Apostazja -amgazyn muzyczny


obuh2.jpg - 18541 Bytes
woj.jpg - 21488 Bytes


psychedelic-control-room.jpg - 40702 Bytes





1. Witaj Wojcku. Cieszę się bardzo, że możemy porozmawiać. Przyznam, że nie wiem od czego zacząć, gdyż bardzo wiele pytań ciśnie mi się na usta. Postaram się skupić na kwestiach najbardziej istotnych z mojego punktu widzenia. Na początek powiedz mi proszę jak z perspektywy prawie roku po wydaniu „Rogalowa” postrzegasz ten album? Jakie są opinie w „prasie” na jego temat? Pracowałeś nad tą płytą wiele lat, czy teraz mając taką możliwość, zmieniłbyś w niej coś w jeszcze?

Wojcek Czern: Mi z kolei ciśnie się wiele odpowiedzi i nie wiem, którą z nich wybrać. Piosenki z Rogalowa żyją swoim życiem w umysłach tych, którzy ich słuchają, niezależnie ode mnie. Zmieniłbym w nich teraz wszystko i jednocześnie nie zmieniłbym nic. W międzyczasie Piotr Nykiel, który jest odpowiedzialny za wierne przeniesienie brzmienia, i co ważne również ducha analogu w świat cyfrowy udoskonalił metody tego transferu uzyskując optymalną płynność i głębię. Ostatnia wersja brzmi prawdziwie kosmicznie i kiedy wznowię „Rogalów” (pierwotny nakład zbliża się do końca) usłyszymy jeszcze więcej naturalności, muzykalnej prostoty i wewnętrznej przestrzeni. Przymierzam się do nagrania pozostałych, zasiódmogórzych piosenek, których mam jeszcze całkiem sporo. Co do opinii w „prasie”, to odsyłam zainteresowanych do czytania. Wzmianek i recenzji ukazało się całkiem sporo. Chociaż mało kto zrozumiał ducha tej płyty, to nie mogę narzekać.


2. Czy w przypadku „Rogalowa” udało CI się zrealizować zamierzenie ucieczki od rzeczywistości i mentalnego powrotu do dziecięcych, beztroskich lat? Czy wspominając sesję nagraniową tego krążka przychodzi ci na myśl sformułowanie „ciężka praca” czy raczej „bezpieczny azyl”?

Wojcek Czern: Nie uciekam od rzeczywistości, to raczej ona ucieka ode mnie przerażona gargantuicznym zachwytem generowanym przez jakąś cześć mojego mózgowia. Rzeczywistość czasem tego zwyczajnie nie wytrzymuje i odpuszcza. Piosenki z „Rogalowa” powstały, żeby uzewnętrznić pewien rodzaj spojrzenia, nazwijmy go „dziecięcym” na siebie i świat. Kiedy się uzewnętrzniały, zauważyłem, że to dodaje mi jeszcze więcej otuchy. Stąd dla niektórych zupełnie niezrozumiały podtytuł „piosenki ku pokrzepieniu serc”. Jego dwuznaczność jest jak najbardziej zamierzona, a jeśli ktoś dostrzega w tym tylko swój stereotyp, tym gorzej dla niego. W każdym razie w ciągu ostatniego roku dostałem olbrzymi zastrzyk zwrotnej energii od ludzi, którzy złapali krzepiący fluid drzemiący pomiędzy tymi dźwiękami. Nagrania na „Rogalów” powstawały w tzw. międzyczasie i bardzo szybko, natomiast bardzo długo trwało dojrzewanie do tego nagrywania i czekanie na odpowiedni moment. Tak więc ani „ciężka praca”, ani 'bezpieczny azyl”. Raczej „huzia na Józia” i „ratuj się kto może”.


3. Dlaczego na okładce powyższej płyty umieściłeś swoje zdjęcie? Rozumiem, że to zabieg celowy i przemyślany?

Wojcek Czern: Chciałem nawiązać do hippisowskich, czy folkowych okładek płyt autorskich z przełomu lat 60-tych i 70-tych. Wystarczy spojrzeć na okładki płyt Boba Dylana, Leonarda Cohena, Tima Buckley'a czy pierwszy album Marka Grechuty. Stąd się wzięło zdjęcie zbliżenia twarzy. Z jej niedoskonałością, zmarszczkami, porami, krótko mówiąc, całym dobrodziejstwem inwentarza. Druga sprawa to złapanie wrażenia intymnej i bezpośredniej komunikacji ze słuchaczem, odrzucenie „designerskiej” poetyki na rzecz „zwykłości” i 'prostoty”. Podkreślenie faktu, że „mesydż” do Ciebie generowany jest przez prawdziwą i konkretną osobę, a nie jakąś nawet najbardziej kuszącą ideę, czy kogoś wymyślonego/wystylizowanego. Nie bój się siebie, jeśli nie wyglądasz jak Johnny Masakra, to tym lepiej. Jest właśnie tak, jak trzeba: wyglądasz ZNAKOMICIE. To też jest część przesłania tej płyty. Szczerze mówiąc mało kto zrozumiał moje intencje, skupiając się raczej na warstwie „poetycko-rozrywkowej” muzyki, myśląc sobie „po co ta gęba?”, albo że „okładka to mogłaby być bardziej baśniowa”. Jest pewnie i tak, że mogłem to wszystko bardziej dopracować. Tak więc prawdopodobnie wznowienie będzie miało trochę zmienioną okładkę.


zsg22.jpg - 35300 Bytes



4. Jak widzisz ZA SIÓDMĄ GÓRĄ w obecnej „niezależnej scenie” naszego kraju. Moim skromnym zdaniem, Twój band jest poza tym całym określeniem nazywanym „sceną”. Wyrosłeś z szeroko pojętego nurtu „post industrialnego”. Ludzie z tych sfer słuchają Twych płyt, dziennikarze z takich pism interesują się Twoją muzyką, ale równie dobrze można by Twą twórczość umieścić zupełnie w innym miejscu. Co o tym sądzisz?

Wojcek Czern: Sądzę, ze masz rację. Każdy musi z czegoś wyrosnąć, dla jednego będą to tylko krótkie portki, dla drugiego szeroko pojęty nurt „post-industrialny”. To jest część procesu nazywanego życiem. ZA SIÓDMĄ GÓRĄ pozostaje od dawna raczej osobistym fenomenem, co nieco oderwanym od wszelakich scen i aktualnych trendów. To jest również naturalny element rozwoju. Znaczy się, każdy robi co może, a najlepiej coś własnego, nawet jeśli to trochę kosmate i ciasne, to jednak własne.


5. W jakiej formie ukazało się pierwotnie „Światło na stole ze łzą w oku” i czy w ogóle się ukazało? Były plany wydania tego materiału na podwójnym winylu. Z tego co wiem nie doszło do tego, prawda? Przyznam, że ja mam ten materiał jedynie w formacie mp3 i moim skromnym zdaniem jest to szczytowe osiągnięcie ZA SIÓDMĄ GÓRĄ, w którym pławię się i pogrążam bardzo często. Lubisz słuchać czasami tych kompozycji?

Wojcek Czern: „Światło na stole z łzą w oku” nigdy się nie ukazało. Miało wyjść w formie podwójnego albumu winylowego w boksie i płyty CD. Zdołałem zrobić tylko specjalny box z wprasowaną płytą ceramiczną, a potem już zabrakło gotówki. I tak już zostało. Korzystając z okazji, zwracam się do szanownych czytelników zacnego periodyku: jeśli ktoś mógłby pomóc finansowo (na zasadzie zwrotu) w wydaniu tego boksu, to bardzo proszę o kontakt. A swoją drogą zastanawia mnie skąd możesz mieć ten materiał w formacie mp3. Nie pamiętam, żebym go komukolwiek go udostępniał. Być może są to zupełnie inne archiwalia. Sam jestem ciekawy.


6. Zgodzisz się ze stwierdzeniem wielu ludzi, że singiel ZA SIÓDMĄ GÓRĄ „End of the Century”, który został wydany w 1993 r. był jedynym stricte klasycznym neo folkowym wydawnictwem, który ukazał się w Polsce po dziś dzień?

Wojcek Czern: Nie wiem. Nie śledzę wszystkiego co się ukazuje. Na pewno naonczas nie było u nas w ogóle świadomości tego typu muzyki. Sam termin „neofolk” pojawił się zresztą znacznie później.


7. Kilka słów o Twoich tekstach. Kiedy masz najlepszy nastrój na pisanie? Kiedy przychodzi nastrój, inspiracja? Potrzebujesz czegoś specjalnego, metafizycznego by snuć swoje bajki i współczesne ludowe gawędy i gadki? Piszesz w domu? Na łące, w lesie? Czy to raczej żmudny proces, czy łatwość z jaką matka opowiada dziecku różne historyjki na dobranoc?

Wojcek Czern: Są takie momenty, kiedy pewne spostrzeżenia nabierają odpowiedniego kształtu, swoistej temperatury emocjonalnej i wtedy powstaje tekst. Z reguły dzieje się to szybko, i trochę w sposób niezależny ode mnie. To znaczy prawie nigdy nie zdarza mi się usiąść z zamiarem „a teraz napiszę tekst”. Jestem raczej typem, który robi wszystko oprócz tego, do czego jest naprawdę stworzony.


muzyka.jpg - 58713 Bytes


8. Jak Ci się wydaje, czy ludzie, którzy słuchali 13 lat temu „Muzykę jakiej świat nie widzi” pamiętają ZA SIÓDMĄ GÓRĄ i słuchają również „Rogalowa”? Czy zespół starzeje się wraz ze swoimi fanami, czy wciąż jest młody tak jak oni, kolejne nowe pokolenie…

Wojcek Czern: Sądziłem, że mało kto pamięta ZA SIÓDMĄ GÓRĄ po tylu latach nieobecności. Okazało się, że się myliłem, sporo ludzi z dawnych czasów odezwało się do mnie po wydaniu „Rogalowa”. Ale nowych jest chyba więcej. Poprzednie wydawnictwa zasiódmogórze nigdy nie przekraczały nakładu 500 egz. Natomiast tym razem dwukrotnie większy nakład już się kończy, mimo że większość ludzi ma w zwyczaju ściąganie muzyki z sieci. Tak więc nie mogę narzekać.


9. Nie od dziś wiadomo, że jesteś maniakiem (tak, to właściwe słowo) najczystszego, najbardziej perfekcyjnego, audiofilskiego dźwięku i dążysz do tego aby każde z nagrań, które wydajesz czy realizujesz brzmiało idealnie. Wydaje mi się, że dla wielu słuchaczy tak subtelne różnice dźwięku jakie ty wyczuwasz nie mają aż tak wielkiego znaczenia. Zapytam w takim razie czy dążysz do sonicznego ideału brzmienia dla siebie, czy dla ludzi i jaki jest cel twej pracy w tym zakresie?

Wojcek Czern: W takim razie widzimy te sprawy w zupełnie innym świetle. Mianowicie staram się, żeby muzyka wydawana przeze mnie brzmiała jak najprawdziwiej. Przez prawdziwość rozumiem otwartość, „obecność” dźwięku, wyrazistość i bezpośredniość, tudzież słyszalne w nagraniach (niezależnie od jakości) żar i determinację. Każdy słyszy te sprawy, nawet jeśli nie potrafi tego nazwać i zapewniam Cię, że nie jest mu to obojętne. Wydaje mi się, że dla nagrań to być, albo nie być. Jeśli nagranie ma wszystkie powyższe cechy, to jest słuchane z z prawdziwą frajdą i odkrywane przez lata. Będzie żyło „zawsze”. Jeśli ich nie ma, to kiedy przeminie moda, na fali której powstało, to zostanie tym czym zawsze było. Kupką gówna, z której ktoś kiedyś próbował coś ukręcić. Nie zostanie nic, albo bardzo mało. Spróbuj posłuchać jak dzisiaj brzmią na ten przykład rodzime produkcje rockowe sprzed 15-20 lat. Łatwiej przebrnąć przez kanały ściekowe lewobrzeżnej Warszawy.


10. Jak się żyje Tobie w Rogalowie, małej wsi pod Lublinem? Czy Twoja ostatnia płyt jest właśnie wyrazem i odzwierciedleniem tego co się dzieje w Twej głowie gdy myślisz o miejscowości, w której żyjesz, pracujesz?

Wojcek Czern: Nie potrafię odpowiedzieć na te pytania.


11. Czego słucha na co dzień Wojcek Czern? Czy poza muzyką również szmeru liści, śpiewu ptaków, szumu wody a może i ciszy?

Wojcek Czern: Ciągle słucham starego folku hippisowskiego, Kraut-rocka, Marissy Nadler, ostatnich płyt z wytwórni Time-Lag Records, czy pierwszego albumu MAŁYCH INSTRUMENTÓW nagranego właśnie w nowej siedzibie Rogalowa Analogowego. A w tej chwili odpalam nowy materiał psychodelicznej ORANŻADY i mogę już teraz powiedzieć, że jest świetny. Być może będzie wydany właśnie pod obuszym znakiem.


12. Nie mogę nie zapytać o Twoją wytwórnię, legendarny i kultowy (tak, tak) OBUH. W OBUHU działo się tak wiele na przestrzeni tych wszystkich lat, że aby wypytać Cię o wszystko co chcę musielibyśmy ten wywiad podzielić na przynajmniej dwie, jeśli nie trzy części. Powiedz Wojcku zatem jak kręci się label? Jesteś zadowolony z całokształtu, ze sprzedaży wydawnictw?

Wojcek Czern: OBUH był przed wydaniem „Rogalowa” w stanie śmierci klinicznej. W zasadzie „Rogalów” miał być już ostatnią płytą firmowaną znakiem pięści ze skrzydłami motyla. Nigdy w tej „branży” nie było lekko, ale w dzisiejszych czasach próby utrzymania się z wydawania „odgłosów bocznic” mogą być raczej tylko pobożnym życzeniem. Dzięki piosenkom z Rogalowa” wróciliśmy jednak na orbitę okołoziemską i tej jesieni spróbujemy jeszcze trochę powalczyć. Na pewno ukażą się dwa tytuły na CD, które wyszły wcześniej tylko w formie od dawna wyczerpanych i poszukiwanych winyli. Mam tu na myśli niesforną muzykę Pendereckiego do filmu „Rękopis znaleziony w Saragossie”, tudzież archiwalne, jazzowo-beatowe i psychodelizujące utwory Jerzego Miliana z LP „Dziewczyna z Aszchabadu”.


13. Bardzo frapuje mnie kilka enigmatycznych tworów obuhowych. KING ELF z marzycielskim kawałkiem „Senność czerwcowej nocy”. Nigdy więcej nie usłyszałem o tym artyście. Psychodelicy z MORE EXPERIENCE. Dłubią coś jeszcze w muzyce?

Wojcek Czern: KING ELF to kontrowersyjna postać lubelskiego undergroundu. Jego powikłane losy obfitujące w mocne wątki sensacyjne mogłyby służyć jako kanwa niezłego scenariusza filmu o przełomie lat 80-tych i 90-tych. W każdym razie KING ELF nie jest od dłuższego czasu aktywny na polu muzycznym. Natomiast MORE EXPERIENCE pod postacią kolegi Jimexa nagrało połowę drugiej płyty i planuje powrót do grania.


14. Opowiedz proszę jak to było naprawdę z przekonaniem Krzysztofa Pendereckiego na wydanie muzyki do „Rękopisu znalezionego w Saragossie” na obuszym winylu. Krążą plotki, że złapałeś go po koncercie jak szedł do toalety, prawda to? Długo musiałeś go namawiać na to wydawnictwo?

Wojcek Czern: Krzysztof Penderecki, jak wszyscy wiemy, jest uznanym i niezwykle zajętym kompozytorem. Zależało mi na osobistym spotkaniu, co w tym wypadku nie jest rzeczą prostą. Byłem akurat w Krakowie, kiedy w tamtejszym Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego odbywało się sympozjum poświęcone twórczości Pendereckiego. Dowiedziałem się od dobrych ludzi z Akademii Muzycznej, że sam mistrz będzie również obecny na tzw. otwarciu. Na miejscu okazało się, że kompozytora otacza grono szacownych profesorów-kolegów i już straciłem nadzieję na możliwość przedstawienia projektu wydania „Rękopisu”. Los jednak okazał się łaskawszy, w pewnej chwili mistrz udał się do miejsca, do którego nawet królowie udają się sami i kiedy wracał z tego miejsca, pomyślałem, że lepszej okazji nie będzie. I nie było. Krótko mówiąc okazało się, że nie tak trudno znaleźć wspólny język, i że ciągle drzemie w nim duch młodzieńczej przygody.


15. Pozostańmy jeszcze przez chwilę przy Twej wytwórni. Tak w telegraficznym skrócie. Wiesz może co się dzieje obecnie z członkami takich grup jak KSIĘŻYC, SPEAR, MIASTO NIE SPAŁO? Czy jest choć cień szansy na reaktywowanie tych projektów? Jak wiemy, formacje te nagrały swego czasu fenomenalną muzykę. Planujesz może jakieś Re-edycje?

Wojcek Czern: Te projekty były rzeczywiście niezwykle ciekawe, trudno tak wyrokować, ale nie sądzę, żeby się kiedykolwiek reaktywowały. Maciek ze SPEAR'a prowadzi od jakiegoś czasu radykalny, noisowy projekt BEN ZEEN. Aktywni muzycznie członkowie KSIĘŻYCA mają teraz magiczny zespół WĘDROWIEC i od wielu lat zajmują się muzyką tradycyjną. Zdaje się, że Paweł Grabowski z MIASTO NIE SPAŁO prowadzi jakieś solowe sprawy, ale nie mam z nim kontaktu. Oczywiście mamy w planach wznowienie fundamentalnych pozycji obuszych z lat 90-tych, czyli KSIĘŻYCA, pierwszego albumu ZA SIÓDMĄ GÓRĄ „Muzyka jakiej świat nie widzi” oraz „Historii Alfonsa Czahora” RONGWRONG. Przydałoby się również pomyśleć o ATMANIE, SPEAR, INSTANT ART, SCHISTOSOMIE i CHOREI. Pomysłów jest mnóstwo, natomiast gotówki znacznie mniej. Powracam do apelu, jeśli ktoś czuje potrzebę wznowienia jakichkolwiek obuhalii i ma jakies wolne środki, proszę o kontakt.


16. Jakie masz plany na przyszłość. Kiedy światło dzienne ujrzy reedycja (lub pierwsza edycja, jakkolwiek nazwiemy to wydawnictwo) „Światła na stole ze łzą w oku”, o której wspominałeś na łamach jednego z magazynów. Inne plany wydawnicze związane z ZA SIÓDMĄ GÓRĄ? Masz już może przynajmniej jakiś zarys następcy „Rogalowa”. Mógłbyś choćby w przybliżeniu określić, kiedy owe dziecko objawi się światu?

Wojcek Czern: Pozwolisz, że odpowiem w ten sposób: „NIE WIEM, NIE ZNAM SIĘ, NIE ORIENTUJĘ SIĘ. ZAROBIONY JESTEM.”


17. Pomału będziemy kończyć Wojcku. Naprawdę dziękuję za twój czas. Chcesz coś szczególnego przekazać czytelnikom tego wywiadu?

Wojcek Czern: CZASU JEST MAŁO, WIĘC RATUJ SIĘ KTO MOŻE!



rozmawiał: Tomasz Borowski



więcej informacji:

www.obuh.com