AETHERE "In Coma"
CD '2009
Rage in Eden [rage61]
Znaczy się z jednej strony nowa płyta AETHERE podoba mi się bardziej niż poprzednia, zatytułowana "The Long Dark Tea-Time Of The Soul", z drugiej jednak do szału doprowadza mnie swoisty leitmotiv "In Coma", czyli pulsujący dźwięk EKG przeplatany regularnym oddechem człowieka będącego jedną nogą po tamtej stronie. Tak, to EKG słyszalne jest bez przerwy przez cały czas trwania płyty. Czasem przykryte innymi warstwami dźwięku, czasem zdecydowanie na pierwszym planie... Zgoda, w koncept płyty wpisuje się to przyzwoicie, ale mnie zwyczajnie działa na nerwy. Może dlatego, że nigdy nie lubiłem atmosfery szpitali?
"In Coma" dedykowana jest Marco Corbelli'emu. Według założeń autora płyta ma chyba być muzyczną ilustracją ostatnich chwil pogrążonego w śpiączce człowieka. Film życia projektujący się gdzieś w podświadomości, dramat bliskich, białe światełko, te sprawy. Sama muzyka, choć mało subtelna w wyrazie (nie mówię, że to wada), dość wiernie oddaje klimat długich szpitalnych korytarzy przesiąkniętych zapachem środków dezynfekujących, przez które przebija słodkawa woń umierania. A pisząc "mało subtelna" miałem na myśli fakt, że bliżej "In Coma" do łupiącej industrii spod znaku In Slaughter Natives niż do nienachalnych ambientów a la dajmy na to Beyond Sensory Experience. Choć oczywiście ambientowe buczenia również od czasu do czasu dochodzą do głosu. Ogólnie dość dobrze mi się tego słucha, ale tylko pod warunkiem, że akurat przestaję myśleć o tym nieszczęsnym EKG. Całość oceniam jednak pozytywnie. Na pewno krok do przodu w porównaniu z "The Long Dark Tea-Time Of The Soul".
Stark
www.myspace.com/aethere
www.waroffice.org
(Apostazja '4)
