Apostazja -amgazyn muzyczny

bdn.jpg - 8958 Bytes



BRIGHTER DEATH NOW
"Kamikaze Kabaret"
CD '2005
Cold Meat Industry [CMI151]

Czekam na każdą nową płytę spod znaku BDN z niecierpliwością. Nie powiem, lubię sobie od czasu do czasu „dać po uszach” potężną dawką hałasu. A co? Taka kuracja „mózgowstrząsowa” czasem wielce pomaga. Pozwala mi bowiem bez rozlewu krwi odreagować debilizm i kretyństwo spotykane na co dzień w naszym ślicznym kraju...

Po niedawnym podwójnym dysku „Disobey”, nie spodziewałem się w najbliższym okresie nowego wydawnictwa Kapitana Karmanika. A tu proszę, nowiutka płyta sypiąca się świeżutką rdzą. Jako że Brighter Death Now zajmuje w moim osobistym rankingu dość wysokie miejsce, dlatego też radość ma wielka była. Wielka i jak się niebawem okazało niezbyt długa niestety. Nie ma co owijać w drut kolczasty. Stwierdzam z przykrością, że płyta nie jest najwyższych lotów. Jest wręcz nudnawa i bardzo schematyczna. Pan Roger bardzo wysoko postawił sobie poprzeczkę takimi perełkami (ba, brylantami) jak „Pain in Progress”, „May All Be Dead” czy „Innerwar” i teraz jest mu niezmiernie ciężko zbliżyć się do poziomu wspomnianych wyżej krążków. Płyta zaczyna się zupełnie obiecująco i przyzwoicie utworem „Oh Baby”, który skupił moją uwagę do trzeszczącego maksimum. Cóż z tego, kiedy bardzo szybko sprzykrzył mi się powtarzany bez końca refren. Sytuacji nie ratują także kolejne nagrania: „Crimescene Nostalgia”, gdzie zniekształcone krańcowo głosy dodatkowo sponiewierane pogłosem bezskutecznie starają się przekrzyczeć pracującą pełną parą machinerię, ani „Testing” z pojawiającą się nagle melodią i radiowymi „skreczami”, ani nawet bardzo miarowy i bezdusznie maszynowy „Washing Day”. Jeśli miałbym coś wyróżnić (w tym dość jednolitym brzmieniowo materiale) to zapewne szeptano – buczony „Big Happy Family”, który także niczego nowego nie wnosi a jedynie koi, uspokaja i wycisza (jeśli takich określeń można użyć w tego typu muzyce). Bardzo fajny relaksacyjny kawałek...

Całość sprawia na mnie wrażenie zastosowania w niezłej maszynerii już dość zużytego i starego oleju, na którym być może jeszcze kawałek się „pojedzie”. Ale jak daleko? Jest przede wszystkim, jak już wspomniałem, bardzo schematycznie i strasznie szablonowo. Żadnego zaskoczenia, żadnego niespodziewanego ciosu w plecy czy kopniaka w podbrzusze. Niby wszystko jest jak należy: zgrzyty, świsty, sprzężenia, szumy lecz czegoś tu brakuje. Świeżości? Ekspresji? Ekstrawagancji? A może BDN zatoczyło już koło w czasoprzestrzeni i znalazło się w punkcie wyjścia?

Nie jest to zła płyta. Lecz nie jest to także dobra płyta. Jednak każdy zatwardziały fan i entuzjasta tego projektu (w tym i ja) zapewne zechce dołączyć ją do swej kolekcji.

Ryszard Lal


www.myspace.com/brighterdeathnow
www.coldmeat.se