DEADWOOD "Ramblack"
CD '2008
Cold Spring [CSR104CD]
Ciota się ze mnie robi na stare lata, bo coraz mniej słucham muzyki szumiącej i trzeszczącej. No ale słyszałem coś tam kiedyś DEADWOOD i pamiętam, że w miarę mi się podobało, dlatego kiedy dotarła do mnie płyta "Ramblack", nie zwlekałem specjalnie długo z wrzuceniem jej do odtwarzacza.
Pierwszy utwór to ciemny, ale jeszcze w miarę subtelny dronowaty wstęp. Pamiętam, że przy pierwszym przesłuchaniu na wszelki wypadek podgłośniłem nieco, co by mi jakieś fajne smaczki nie umknęły... Jak, za przeproszeniem, nie jebło wraz z drugim kawałkiem zatytułowanym "Null and Void"! Brutalnie masturbowana gitara plus syntezatorowo - analogowe dźwiękowe dewiacje wspomagane obłąkańczym, przesterowanym wokalem budują całkiem efektowną ścianę dźwięku. A później jest już z górki... Tzn. nie że lekko, nic z tych rzeczy. Reszta utworów to rasowy death industrial z lubością pławiący się w najohydniejszych perwersjach tego łez padołu. Jedne utwory są trochę głośniejsze, bardziej "zindustrializowane", podczas gdy inne nieco subtelniej, bardziej po ambientowemu dotykają wstydliwych partii naszych umysłów. Brzmi to w rzeczy samej po skandynawsku, trochę jak Brighter Death Now, trochę jak MZ.412. W czwartym w kolejności "Forakt" wokalnie udziela się Maniac (ex-Mayhem) i rzeczywiście szepcze, charczy i warczy on jakby go dopiero co z czubków wypuścili. Ogólnie cała płyta wydaje się być bardzo przemyślana - chaos, owszem, ale kontrolowany, bez żadnej jazdy bez trzymanki. Daniel Jansson nie katuje narządów słuchowych jakimiś ultrawysokimi częstotliwościami a raczej stawia na miażdżenie i gruchotanie kości pod ciężką i jednolitą masą dźwięku.
Niezła to rzecz ogólnie rzecz biorąc. Pewnie jeżeli za miesiąc będę chciał podręczyć moje koty jakimiś zwyrodniałymi odgłosami, prawie na pewno znowu wybiorę "Ramblack".
Stark
www.deadwood.se
www.coldspring.co.uk
(Apostazja '4)
