CURRENT 93 "Honeysuckle Aeons"
CD/LP '2011 [37:42]
Coptic Cat/Jnana Records
W "polskim internecie" znalazłem opinię, że to rzecz dla fanów. Bzdura. To nie jest płyta dla fanów Currenta. Chyba nie było fana, który nie poczułby się nią zawiedziony. Większość przesłuchała ją raz czy dwa razy i nigdy więcej do niej nie wróciła.
Sam porzuciłem ją po kilku odsłuchach. Wróciłem do niej niedawno. Honeysuckle Aeons, oprócz kilku momentów (Cuckoo), nie przynosi skojarzeń z ostatnią (zaledwie przeciętną, ale jednak lepszą) pełnoprawną płytą C93, o wybitnym ambientowo/awangardowym dodatku (Haunted Waves, Moving Graves) nie wspominając. Na dobrą sprawę trudno by mi było porównać ją do jakiejkolwiek w dorobku zespołu... od tygodnia czy dwóch, z płonną nadzieją, że coś tu jednak znajdę, zmuszam się do obcowania z nią. Zmuszam się nie dlatego, że to płyta trudna w odbiorze. Nie. To po prostu zbiór miałkich, niezbyt chwytliwych i raczej oddalonych od stylistyki neofolkowej piosenek (czy jak kto woli melorecytacji) opatrzonych dość oszczędnym, opartym głównie na instrumentach klawiszowych, akompaniamentem. Ale jakoś nie wydaje mi się, żeby to akurat oszczędne instrumentarium było tu głównym problemem bo - trzeba zaznaczyć - zazwyczaj Tibetowi starczyłoby ono na rozegranie pasyjnego, złowieszczego przedstawienia.
Według mnie najciekawsze i najoryginalniejsze momenty tego albumu to te, w których C93 eksploatuje estetykę zbliżoną do pieśni kościelnych. Od początku podoba mi się tu tylko tryptyk szukający dronu w brzmieniach - ogólnikowo mówiąc - sakralnych. Wypunktowałem go sobie już przy pierwszym odsłuchu - to Jasmine, Lily i Sunflower. Z tego bukietu chabazi dałoby się pewnikiem zrobić przyzwoitą EPkę, minialbum... pi razy drzwi z pół winyla by zajęły. Jednak, oprócz Sunflower, to zbyt wątłe rośliny, by stawiać na nich całą płytę. A co znajdziemy tu poza nimi? Wyróżnia się jeszcze niepokojące Cuckoo. Dla mnie nic więcej tutaj nie ma. Trudno mi odczytać intencje lidera i nie chcę rzucać bezpodstawnych oskarżeń w kierunku - bądź co bądź - artysty bardzo mi bliskiego, ale odbieganie od głównego konceptu sugeruje brzydkie upychanie odpadów i żerowanie na wiernych fanach (a ja myślałem, że to szatan mnie od preorderu winyla odwodzi...).
Trzeba za to pochwalić Davida za jego działalność plastyczną - czyżby zdał sobie w końcu sprawę ze swoich ograniczeń warsztatowych? A może po prostu odkrył niedawno, że białe na czarnym dobrze wygląda? W każdym razie prymitywizm cechujący drapanki które ostatnio tworzy mnie osobiście urzeka. W końcu zaczął bazgrać coś, co nie wygląda jak "wczesny Ślepowron"...
Nie sądzę, żebym musiał przed kimkolwiek kiedykolwiek bronić tezy, że to po prostu słaby materiał, ale gdyby ktoś mnie przycisnął, wątpię, czy umiałbym wydukać coś ponad to, co powyżej napisałem... los jednak chciał, by akurat zaplątała mi się w playerze płyta, z którą mogę Honeysuckle porównać. To wydana w 2008 roku muzyczna aranżacja modlitw wieczornych - Kompleta firmowana przez Stefana Wesołowskiego . To rzecz, która jest tym wszystkim, czym najprawdopodobniej ostatnie C93 miało być - tudzież ja bym chciał by było - to odważne, awangardowe, nie bojące się dronu sakralne słuchowisko... Polecam je ze wszech miar. W porównaniu do niego Honeysuckle to słaba płyta. Tą recenzją żegnam się z nią bez żalu... Amen.
Krzysztof Ryszard Wojciechowski
www.brainwashed.com/c93
www.copticcat.com
www.jnanarecords.com
