Apostazja -amgazyn muzyczny



diableamoreux.jpg - 14649 Bytes




DIABLE AMOREUX "Zwergen"
CD '2010
wydanie własne [DA013]

Pierwsze co zwraca uwagę w przypadku DIABLE AMOREUX, to fajna nazwa zespołu. Drugie - egzotyczne pochodzenie. Muzycy projektu urodzili się na Tasmanii. I to by było na tyle jeśli chodzi o (naciągane bo naciągane, ale jednak) pozytywy.

Bo sama muzyka to prosty, żeby nie powiedzieć prostacki pseudofolk stylizowany trochę na irlandzkie granie. Niemożebnie irytuje maniera gościa, który śpiewa. Kreuje się trochę na Tibeta, ale niespecjalnie mu to wychodzi. Mam wrażenie, że przez nagraniem wokali facet łyknął sobie kilka głębszych dla kurażu. Fałszuje niemiłosiernie - sorry, ale Tibet jest tylko jeden. Warstwa instrumentalna również do tych najbardziej wyrafinowanych nie należy, w wielu momentach tak dysharmonijnie się komponując z wokalem, że nie mogłem powstrzymać zgrzytania zębami. W ogóle "Zwergen" ma taki strasznie "wsiowy" klimat, brzmi jakby nagrała to banda rednecków z jakiejś zapyziałej wiochy wiele dziesiątek kilometrów od najbliższego większego miasta. Wiecie, zardzewiały traktor, walające się butelki po bimbrze, świnie, setki much i wszechogarniający smród. I generalnie mogłoby to mieć swój urok (sensie taki "urok" jak w oryginalnej "Teksańskiej Masakrze Piłą Łańcuchową"), a muzycy mogliby wszelkie swoje słabości przekuć w zalety, ale nic z tego. Do mnie to nie trafia. Cienizna.

Stark


www.myspace.com/diableamoreux






(Apostazja '4)