CONTRIVA "Separate Chambers"
CD '2006
Morr Music [MM072]
YEAH... trzeci pełny long Contrivy. Od razu zaznaczam - uwielbiam Contrive, ubóstwiam Mashę Qrellę, brak mi jakiegolwiek krytycyzmu i dystansu do wyżej wymienionych. Trzy lata minęły jak jeden dzień, i choć ciągle wybrzmiewa mi w uszach genialny "If you had stayed" to cierpliwie i z wiarą wyczekałem nowego albumu, który to się nam objawił właśnie za pośrednictwem nieocenionej oficyny Morr Music (co zdaje się oznacza, że po Mashy solo i cały zespół opuścił już na stałe chyba progi macierzystego labelu Monika Enterprise). Do sedna jednak wracając. Ujmuje mnie ta bezpretensjonalna prostota, które bije z każdej kompozycji Contrivy... Te melodie zagrałby bez trudu każdy szarpiący przechodzoną gitarę na artystycznym zapleczu emdeku młodociany adept grania, który nie wymiękł po pierwszych próbach śmigania palcami po gryfie. Co innego jednak odtworzyć, a co innego melodie te napisać. I tu właśnie leży sedno kunsztu niemieckiego kwartetu. W tych prostych akordach i niewymyślnych melodiach pogrywanych na niemal prymitywnych podziałach w większości automatycznej perkusji kipi pełna gama uczuć. Od melancholii po prostą radochę. Songwriting na poziomie geniuszu. Otwierający "Good to know" świetnie to obrazuje. Kojącą pętla akustycznej gitary na tykającym rytmie jako podkład do leniwej, subtelnej opowieści na gitarę prowadzącą, choć niezwykle oszczędnej, to niezwykle intuicyjnie wykorzystujące wszelkie sprzężenia i dźwięki poboczne do stworzenia odrealnionej atmosfery. Bardziej kostki gitarowe ścierają się na nastepujących kolejno "Unhelpful" oraz "Before", w którym to wśród sonicznych gitarowych kaskad pojawia się bardzo oszczędnie dozowany, lecz niekwestionowany as w rękawie, czyli magiczny wokal Mashy. I tak też magicznie jest właściwie na całej długości "Separate Chambers". Żadnych zbędnych dźwięków, czy solowych wycieczek. Czasem zabrzmi osobliwie zabrzmi jakiś dodatkowy instrument jak akordeon w "Concrete Sleepers" czy rozjechane smyki w "Centipede". Czasem balladowo ("Say Cheese", "Florida Lay-By"), a czasem z przytupem ("Unhelpful" czy "Number me"). Całość jednak spina jednolita wizja muzyki, nastawionej głównie na klimat, czyniąc Contrivę tworem specjalnym na muzycznym rynku. Zespołem do zakochania się. Mnie się to zdarzyło już przy debiucie "Tell Me When", paru innych znajomków zabujało się w międzyczasie (choć niektórych bym nie podejrzewał, szczególnie tych spod znaku przemysłu zimnego mięsa ;). Nie będę też bynajmniej zazdrosny, jeśli pójdziecie ich śladem... I jak to w niezwykle urokliwym modern romantycznym zakończeniu płyty słodka Masha śpiewa - "I can wait..." i ja też mogę poczekać, choćby i następne 3 lata na kolejny long, ale mam też i nadzieję, że krócej na polską trasę zespołu i buziaka od Mashy.
yac
http://diggin.pl
www.morrmusic.com
www.myspace.com/contriva
