Apostazja -amgazyn muzyczny




mjr.jpg - 10284 Bytes


Menuo Juodaragis, czyli Czarny Rogaty Księżyc



Kto wie jaką pogodę mielibyśmy podczas tegorocznego festiwalu, gdyby dzień wcześniej na wzgórzu rytualnym nie poproszono Bogów o słońce podczas dnia i gwiaździste niebo w nocy. Był więc tamtego popołudnia ogień wśród kamieni i sypane doń ziarna zbóż, podawane w drewnianym naczyniu z rąk do rąk piwo, a potem śpiewy i tańce przez długie godziny. W pół kłaniano się wielkiej pomarańczowej kuli zachodzącej za horyzont. Znikająca hen gdzieś daleko w trzcinach powodowała wrażenie jakby paliła się tafla jeziora. Magiczny rytuał, niezapomniane wrażenia i piękna pogoda podczas całego pobytu utwierdziły nas w przekonaniu, iż oto stanęliśmy na dzikiej pogańskiej ziemi. Najpiękniejsze jest to, że ta wspaniała atmosfera i magiczna aura towarzyszyła nam przez cały pobyt w Sudeikiai, małym miasteczku, które na kilka dni oddaje swe pola, wzgórza i łąki pod teren występów, warsztatów, wykładów i innych zajęć. Menuo Juodaragis, czyli Czarny Rogaty Księżyc to dwie upojne noce oraz trzy dni, które naszpikowane atrakcjami sprawiają, iż zapominamy o normalnym świecie i przenosimy się do zupełnie innej rzeczywistości. Są tu przede wszystkim występy zespołów, które ze względu na ilość popisują się w kilku różniących się znacznie od siebie klimatem lokalizacjach. Największa drewniana scena znajduje się nad jeziorem. Ustawiona jest ona w ten sposób, by siedząc na skarpie widzowie mogli oglądać artystów, za którymi rozpościera się wielka woda. Wszystko jest tu tak naturalnie bliskie naturze. To tu w tym roku zagrały m.in. ROMOWE RIKOITO i KULGRINDA. Pierwsi wieczorem w świetle wielkiego na kilka metrów ogniska, drudzy za dnia zajmując w kilkanaście osób całą scenę i porywając tłum ludzi w dziki pląs. Kolejnym miejscem, w którym rozbrzmiewa muzyka jest miejscowy dom kultury nazywany przez wszystkich Drewnianym Domem. Tu występowały od popołudnia do późnych godzin nocnych kapele o cięższym brzmieniu, gatunkowo metalowe, gotyckie, na koniec zaś psychodeliczno-elektroniczne. Usłyszeliśmy i zobaczyliśmy tu m.in. litewski ZALVARINIS, polską EVĘ oraz projekt byłego członka grupy WEJDAS o wiele mówiącym tytule DONIS ON DRUGS. Do Zielonego Domu trafiały z kolei osoby złaknione mocniejszych niż przeciętne wrażeń. Generujący noisowe dźwięki ITI rzucający na koniec swego występu wzmacniaczami, oraz "Głowa do wycierania" Davida Lyncha oglądana w oparach marihuany to tylko dwa przykłady rozrywek serwowanych w tym lokalu. Na każdym kroku człowiek obcuje tu z muzyką. Kto za dnia dysponuje siłami podąża wraz z członkami KULGRINDY na rytualne wzgórze, gdzie niczym wieki temu wysłuchać można przekazywanych z ust do ust starych pieśni. Wszystko to wykonywane jest w takich okolicznościach, z taką łatwością i szczerością, że właściwie nie trzeba zamykać oczu, by przenieść się w tamte czasy. Bardziej aktywni mogą uczestniczyć w warsztatach tańca odbywających się nad jeziorem. Klaśnięcie, obrót, przełożenie nóg, krok do tyłu i wędrujemy dalej w zaklętym kręgu. Wieczorem w kawiarni wypełnionej po brzegi ludźmi zajadającymi wspaniale przyrządzone specjały tutejszej kuchni, jakby spod ziemi pojawiają się kobiety, które tworząc krąg poczynają zawodzić prastare pieśni. To polifonia. Jedynymi instrumentami są ich własne głosy, które posiadają wprost niewyobrażalną energię. Nakładające się wzajemnie na siebie, sprawiające efekt echa i pogłosu zapętlają się również i w naszych umysłach. Zatrą się one około północy, gdyż wtedy to dają swój popis bębniarze. Niczym w transie grać będą tak bitych pięć godzin. Przezwyciężając senność i ból tworzących się ran na dłoniach ucichną dopiero, gdy zacznie robić się jasno. Zapowiadając kolejny rytuał. Powitanie Słońca. Z pomostu wybiegającego daleko w jezioro słychać już pierwsze zawodzenia. Znów niesione po wodzie zaczarowane melodie sprawiają, iż pomarańczowa kula budzi się ze snu i wyrasta ponad zielony lasem. Przed nami kolejny piękny dzień. Osoby chcące pogłębić swoją wiedzę na temat ludów niegdyś zamieszkujących te tereny mogą udać się na wykłady prowadzone przez naukowców i pasjonatów (m.in. Jonasa Trinkunasa, lidera zespołu KULGRINDA). Miłośnicy kina i filmów znajdą tu również coś dla siebie. W jednej z sal odbywają się na przemian projekcje filmów przyrodniczych, historycznych, fabularnych, niekiedy nawet kreskówki. Wszystko rodzimej produkcji. Niesamowity pomysł na edukowanie uczestników. Podczas całego festiwalu napotykamy na motywy, które w taki czy inny sposób nawiązują do historii tych pięknych ziem, Litwy i Starych Prus. Nie jestem pewien, czy na naszym kontynencie odbywa się podobny festiwal. Litwa bowiem to kraj, w którym w sposób naturalny odprawia się rytuały sprzed wieków. Dawne wierzenia i idee tak na prawdę nigdy tu nie umarły. Wszędzie indziej cała otoczka byłaby dość sztuczna. Tu jest to normalne, ale warto przekonać się o tym samemu. Bardzo trudno oddać klimat tu panujący w kilku zdaniach. Kolejna edycja tego wielkiego neofolkowego święta odbędzie się tradycyjnie w sierpniu (22-24). W imieniu organizatorów serdecznie wszystkich zapraszam.

SS + Izolda



Więcej informacji o festiwalu:

www.mjr.lt