BAIN WOLFKIND "The Swamp Angel"
CD '2008
HauRuck! [HR!92]
Taaak, przyszedł do mnie ten krążek. Nawet Żona mówiła: „Nie kupuj tego!” „To ci wybitnie szkodzi!” Jakże ja bym był jednak spolegliwy?! Więc kupiłem, otworzyłem butelkę i utonąłem. Zakochać się w twórczości Pana Wolfkinda – to nie problem. Problem to ogarnąć rzeczywistość po lekturze płyty. Cóż, zbytnio się nie różni od "Music for Lovers & Gangsters" ("Wasteland" nie recenzowałem – nie przypadła mi aż tak do gustu, a rzucanie kalumniami zostawiam maluczkim), jednak tu widzę, a raczej słyszę większe muzyczne zaangażowanie. „Bagienny Anioł” jest piękny. Tak jest, piękno tej płyty nie chce się dać opisać słowami. I co ja mam zrobić? Gdzie tu dzwonić? Gitara płynie, dzwonki dzwonią... głos jest jak trzeba... ech... tańcz i pij (jak mawiał mój Kolega po piórze). Tak cudownie się to snuje, o, znowu brzmi „Blizna zwana nienawiścią”; czyż to nie brzmi życiowo? A poza tym, kto nie chciałby przenocować w CITY CENTER MOTEL? Ja tam bym chciał. Następna płyta, którą kocham. Nie jest ich znowu tak wiele. Prawda, Czytelnicy?
No ale może popłyniemy trochę bardziej merytorycznie. Nie jest to z pewnością żadna innowacja firmy (wpisz, co chcesz)... Sekcja rytmiczna i basowa (to też fragment rytmicznej ale jednak...) godna najlepszych bluesowych i jazzowych muzyków. Przepity i przyjarany cygarami wokal do tego... Rytm się snuje; on nie płynie, właśnie się snuje. Jako stosunkowo doświadczony wokalista i stosunkowy znawca tego typu muzyki, powiem tak: Bardzo niegrzeczny Nick Cave pije whisky z jeszcze bardziej udźganym Tomem Waitsem. Do tego jeszcze sobie „po kresce” zapodają. Tarantino powinien Pana Wolfkinda wynająć, żeby mu muzykę do filmów pisał. Czy to jest, k…a, jasne? A jak Wolfkind się nie zgodzi, to pora wynająć kilku czarnych karków, którzy mu z dupy zrobią wiadomo co.
Płyta jest, jak moje rozmyślania. Dużo, bardzo dużo płynie; czasem potrafi zrobić tak, że krew się gotuje, z reguły jednak płynie i pulsuje. Żelazna pozycja na półce każdego „stuprocentowego faceta” i każdego miłośnika porządnej, męskiej muzyki.
Na koniec jeszcze kilka tytułów – tak na zachętę: „Oko cyklonu”, „Pałac bólu”, „Błękitne oczy i kodeina”, „Blizna zwana nienawiścią”, „Narkotyki w twych żyłach”, czy też, na dobranoc - „Pocałunek zabójcy”. Taaak, posłuchać, wypić, położyć się i niech się dzieje, co chce.
Tanssimaan
www.myspace.com/bainwolfkind
www.bainwolfkind.com
www.hauruck.org
(Apostazja '4)
