Apostazja -amgazyn muzyczny





felieton.jpg - 14851 Bytes



KILKA GORZKICH SŁÓW PRAWDY


Może nie będzie to rzecz zbyt oryginalna, czuję jednak potrzebę napisania tych kilku linijek na ten właśnie temat. Rzecz będzie o muzyce (wszak to magazyn muzyczny), która od ładnych paru lat fascynuje, wciąga, frapuje jednych, a innych doprowadza do furii. Mówię o martial/industrial. Osobiście zaliczam się do fanów tego nurtu; jednak muszę przyznać, iż z biegiem lat nabrałem swoistego dystansu i krytycyzmu.

Część pierwsza – www.martial-mania.ownlog.com

Jest w pięknym kraju nad Wisłą taka wytwórnia, której na imię było War Office Propaganda (obecnie Rage in Eden), jak sądzę, nazwa to znana dla większości Czytelników. Znalazł się jednak ktoś, komu wybitnie szkodziła działalność tej wytwórni, a kto nie miał dość ikry nawet na to, by się pod swoimi wywodami podpisać. Cóż więc zrobił nasz bohater? Oczywiście, założył stronę internetową „Martial-Mania”, na której jeździł po chłopakach z Białogardu jak na łysej kobyle. Strona szczęśliwie od pewnego czasu nie jest już aktualizowana (znudziło się dziecku?), wciąż jednak jest w sieci i każdy posiadacz komputera ze stosownym kabelkiem ma do niej dostęp. Wątpliwego sortu, żeby nie powiedzieć: gówniarski humor ma, z tego, co widziałem, na celu obśmianie chłopaków z W.O.P., a i Beast Of Prey się dostaje. Moja koncepcja jest prosta: Szczeniak wyprztukał z siebie kilka dźwięków, wysłał je do tych wytwórni, a te śmiały odmówić wydania płyty! Skandal! Trzeba się zemścić. A jak to zrobić, gdy we łbie i w głowie się nosi pustkę? W Internecie! Prawda, jakie proste? Więc nasz macho postanowił popluć sobie jadem na ekipę. Jestem gorącym zwolennikiem wolności słowa, ale niech mi ktoś powie: Dlaczego rzeczona wolność ma wydawać takie owoce? Nie twierdzę, że każdy krążek wypuszczony przez dwie wspomniane wytwórnie to rewelacja. Nie i jeszcze raz nie, ale całkiem sporo. Nikt nikogo jednak nie zmusza do hurtowego wykupywania tychże. Zazwyczaj można się z ich fragmentami zapoznać na internetowych stronach i wówczas podjąć stosowną decyzję. Faktem jest – pojawił się swego rodzaju trend na takie dźwięki i dzięki temu powstaje sporo chłamu ale, do ciężkiej cholery, to ja decyduję, jaką płytę chcę kupić, a jakiej nie!

Część druga – Świątynia Ciszy

W głębokich lasach, w okolicach Ostrowa Wielkopolskiego, mieszka sobie Michał Ś. Nikomu by to może nie przeszkadzało, gdyby nie fakt, że ów Michał jest nie tylko pasjonatem naszej muzyki, lecz postanowił COŚ zrobić w celu jej promowania. A postanowił stworzyć festiwal („Temple of Silence”) w niewielkim mieście, niedaleko Oleśnicy – w Międzyborzu. I wszystko było fajnie – do czasu. Dogadał się z dyrekcją miejscowego domu kultury, wszystko, na własny koszt załatwił i… plansza. Czemu? Bowiem jakaś rozchachana, nastoletnia młódź wymalowała dziwne symbole na drzwiach kościoła ewangelickiego, w którym odbywał się festiwal. Z tym, że głowę kładę, iż ta gówniażeria pojęcia nie miała ani o muzyce prezentowanej w kościele, ani o jej przesłaniu. Ot, gówniarski wandalizm, żeby zwrócić na siebie uwagę. Aaaale... Proboszcz (tyle, że katolicki) z burmistrzem zapałali świętym oburzeniem. Efekt – festiwal zakazany. Jako naoczny świadek dwóch edycji „Temple of Silence” mogę powiedzieć, iż była to rewelacja. Świetna akustyka, wszystko dopięte „na ostatni guzik”, organizacja nie pozostawiała nic do życzenia, publiczność dopisała, chociaż dojazd do łatwych nie należy… No a poza tym, panie burmistrz, była to promocja (plus wymierne korzyści materialne) dla miasta, którego czujesz się pan włodarzem. Oberwało się, niejako przy okazji, naszemu Magazynowi; Szef zamieścił na stronie internetowej zdjęcia ludzi… pijących piwo. Rzeczywiście, niespotykany to zaiste widok na festiwalu… No to macie teraz, wójcie i plebanie, prawdziwą świątynię ciszy. My natomiast nie mamy naprawdę zajebistego festiwalu. Zdechniecie we własnym sosie, my sobie damy radę.

Na marginesie: widok ludzi pijących piwo jest zaiste w naszym kraju egzotyczny i wstrząsający na tyle, ze moim zdaniem, należałoby zakazać emisji programów telewizyjnych we wszystkich stacjach, tam bowiem roi się od oburzających widoków istot ludzkich spożywających ten wstrętny, hańbiący napój, zwłaszcza w reklamach, które swoją częstotliwością uniemożliwiają niekiedy odbiór programu. A i kto tam tego piwska nie chla?! Nawet Woj jakowyś szlachetny, który zarazę krzyżacką tępi, tyle, że mu się Malbork z Fromborkiem pomieszał, może pod wpływem złocistego trunku...

Część trzecia – „opinia publiczna”

Prawią od lat i prawią (głównie w zagranicznych mediach), jacy to my czarni, źli i okrutni, i jeszcze hitlerowscy, jakby wszystkiego było mało. A to nam zakażą występu, a to jakaś „Antifa” zrobi manifestację przed koncertem i tak dalej… Rozumiem, że nasze ubrania, tatuaże i inne „ozdoby” mogą się właśnie tak kojarzyć. Niestety, tzw. „opinia publiczna” ma problem, ponieważ my WIEMY, co nosimy. Ona z kolei – nie ma o tym bladego pojęcia. Jeżeli Swastyka lub jakiś runiczny symbol kojarzy się komuś z Hitlerem – ON ma problem, nie JA! W tak często cytowanej przez aktualnie „politycznie poprawnych” „Biblii” stoi wyraźnie coś w tym rodzaju: „Jeśli to, na co patrzysz wyrządza ci zło, wyłup sobie oczy”; zatem – zamiast nas oglądać i szkalować, niech wyłupią sobie te oczy. Oni nie będą widzieć „zła”, a my nie będziemy narażani na ostracyzm i agresję z ich strony. I wszyscy będą szczęśliwie i zgodnie żyć pod tym wspaniałym niebem… Albo też, bo wersję alternatywną trzeba zawsze brać pod uwagę, „wszyscy jak jedna rodzina pojadą do Auschwitz”. Tak czy inaczej – problem się skończy. Społecznej mentalności w ciągu kilku lat zmienić się nie da. Wie o tym każdy, kto choć odrobinę czasu poświęcił tego typu refleksjom. Nie oznacza to jednak, że my – traktowani przez „większość” jako margines, zło i patologia, z racji naszego wyglądu i muzyki przez nas słuchanej, mamy się zmienić. Przysłowie mówi: „Żyj i daj żyć innym”. Cały problem w tym, że to nam nie dają… Może i starożytni Rzymianie (a wcześniej uczeni radzieccy) wiedzieli, że demokracja to władza w rękach większości. Tak, ale każda władza musi mieć pewne granice; granice te muszą dawać prawo do własnej indywidualności na przykład.

Dość, kończę, nerwy mi siadają. Pozdrawiam Indywidualistów, przeklinam resztę.

Tanssimaan


PS. Jeśli ktoś nie odróżnia Swastyki od Sauwastyki, aluzji od żaluzji, to naprawdę nie moja wina.





ufo.jpg - 8563 Bytes