

"I Have A Special Plan For This World" jest krótkim pejzażem dźwiękowym CURRENT 93 do opowiadania wybitnego, współczesnego autora metafizycznych horrorów, Thomasa Ligottiego. Polecamy tłumaczenie tekstu Thomasa Ligottiego, który wykorzystał David Tibet na płycie "I Have A Special Plan For This World".
Gdy wszyscy których kiedykolwiek kochałeś wreszcie przeminą
Gdy wszystko czego kiedykolwiek pragnąłeś zostanie wreszcie dokonane
Gdy wszystkie twe koszmary zastaną tymczasowo przyciemnione
Jak przez lśniący, bezmózgi znak
czy oślepiające zaćmienie licznych upiornych kształtów tego świata
będąc spokojnym i radosnym
i nareszcie całkowicie sam
wtedy w wielkiej nowej ciemności
Wreszcie wypełnisz swój specjalny plan
Trzeba mieć plan, rzekł ktoś kto osunął się w cienie
I kto, jak wierzyłem, skonał lub śnił
wyobraź sobie, rzekł, całe mięso które jest pożerane
Zęby weń się wdzierające
Język delektujący się jego smakiem
oraz głod tego smaku
A teraz odsuń to mięso, powiedział
Zabierz zęby i język
Smak i głód
Odrzuć wszystko jakie jest
to był mój plan
mój własny, specjalny plan dla tego świata
Słuchałem tych słów, nie zastanawiało mnie jednak wcale
czy ta istota o której myślałem że nie żyje czy śpi, kiedykolwiek
wypełni są wizję
choćby w swych najgłębszych snach
albo najtrwalszej śmierci
ponieważ słyszałem wcześniej o takich planach, takich wizjach
i wiedziałem że nie sięgają one dostatecznie daleko
bo to, bez czego żaden plan nie ma racji bytu
musi przekraczać język i zęby i głód i mięso
musi przekroczyć kości i sam proch z kości i sam wiatr nadciągający by
rozwiać ten proch
I tak począłem unaoczniać mrok, który istniał na długo przed ciemnością nocy
i dziwacznie błyszczące światło
Nie będące nic winne światłu dnia
tamten dzień mógł wydawać się jak wiele innych dni
po raz kolejny czuliśmy drobne pełzające drżenie
po raz kolejny byliśmy splątani ogromnym zgrzytającym lękiem
Lecz ten dzień nie będzie miał po sobie kolejnych
żadne kolejne światy jak ten po nim nie nastąpią
ponieważ mam plan
Bardzo specjalny plan
Żadnych więcej światów jak ten
Żadnych więcej dni jak ten
"można umrzeć na zaledwie cztery sposoby", diabelski duch rzekł mi kiedyś
"jest umieranie które następuje względnie nagle
jest umieranie które następuje względnie stopniowo
jest umieranie które następuje względnie bezboleśnie
jest śmierć która jest pełna cierpienia
i tak są one złączone:
nagła i stopniowa
bezbolesna i bolesna
by dać nie więcej jak cztery sposoby na które można umrzeć
i nie ma żadnych innych"
Nawet kiedy głos przestał mówić
nasłuchiwałem, czekając aż znów się odezwie
i po minionych godzinach i dniach i latach
ciągle nasłuchiwałem dalszych słów
lecz jedyne co trwało, to echo dudniące na granicy słyszenia,
przypominające mi
nie ma żadnych innych
nie ma żadnych innych
Czy to wtedy właśnie zacząłem budować dla tego świata
Specjalny plan?
Nie ma sposobu by uciec z tego świata
wnika on nawet w twój sen
I stanowi jego substancję
Jesteś schwytany w swe własne śnienie
Gdzie nie ma przestrzeni
Jedynie wieczne piekło, w którym nie istnieje czas
Nie możesz uczynić nic, czego nie kazano ci zrobić
I nie ma nadziei na ucieczkę z tego snu
Który nigdy nie był twój
nawet słowa które wypowiadasz są jego własnymi
A mówisz jak zdrajca
Poddany jego nieustannym torturom
Jest wielu, którzy mają zamysł dla tego świata
I śnią o dzikich i rozległych reformacjach
słyszałem jak mówią przez sen
o eleganckich mutacjach
i przebiegłych anihilacjach
słyszałem jak szepczą po rogach koślawych domów
i w alejkach, i ciasnych tylnych uliczkach tego koślawego, zgrzytającego
wszechświata
które to Oni poprzez ich Nowe Zamysły uczynili by prostymi i zgrabnymi
lecz każdy z tych nowych i pośpiesznych zamysłów
jest pomylony w swym sercu
jako że postrzegają oni świat jakoby był jedyny i niepowtarzalny
kiedy ten jest jednym z wielu, niepoliczalnych innych
którego wszystkie koszmary dawno zostały już poprzedzone
jak w ohydnym ogrodzie wyhodowanym z jednego ziarna
Słyszałem tych śniących mówiących przez sen
I stoję gotów, czekając na nich
Jak zaciemniony szczyt spiralnych schodów
Nic o mnie nie wiedzą
Ani o tajemnicach mego specjalnego planu
Podczas kiedy ja znam każdy ich koślawy, zgrzytający krok
Był to głos kogoś czekającego na mnie w cieniach
Kto spoglądał na księżyc czekając aż skręcę na rogu
i wejdę w ciasną uliczkę
i stanę z nim w tępej poświacie księżyca
Rzekł wtedy do mnie
Szepnął
Że mój plan był oparty na błędnym założeniu
Że mój specjalny plan dla tego świata był przeraźliwą pomyłką
ponieważ, rzekł, nie ma nic do zrobienia, ani nigdzie, dokąd można pójść
Nie istnieje nic, czym można być, ani nikt, kogo można poznać
twój plan jest pomyłką, powtórzył
ten świat jest pomyłką, odparłem
Dzieci zawsze za nim szły
Ilekroć dojrzały jak przechodzi obok
śmieszny chód
śmieszny człowiek
śmieszny śmieszny śmieszny człowiek
czasem sprawiał że się śmiały
rozśmieszał je czasem o tak
o tak o tak o tak
o, jak pękały przez niego ze śmiechu
pewnego dnia zabrał je w pewne miejsce
znał pewne specjalne miejsce
i opowiedział rzeczy o tym świecie
tym śmiesznym śmiesznym śmiesznym świecie
które sprawiły że czasem się śmiały
rozśmieszał je o tak
o tak o tak o tak o tak
o, jak pękały przez niego ze śmiechu
wtedy ten śmieszny człowiek, który ich tak rozbawił
rozśmieszał je czasem, o tak
odkrył przed nimi swój specjalny plan
jego bardzo specjalny śmieszny plan
wiedząc że one zrozumieją
i może zaśmieją się czasem
rozśmieszył je
roześmiały się, o tak
o tak o tak o tak o tak
Źrenice urosły pod ich powiekami
o, jakże pękały ze śmiechu
Pierwszych faktów nauczyłem się od szaleńca
w ciemnym i cichym pomieszczeniu które czuć było zatęchłym czasem i
przestrzenią
Nie ma żadnych ludzi
Ani czegokolwiek im podobnego
Ludzki fenomen jest niczym ponad sumą ciasno zwiniętych warstw iluzji
Z których każda unosi się na skrzydłach ostatecznego obłędu
Wierzącego że istnieją jacykolwiek inni
Kiedy wszystko co może być to bezmyślne lustra
Śmiejące się i wrzeszczące paradując w tę i z powrotem
w nieskończonym śnie
Lecz gdy spytałem szaleńca czym jest ów sen
Sen ten zaklął się we wnętrzu luster
Które to maszerowały bez końca w zatęchłym czasie i przestrzeni
On zaś tylko spojrzał i uśmiechnął się
Potem zaśmiał się i wrzasnął
A w jego czarnych, pustych oczach
Ujrzałem przez sekundę, jak w lustrze
Kształt cienia boskości
W locie ze swej zatęchłej nieskończoności
Czasu i przestrzeni, a co najgorsze
Ze snów tego świata
Mego planu dla śmiechu
I wrzasków
Udaliśmy się by zobaczyć małe przedstawienie
Wystawiane w starej szopie
za rogiem miasta
Z początku wszystko zdawało się przebiegać dobrze
Miniaturowa kurtyna migotała w ciemnościach
Kiedy te marionetki podrygiwały wraz ze swymi sznurkami na naszych oczach
i z początku wszystko zdawało się być w porządku
Lecz nadszedł wtedy subtelny punkt zwrotny, który niektórzy dojrzeli
I mogłem być tym
Który po cichu opuścił przedstawienie
Nie zrobiłem tego jednak
Ponieważ widziałem dokąd rzeczy zmierzają
Kiedy to wygłupy tych lalek stały się dziwne
A ich delikatne sznurki napięły się
Przez drobne pociągnięcia ich drobnych kończyn
Pozostałych wokół mnie ogarnęło przerażenie
Odwrócili się i porzucili przedstawienie
Wystawiane w starej szopie
Za rogiem miasta
Lecz ja chciałem być świadkiem tego, co nie mogło nigdy być
Chciałem ujrzeć to, co nie mogło być ujrzane
Ten absolutny moment ostatecznej katastrofy
Marionetki zwróciły się by spojrzeć swemu panu w oczy
Był zmierzch, stałem w grobowej mgle przepastnego, pustego budynku
Kiedy cisza nasycona została wibrującym głosem
Wszystkie rzeczy tego świata, rzekł on
Są niczym innym jak jedną esencją
dla której nie ma słów
Są one większą częścią, która miała początek i będzie miała swój koniec
I dla której słowa zostały stworzone jedynie po to, by mówić o
drobnych, złamanych bytach tego świata, rzekł
Początki i zakończenia tego świata, rzekł
dla których słowa zostały poczęte tylko, by o nich mówić
A teraz zabierz te słowa i wszystko co po nich pozostaje, prosi mnie
Kiedy to stałem w mroku przepastnego, pustego budynku
Lecz nie odpowiedziałem
Pytanie odbijało się echem dalej i dalej
Lecz ja trwałem w milczeniu, aż echo umarło
I kiedy zmierzch obrócił się w południe, poczułem jak mój
Specjalny plan, dla którego nie ma słów
Rusza w kierunki większej ciemności
Istnieje kilku, którzy nie posiadają głosu
ani nic co kiedykolwiek przemówi
z powodu rzeczy, które wiedzą o tym świecie
i rzeczy, które wyczuwają o tym świecie
z powodu myśli które wypełniają ich mózg
Który jest uszkodzonym móziem
z powodu bólu który wypełnia ich ciało
które jest uszkodzonym ciałem
istniejącym w innych światach
niepoliczalnych innych światach
Z których każdy stoi sam w nieskończonej pustej czerni
Dla której żadne słowa nie zostały ustalone
I w której żaden głos nie jest w stanie mówić,
kiedy mózg wypełniony jest tylko uszkodzonymi myślami
kiedy uszkodzone ciało jest wypełnione tylko bólem
I które trwa samo, w świecie otoczonym przez nieskończoną pustą czerń
W świecie dla którego nie ma żadnego specjalnego planu
Gdy wszyscy których kiedykolwiek kochałeś wreszcie przeminą
Gdy wszystko czego kiedykolwiek pragnąłeś zostanie wreszcie dokonane
Gdy wszystkie twe koszmary zastaną tymczasowo przyciemnione
Jak przez lśniący, bezmózgi znak
czy oślepiające zaćmienie licznych upiornych kształów tego świata
będąc spokojnym i radosnym
i nareszcie całkowicie sam
wtedy w wielkiej nowej ciemności
Wreszcie wypełnisz swój specjalny plan
tłumaczenie: Alek
