Apostazja -amgazyn muzyczny

hnb.jpg - 9321 Bytes



HENRIK NORDVARGR BJÖRKK
"The dead never sleep"
CD '2005
Old Europa Cafe [OECD 073]

Czy ktoś tego chce czy też nie Henrik Nordvargr Björkk artystą wielkim jest. Obok Petera Anderssona jest według mnie jednym z najpłodniejszych i najbardziej kreatywnych twórców sceny ambient/industrial. Wywodzący się z nieświętego i plugawego MZ.412 nieprzerwanie od lat prowadzi krucjatę ciemności i zatracenia. Nie inaczej jest w przypadku albumu „The Dead Never Sleep”. Dostarcza on nam cztery kompozycje o łącznym czasie 44 minut. Niecałą godzinę muzyki, która na trwałe wyryje strach w sercu i wypali znamię na duszy. Wykuta diabelskimi narzędziami, okraszona schizofrenicznym przesłaniem (jak głosi napis) w czeluściach piwnicy Bohult przynosi niesamowity, nieziemski chłód. Płytę rozpoczyna najkrótszy, niespełna dwu minutowy „Khon” w którym szepczące głosy płynące prosto z głębi Ziemi sprowadzają piekielną, upiorną atmosferę powoli otaczającą słuchacza. Włosy samoistnie jeżą się na głowie, kiedy pojawiają się pierwsze akordy drugiego utworu „Algenon”. To oddech samej śmierci. Megalityczne brzmienie jest tutaj jednocześnie tłem i motywem przewodnim. Jedynie gdzieniegdzie trafiają do nas metaliczne zgrzyty i piski potęgujące jeszcze doznanie lęku i beznadziejności sytuacji. Po pewnym czasie możemy sobie jedynie uświadomić, że mózg pod wpływem zimnych, oszczędnych, prawie sterylnych dźwięków przestaje normalnie funkcjonować i przechodzi w stan zamrożenia, hibernacji. Niemalże fizycznie namacalne zło wdziera się wszędzie. Partie „rozmytego”, dalekiego fortepianu w „TDNS” na moment uspokajają i pozbawiają czujności by przejść nagle w złowrogi wymiar i rzucić nas w bezdenną otchłań czerni. Słuchając płyty zaczynamy się nagle rozglądać w poszukiwaniu czającego się w mrokach mieszkania niebezpieczeństwa. Wszelkie chroboty i stuki powodują palpitacje serca. Nie możemy nic zrobić, a tylko uświadomić sobie, że jesteśmy bezpowrotnie straceni...

Może się czepiam, ale mam spory niedosyt czy wręcz niesmak jeśli chodzi o oprawę graficzną tego krążka. Kawałek tekturki który „robi” za okładkę wrzucony w foliowy woreczek jest sporym dysonansem w stosunku do wspaniałej warstwy dźwiękowej. Nie wiem czy był to zamierzony efekt czy też miał tu wpływ aspekt finansowy, lecz to (jak dla mnie) niedopatrzenie czy też niedociągnięcie psuje cały uzyskany efekt końcowy. „Niby to tylko okładka”, ktoś powie. Niby drobiazg, ale bądź co bądź, takie wydawnictwo jak Old Europa Cafe dało ciała na całej linii. Duży minus w punktacji ogólnej!

Mimo tych (nie muzycznych) zastrzeżeń jest to bardzo dobra płyta. Bardzo mroczna płyta. I na koniec, kiedy będziecie smacznie drzemać, pamiętajcie: śmierć nigdy nie śpi!

Ryszard Lal


www.nordvargr.com
www.oldeuropacafe.com