Apostazja -amgazyn muzyczny



kentinjivek.jpg - 27878 Bytes



KENTIN JIVEK "Ode to Marmaele"
CDr '2010

Ostatnio dostałem z Apostazji spory pakiet płyt. Między nimi znalazłem niepozorny CD-R, do którego załączony był list z prośbą o recenzję i wyrażoną nadzieją, że dzięki niej uda się może autorowi zagrać w Polsce jakiś koncert. Zaintrygowany wsadziłem płytę do odtwarzacza poza kolejką i zostałem oczarowany od pierwszych dźwięków. W notce Kentin zaznaczył, że to jego 6 (słownie: szósty!) album. Kompletnie nie rozumiem dlaczego do tej pory artysta nie osiągnął "sukcesu" na neofolkowej scenie, tak samo jak nie rozumiem, dlaczego na Discogs widnieje tylko jedna pozycja firmowana jego nazwiskiem - ale postaram się zdobyć więcej jego płyt i zrobić co w mojej mocy, by trochę rozpropagować jego muzykę.

Gdy słyszę Noir Désir, to cofa mi się zawartość żołądka, ale ze względu na to, że Jivek oprócz angielskiego i hiszpańskiego śpiewa właśnie po francusku, oraz nie stroni od zapożyczeń z rocka lat 90tych, to od takich porównań na pewno się nie uwolni. Ja jednak daleki jestem od takich skojarzeń - francuski w jego ustach brzmi znacznie liryczniej niż u Bertranda Cantata. Muzykę, którą na swoim nowym albumie prezentuje Jivek, określiłbym raczej jako bardzo udane połączenie neofolku granego w duchu Death in June (mimo, że sam autor powołuje się na Current 93) z postgrunge'owym ponurym sognwriterstwem przywodzącym na myśl Mad Season czy Alice in Chains. Jest to połączenie z jednej strony niezwykle oryginalne, z drugiej bardzo naturalne i oczywiste dla każdego, kto - jak urodzony w 1980 roku Jivek- dojrzewał słuchając rocka w latach 90tych, a dziś słucha sporo mrocznej muzyki alternatywnej.

Jednak mimo, że słuchając tej płyty możemy myśleć zarówno o Mad Season jak i o Death in June, to efekt końcowy jest pozbawiony choćby cienia epigoństwa. Kentin, w tak skostniałym dziś nurcie jak - pełen klonów posługujących się quasi-faszystowską otoczką - europejski neofolk, wytworzył własny styl, własną jakość i prezentuje bardzo dojrzałe i głębokie zrozumienie jego idei (czy też może raczej proponuje bardzo mądre zdefiniowanie jej?). To, że autor nie waha się wykorzystać tego, że jest poliglotą, podkreśla, że Europa nie jest hermetyczna i jej magia polega w dużej mierze właśnie na zetknięciu wielu kultur. W pewnym sensie jego muzyka jest też dla nas jak "stara Europa" - zarazem bliska i odległa. Jest jak coś, co już było, coś, co już słyszeliśmy... ale nie do końca jesteśmy pewni, czy słyszeliśmy to na jawie, czy we śnie.

Jeśli "Ode to Marmale" w końcu ukaże się oficjalnie, to obok ostatniego Sol Invictus będzie dla mnie najlepszą neofolkową płytą tego roku i cholera... zdaje się, że obok Rome to najciekawszy projekt drugiej fali neofolku, jaki miałem okazję poznać - pozostaje pytanie, czemu do licha nie słyszałem o nim wcześniej?


Krzysztof Ryszard Wojciechowski


www.soundcloud.com/kentin-jivek
www.vimeo.com/kentinjivek