COPH NIA "Qliphothic Phantasmagoria"
MCD '2008 [23:45]
Wrotycz [WRT008]
Wrotycze wydają rzadko, ale za to treściwie. Pozycji w katalogu jak na razie nie mają zbyt wiele (przynajmniej w porownaniu z różnymi naszymi "-OPami"), ale zawsze można im było przypiąć mniejszy lub wiekszy znaczek jakości. Przynajmniej do tej pory.
Tymczasem najnowsze wydawnictwo tej poznańskiej wytwórni, EP-ka o tajemniczo brzmiącym tytule "Qliphotic Phantasmagoria" autorstwa COPH NIA, nie przemówiła do mnie. Aczkolwiek fakt faktem, że ten szwedzki projekt to dla mnie zawsze była druga liga takiego grania. I to raczej dolna połówka tabeli. Ta niespełna półgodzinna płytka nie wywinduje specjalnie COPH NIA w rejony premiowane awansem. Ot, przeciętne, raczej niezbyt zapadające w pamięć granie. Mamy tu do czynienia z czterema coverami mniej lub bardziej znanych hardrockowych hitów. Wszystkie są jednak zaaranżowane w podobny sposób - raczej powoli, trochę marszowo wybijany rytm, ponure, niezbyt wciągajace elektroniczne plamy i grobowy w barwie, a technicznie bardzo średniawy wokal Aldenona. Właściwie gdybym nie wiedział, że to kawałki Black Sabbath czy Alice Coopera, w życiu nie domyśliłbym się, że to ich kompozycje. Z tego zestawu relatywnie najlepiej broni się trzeci w kolejności "Levitation" (pierwotnie w wykonaniu Hawkwind), który nie dość że mrocznie, to zabrzmiał nawet całkiem psychodelicznie. W tym aspekcie dorównał oryginałowi, choć taki a nie inny efekt osiągnięto oczywiście o wiele prostszymi srodkami. Tak czy inaczej "Levitation" to najjaśniejszy punkt na płytce. Pozostałe trzy numery nie robią na mnie większego wrażenia.
Mimo to, wiem że wielu osobom przypadnie "Qliphotic Phantasmagoria" do gustu. COPH NIA ma w naszym kraju chyba całkiem spore grono słuchaczy (co dla mnie jest lekko niepojęte), którzy - jeżeli podobają im się poprzednie wydawnictwa Aldenona - niekoniecznie muszą posłuchać mojego smęcenia. Na koniec tylko dodam, że naprawde doceniam poczucie humoru i dystans do całego przedsięwzięcia. Zgoda, całość brzmi ciemno, groźnie i ponuro, ja jednak - jakby "miedzy nutami" - słyszę w tych dźwiękach radochę jaką mieli muzycy przy nagrywaniu płyty. Na taki dystans mało kogo z tej sceny byłoby stać. Za to brawa, ale całościowo to jednak dla mnie zbyt mało.
Stark
www.wrotycz.com
www.myspace.com/cophnia
(Apostazja '4)
