INFESTATION "Bastion Intouchable"
CD '2008
Rage In Eden [RAGE55]
Co tu będę komukolwiek oczy mydlić. Nie przekonała mnie ta płyta i tyle. I to wcale nie dlatego, że martial mnie od dłuższego czasu niewiele interesuje, bo najlepszych w tym gatunku do dziś lubię czasem posłuchać. Gorzej że, choć INFESTATION pochodzi z Kanady, to sama muzyka jest toporna niczym uroda niemieckich kobiet...
Krótkie intro nie jest jeszcze takie złe, ale następny trwający osiem i pół minuty kawałek może wymęczyć nawet najwytrwalszego militarystę. Prosta, łupiąca rytmika, wycharkiwane po francusku frazy oraz wyjątkowo w tym przypadku męcząca plastikowość brzmienia, owszem wywołały u mnie żądzę krwi i szał bitewny, ale bynajmniej nie z powodu wysokiej jakości muzyki. Później jest podobnie, jakiegokolwiek urozmaicenia muzyki ze świecą tu szukać. Trudno odróżnić jeden utwór od drugiego, wszystkie brzmią niemal tak samo. To podobna stylistyka jak np. Triarii czy Tribe Of Circle, ale byłbym bardzo dla INFESTATION łaskawy gdybym rzekł, że dzieli go z wyżej wymienionymi różnica tylko klasy. Jeżeli już macie ochotę na dobry martial to pozostańcie przy wyżej wymienionych, czy nawet przy tak lubianym choć według mnie przecenianym KARJALAN SISSIT. Za "Bastion Intouchable" brać się naprawdę nie warto... Chyba że uczycie się francuskiego, bo charczenie kanadyjskiego muzyka jest całkiem wyraźne - uczyłem się kiedyś tego języka i wiem, że czasem szwargotanie tych żabojadów potrafi być naprawdę niezrozumiałe. Także jeśli chcecie potrenować rozumienie ze słuchu... można spróbować. W innym przypadku polecam powtórne przesłuchanie najlepszych płyt starych wyjadaczy.
Stark
www.waroffice.org
(Apostazja '4)
