INVERCAULD "Tiamhaidh"
CD '2004 [43:51]
Cyclic Law [6th Cycle]
Zastanawiam się co jest wyznacznikiem dobrego mroczno ambientowego albumu. Czy jest to oryginalność, klimat jaki udaje się osiągnąć artyście, czy też może bogactwo rozwiązań lub różnorodność pomysłów. Dark ambient (nie mam tu na myśli post metalowych klawiszowych wypierdów, ani orkiestralnych, neoklasycznych uniesień lecz prawdziwy dark ambient, taki jaki być powinien, czyli buczący, pomrukujący, szumiący) jest stylistyką zdecydowanie anty innowacyjną i praktycznie niemożliwym jest zrobienie w nim czegoś absolutnie pionierskiego. Większość płyt z tego gatunku jest do siebie podobna, czasem wręcz bliźniacza. Podobne dźwięki, atmosfera. Cóż więc charakteryzuje jakość takiego albumu? Moim skromnym zdaniem przede wszystkim klimat i umiejętność wciągnięcia słuchacza w okowy jego brzmień, pulsacji, zawirowań, pomruków. Albumy z tego nurtu powinny pomóc słuchaczowi uruchomić wyobraźnię, i stymulować receptory odpowiedzialne w jego mózgu za odrealnienie (jeśli takie w ogóle są˘). Ok., wystarczy już tych pseudonaukowych dywagacji. Proszę mi wybaczyć zanudzanie, ale musiałem z siebie wyrzucić wszystkie wątpliwości. A dlaczego akurat w tym miejscu? Ponieważ "Tiamhaidh" jest właśnie płytą, która takie wątpliwości wzbudza i doskonale nadaje się na przykład do rozważań teoretycznych. Jest kropka w kropkę zbliżona do innych, jest w niej wszystko co można znaleźć na innych płytach (za wyjątkiem padającego w prawie każdym utworze deszczu) jednak mimo tego wszystkiego jest ona naprawdę dobra. I co z tym fantem zrobić? Mogę ją z czystym sumieniem zarekomendować zwolennikom takich projektów, jakie są np. na kompilacji "The Last Bleak Days" dołączonej do poprzedniego numeru naszego magazynu. Jako, że jestem fanatycznym wielbicielem takiego "grania" łykam to co oferuje INVERCAULD bez mrugnięcia okiem.
Tomasza Borowski
www.cycliclaw.com
(Apostazja '3)
