FIN DE SIECLE "Patagonie"
CD '2006 [64:13]
OPN [05]
W pierwszym utworze jeden z muzyków przesuwa jakieś pudła, drugi kilka razy uderza w przypadkowe klawisze na keyboardzie imitującym fortepian. "Ach, awangardowi artyści", pomyślałem sobie przeglądając całkiem ładne zdjęcia w książeczce "Patagonie". Następne utwory są w najlepszym przypadku smętne, częściej jednak irytujące. Choćby taki "Patagonie III" z wyjątkowo denerwującym dźwiękiem generowanym przez prawdopodobnie spocone paluchy wzdłuż trące struny gitary tudzież skrzypiec. Przyznam bez bicia, że o reszcie nawet mi się nie chce pisać. Toczy się ta płyta od przypadku do przypadku, pomyślunku tu żadnego - tu fragment melodii, tam jakieś buczenie, które z dupy przechodzi w klekot bociana czy czegoś w tym stylu. Na domiar złego całość okraszona jest bardzo słabym brzmieniem. No ok, będę uczciwy, pod koniec robi się odrobinę lepiej. Utwór "Where is Daddy" łaskocze ucho przyjemną melancholią, a "Where the Lillies Cry a Last Time" wprowadza nieco ciepła i spokoju. Ale to tylko piętnaście minut na sześćdziesiąt pięć...
Tak więc jak łatwo sie domyślić, nie polecam "Patagonie". Naprawdę tyle teraz mniej czy bardziej fajnych płyt wychodzi, że nie warto zawracać sobie głowy jakimś FIN DE SIECLE.
Stark
www.findesiecle.org
www.opn.fr
(Apostazja '4)
