CONTEMPLATRON
"Antarabhăva / Six Realms"
CD '2005 [72:50]
Wrotycz Records [WRT 002]
Bodajże grubo ponad rok temu po raz pierwszy zetknąłem się z muzyką Contemplatorn. Był to CD-R „ Antarabhăva” wydany własnymi siłami. Byłem mocno zaskoczony i zdumiony, ponieważ tak dobrego dark ambientu trzeba obecnie szukać ze świeczką w ręku. Na dodatek projekt krajowy, co zawsze mnie cieszy, iż nie mamy żadnych powodów do wstydu na światowym polu tej twórczości, a wszelkiej maści kompleksy są jedynie naszym wymysłem. Wydanie tego materiału przez jakiś label według mnie było tylko kwestią czasu.
I słowo me płytą się stało. Oto bowiem nakładem Wrotycz Records ukazał się album zatytułowany „Antarabhăva / Six Realms ”. Kiedy trafił do mnie jeden z pięciuset egzemplarzy płyty, mój entuzjazm stopniał szybko niczym śnieg w sierpniu. W ręku trzymałem foliową kopertkę, w środku której znajdował się kawałek tekturki służący za okładkę (koloru bezkolorowego). Ponownie „czepiam” się oprawy graficznej ale myślałem, że czasy kserowanych substytutów mamy dawno za sobą. Skądinąd wiem, że pomysł na oprawę graficzną był ciekawy, ale mamy najlepszy przykład jak w życiu codziennym ma się teoria do praktyki. Cóż... Płyty zasadniczo się słucha (niestety, co niektórzy jak ja, ją jeszcze oglądają), więc może skończę ten temat i zabiorę się za dźwięki.
Całość można podzielić na dwie odrębne lecz spójne stylistycznie i brzmieniowo części. „Antarabhăva” to sanskryckie słowo oznaczające „międzybyt" bądź też „stan pośredni". W szczególności termin ten odnosi się do stanu pomiędzy śmiercią a momentem kolejnych narodzin. Jako inspiracja do powstania tej części płyty posłużyła „Tybetańska Księga Zmarłych", rytualny buddyjski tekst odczytywany zmarłemu i opisujący proces umierania oraz pośmiertne stany umysłu. „Six Realms” zaś to w Buddyjskiej tradycji sześć sfer uwarunkowanej cierpieniem egzystencji, każda z nich związana jest z jedną z sześciu destrukcyjnych emocji: ignorancją, gniewem, przywiązaniem, zazdrością, dumą i chciwością. Od razu słychać, że od pierwowzoru poprawiło się brzmienie (za sprawą jak przypuszczam profesjonalnego masteringu). Wszystko na tej płycie gra i buczy bez najmniejszego zarzutu. Jest to „to” czego najbardziej oczekują miłośnicy mrocznych doznań. Contemplatron zabiera nas w mistyczną podróż wraz z duszą błąkającą się po zakamarkach widzialnych i niewidzialnych światów. Zapierające dech w piersiach kompozycje przynoszą nieziemski klimat i specyficzną atmosferę. Subtelnie i zmysłowo budowane struktury opanowują umysł i zmuszają do zastanowienia i refleksji. Kim jesteśmy? Po co jesteśmy? Dokąd podążamy? Docierają do nas mantry mnichów, fragmenty niewyraźnej, niczym nieostry obraz rozmowy, tajemnicze odgłosy i dźwięki z poza tego wszechświata. Przeniesieni zostajemy w zupełnie inny wymiar, o istnieniu którego do tej pory nie zdawaliśmy sobie sprawy. Zdumiewa bardzo oryginalne i świeże brzmienie. Pierwszej klasy dark ambient z silnymi wpływami buddyzmu. Dla mnie niestety płyta stanowczo za długa. Z zawartych na krążku 74 minut mogłyby wyjść dwa świetne materiały. Mogły... Wyszedł tylko jeden, dobry. Szkoda...
Ryszard Lal
www.contemplatron.art.pl
www.wrotycz.com
