scenie białoruska Essa. Po Essa na scenie pojawili się black metalowcy z Andaja, miejscowej gwiazdy pagan metalu. Zespół spotkał się z żywiołowym przyjęciem publiczności, oraz z naszą ewakuacją w kierunku głównego placu, gdzie właśnie zaczynała się już impreza DJ. Jako pierwsi zaczęli nasi przedstawiciele DJ 666 V i Selena. Sprawnie rozpoczęli oni imprezę od eksperymentów przechodząc w rytmy electro-tech, kończąc zaś na power noise. Impreza była tak udana, że opuściłem koncerty odbywające się na letniej scenie, dowiedziałem się tylko, że litewska Vilkduja dała świetny występ. W między czasie spotkaliśmy naszych przyjaciół ze Spiritual Front, którzy przyjechali na Litwę już w pierwszy dzień festu. Pod sceną znalazłem się na koncercie Girnu Giesmes, pioniera litewskiej sceny post industrialnej, Laurynasa Jukonisa. Obejrzałem dobry technicznie występ, choć trochę monotonny - penetracja dźwięku pośród industrialnego chaosu wzmocnionej brzmieniem dronów - to nic nowego, a ponoć G.Giesmes nigdy nie daje takich samych występów. A może zbyt dużo sobie obiecywałem. Niewątpliwą dla mnie gwiazdą tego wieczoru był Donis;) Zespół poznałem jakieś osiem lat temu, od razu zauroczyły mnie te dźwięki - połączenie ambietu i muzyki etnicznej, które Donatas Bielkauskas - twórca projektu - uzupełnia brzmieniem żywych instrumentów. Ich brzmienie jest modulowane na scenie, zapętlone i samplowane. Nie spodziewajcie się po Donis żywiołowych występów, bo muzyka którš przedstawia to wcielenie spokoju i łagodności, a wręcz penetracja ciszy... przymioty, które można by przypisać samemu Donatasowi właśnie;) Występ znudził moich znajomych, zostałem więc sam na posterunku, choć i mi kleiły się już oczy - Donis zaczął grać o 3. w nocy...
DONIS
Budzimy się koło południa, te południe zapamiętamy na długo - gdzie indziej kąpiąc się w jeziorze, goląc się i doprowadzając do porządku po wczorajszej imprezie umili Wam czas Spiritual Front, który właśnie rozpoczął próbę;)? Teren festiwalu w sobotę wyglądał jeszcze okazalej; na środku wyspy, jak z pod ziemi wyrosła duża scena, pojawiła się pogańska wioska, na wzgórzu, w okolicy sceny letniej - młodzi pasjonaci wykuwali tam podkowy, zdobienia oraz ornamenty nawiązujące do ludowej stylistyki. Pierwszym koncertem tego wieczora, który udało nam się zobaczyć był występ litewskiej Atalyja - naprawdę wciągająca muzyka, folk z rockową energią, trzeba się naprawdę postarać by ustać w miejscu podczas ich występu. Niewątpliwymi gwiazdami wieczoru były Spiritual Front /drugi raz na Litwie/ oraz Von Thronstahl, który gościł tu pierwszy raz. Po południu spotkaliśmy Josefa Klumba, lidera Von Thronstahl, który nie krył zadowolenia z możliwości występu w tej części Europy. Sam występ VT odbył się ze sporym opóźnieniem, jednak Ci co byli wiedzą że warto było czekać. To jeden z najbardziej żywiołowych koncertów na jakim byłem /ustępujący tylko koncertom hard core'owym;)/. Zespół miał cudowny kontakt z publicznością, Josef co chwila wychodził w tłum by śpiewać razem z fanami. VT wystąpił gościnnie z Damiano Mercurym z Rose Rovine e Amanti. Usłyszeliśmy sporo utworów znanych z "Sacrificare" i "Bellum Sacrum Bellum !?", zespół nie odmówił sobie też wykonania kilku coverów, m.in. utworu Boba Dylana, Joy Division "Walk in Line" i Death In June "Runes and man", przy którym to utworze wpadłem w niekontrolowany amok;), a Larsowi - gitarzyście VT - pękła struna. W małym stopniu przeszkodziło to w dokończeniu koncertu;) Na koniec zespół zagrał utwór "Europa Calling", znany z ich legendarnego już projektu: Forthcomming Fire. Ostatni utwór z płyty "Watching Rome Burn" zyskał teraz nowy szlif; ta refleksyjna ballada /po trochu można
nazwać by ją protest songiem.../ wykonana została z energii godną najnowszych dokonań zespołu.
VON THRONSTAHL (foto:oxpd.societe)
SPIRITUAL FRONT
Po występie wszyscy przenieśliśmy się pod dużą scenę, gdzie występ zaczynał właśnie Spiritual Front;) Zespół widziałem na scenie trzeci raz, no i niestety - dobry występ, ale nie należał do najlepszych.
Zabrakło "Wściekłego Byka" wyświetlanego na telebimie, stanowiącego tak świetnie dopasowane tło do muzyki zespołu. Zauważalne dla mnie też było zmęczenie muzyków, ale to moje subiektywne zdanie. Publiczność bawiła się świetnie wtórując śpiewającemu Simone. Pojawiło się też parę smaczków - trzy premierowe, naprawdę porywające utwory /nie mogę się doczekać nowej płyty - premiera niebawem/. Przy finałowym "Slave" Simone zaprosił publiczność na scenę - całkiem nowy element w scenariuszu występu SF, podejrzewam że było to spontaniczne, wspaniały ukłon w kierunku fanów! Ostatni występował Matt Howden, na scenie znany jako Sieben. Tak miły dla ucha ton skrzypiec z których Matt wydobywa dźwięki ściągnął sporą rzeszę sympatyków, okupujących dużą scenę. Po występie wróciliśmy na małą scenę wysłuchać ostatnich koncertów tej nocy. Dobra, był to też pretekst by ogrzać się przy jednym z wielkich ognisk palących się cały wieczór;) siedząc przy ogniu w zadumie wpatrywaliśmy się w runy rozwieszone pomiędzy drzewami, na wpół nieobecni, tak jak półsenne postacie, których twarze raz na jakiś czas rozświetlał
ogień. Muzycznym tłem była litewska Viksva, która właśnie pojawiła się na scenie - muzyka przywołująca klimat filmów Lyncha niesamowicie pasowała właśnie teraz...
Niedziela. Wszystko znika, czar pryska. Po przebudzeniu ze zdziwieniem obserwujemy jak wszyscy się pakują, wyjeżdżają. A koncerty? Z rozpiski dowiadujemy się że dziś trwają... od 12 do 14:30. Rzut oka na litewski Ramtaturis i koniec. Tak szybko, tak nagle. Jak by to wszystko było pięknym snem...
W poniedziałek zahaczyliśmy jeszcze o after party w Wilnie, ale tylko parę godzin, bo musimy wracać do kraju. Oglądamy zdjęcia wyświetlane na telebimie, czas na ostatnie rozmowy ze znajomymi, czas na pożegnania. Na jakiś czas, bo na pewno tu wrócimy.
Menuo Juodaragis to festiwal którego próżno szukać na mapach zachodniej europy. Magia miejsca, magia muzyki, magia litewskiej kultury, tak silnie zakorzenionej w ludowości - to naprawdę porywa. Wybierzcie się tam, jeśli zastanawialiście się kiedykolwiek nad tym. Ja wybierałem się tam od ośmiu lat. Nie zastanawiajcie się, przyszłoroczna edycja to być może ostatnia o takiej formule, później festiwal
prawdopodobnie zmieni miejsce oraz rozmiar. Wybierzcie się, póki trwa ta baśń...
Podziękowania i pozdrowienia dla Szymona, Wookiego i Seleny, Kasi, Szymona i Iwony z Wrotycz Rec., Radka i Pauliny, Simone'a, Josefa, Andreasa, Larsa i Donatasa B.
Mark Nox
Więcej informacji:
www.mjr.lt
www.myspace.com/menuojuodaragis