Apostazja -amgazyn muzyczny



fha.jpg - 30367 Bytes




FIRST HUMAN FERRO
"Homo Shargey"
CD '2011 [74:00]
New Nihilism/Requiem/Triangle

Aleksander Szargiej to prawdziwe imię i nazwisko Jurija Kondratiuka, ukraińskiego mechanika i naukowca, który już na początku XX wieku teoretyzował na temat podróży kosmicznych. Jego fantastyczne w owym czasie idee były tak celne, że jedna z nich została użyta przez NASA podczas misji Apollo. Chodziło o LOR (Lunar orbit rendezvous), czyli lądowanie mniejszego pojazdu na powierzchni Księżyca, odpalanego ze statku kosmicznego orbitującego wokół naszego satelity. Pierwsze zręby tego pomysłu Szargiej opracował jeszcze jako siedemnastolatek!

Historia tego pioniera kosmonautyki to prawdziwy triumf wyobraźni, nic więc dziwnego, że jego rodak, Oleg Koliada, postanowił stworzyć płytę będącą hołdem dla tej niezwykłej postaci. Muzyk ukrywający się za nazwą First Human Ferro, zaczynający od surowego death industrialu, w ostatnich latach coraz mocniej przesuwa się w kierunku ambientu, czyli dźwięków wybitnie działający na wyobraźnię właśnie. Album Homo Shargey jest idealnym towarzyszem do kosmicznych podróży, odbywanych w otchłaniach umysłu.

Piętnaście utworów zawartych na tej płycie najkrócej można określić jako dark ambient, ale nie jest to w żadnym wypadku sztampowa produkcja. Pieczołowicie dobrane warstwy syntezatorowych tonów, szumy, fragmenty kościelnych organów i chórów, strzępy dziwnych odgłosów, tworzących kompozycje odzwierciedlające nastrój, jaki musi czuć astronauta, kiedy od zimnej kosmicznej pustki dzieli go jedynie skafander: ekscytację, radość, zadumę, strach... We wspomnieniach wielu uczestników misji “Apollo” opisywało swoje przeżycia niemal jako mistyczne uniesienia. Homo Shargey to muzyka oddające surowe piękno, ale też i grozę Kosmosu; ten moment, kiedy człowiek staje oko w oko ze świadomością, że jest jedynie nic nie znaczącym pyłkiem we wszechświecie, ale też jednocześnie stanowi z nim jedność.

Jeśli miałbym wyróżnić jeden najlepszy utwór na tej bardzo równej jeśli chodzi o ich poziom płycie, to wskazałbym na Astra Incognita. Oparty na narastającym, transowym dronie brzmiącym niczym dudy kosmicznego tytana, budzi skojarzenia z najlepszymi dokonaniami mistrzów z grupy Troum. Trwa niecałe 7 minut, ale spokojnie mógłby nawet pół godziny i chyba nikt nie miały tego za złe - jest po prostu tak dobry.

Album wydany jest w pięknym, lakierowanym digipacku o formacie kojarzonym z płytami dvd. Estetyczna i pasująca do konceptu szata graficzna pełna jest, a jakże, gwiazd. Centralną częścią okładki jest ludzki embrion - można go potraktować jako ukłon w stronę 2001: Odysei kosmicznej Kubricka, ale także jako symbol śmiałych idei Szargieja, które niczym zarodek potrzebowały czasu, by rozwinąć się i ujrzeć światło dzienne. Co tu pisać więcej, bardzo dobra płyta! Dla fanów kosmicznych dźwięków i nie tylko.


Patryk Balawender


www.newnihilism.com
www.requiem.serpent.pl
www.trianglerecords.blogspot.com

rec. ukazała się na:
www.muzyka.gildia.pl