KENJI SIRATORI "Cryptmind"
CD '2008 [51:30]
Ravenheart [raven 55]
Muszę w tym miejscu przyznać, że kiedy widzę lub słyszę nazwisko KENJI SIRATORI to obiad mi się cofa. Ten skośnooki artysta postawił chyba sobie za punkt honoru nagrać najwięcej płyt i wkręcić się w jak najwięcej kooperacji na szeroko pojętej podziemnej scenie industrialnej. A że jak wiadomo ilość niezwykle rzadko przechodzi w jakość, także i Kenji'emu ta nadproduktywność nie wychodzi na dobre. Słyszałem jakieś 0,8 procenta jego twórczości, czyli całkiem sporo i prawie nic z tego nie przypadło mi do gustu. Nie muszę chyba dodawać, że nie byłem zachwycony gdy dostałem do recenzji "Cryptmind", solowe dzieło tego uzależnionego od Myspace muzyka, wydane przez czeską Ravenheart.
Trochę długi wstęp mi wyszedł. W sumie to dobrze, bo o muzyce zbyt wiele do powiedzenia nie mam. To skrajnie monotonny dark industrial czasem bardziej ambientujący, czasem lekko noise'ujacy, niczym jednak nie zaskakujący. Te pięć utworów brzmi niemal tak samo, jakieś urozmaicenia czy zmiany nastrojów następują od święta. No ok, ostatni numer trochę się różni od reszty. Pewnie dlatego, że Siratori'ego wspomógł tu gościu z Objekt4. Muzycznie "Cryptmind" kojarzy mi się to chwilami z niektórymi dokonaniami BDN. Może trochę też z MZ.412. Ogólnie całość brzmi dość oldschoolowo i - co tu dużo mówić - jak na Kenji'ego nie tak najgorzej, co oczywiście wcale nie oznacza że dobrze (biorąc pod uwagę ogólnie przyjęte standardy). Ot, dolne stany strefy średniej. Skupić czy delektować się "Cryptmind" nie da, w czym dodatkowo przeszkadza nienajlepsze, dość przytłumione brzmienie. Kiedy leci sobie cichutko w tle "Cryptmind" nie przeszkadza specjalnie ani nie irytuje i to chyba mogę uznać za główną zaletę tej płyty.
W ogóle na miejscu Japończyka przemyślałbym pewne kwestie, bo jeszcze trochę i Kenji stanie się małym pośmiewiskiem pośród industrialnej braci. Co za dużo to niezdrowo.
Stark
I have to admit that when I hear name KENJI SIRATORI, I want to throw up my dinner. This asian artist's main goal is to record as much albums and to take part in as many collaborations as he can. And as we all know quality almost always is not equal to quantity, also Kenji's "overproductivity" is not his advantage. I heard about 0,8 % of all his works (quite much, don't you think?) and almost nothing caught my attention. So I don't have to say that I wasn't pleased when I received "Cryptmind" - released by Czech label Ravenheart solo work of this Myspace-addicted musician.
Quite a long introduction... good, because this time I don't have much to say about music. It's extremely monotonous dark industrial, sometimes more ambient-like, sometimes more noisy, yet never surprising. Every single track sounds the same, no diversities, no surprises. Well ok, last track is a bit different. Probably because Siratori was supported here by the guy from Objekt4. Musically "Cryptmind" reminds me of BDN. Maybe a bit of Mz.412. All in all this material sounds quite oldschool and - I have to be fair here - not that bad as for Kenji, yet it doesn't mean its good stuff. Low average I'd say. You can't concentrate or savour "Cryptmind". Not the best, rather dull sound isn't helping at all. You know, when it plays quietly in the background, "Cryptmind" is not annoying or irritating. And I think it's the greates value of this release. But if I'd be Siratori, I'd rethink some things, because this kind of attitude can make a laughing stock of him. Too much Kenji will kill you.
Stark
www.ravenheart.mysteria.cz
www.kenjisiratori.com
(Apostazja '4)
