Apostazja -amgazyn muzyczny

kio.jpg - 29697 Bytes



KOI "Deaf Torero"
12" 2008
Styrax Leaves [strx leaves 13]

Jedne z moich ulubionych momentów przy obserwacji ruchów progresywnych muzycznej machiny wydawniczej na przestrzeni czasu to te, kiedy jakiś label niespodziewanie łapie górkę i wbrew prawu sinusoidalnych wykresów utrzymuje się tam długo, co daje stuprocentową gwarancję satysfakcji z syngowanych danym znakiem wydawnictw już niejako z góry. Innymi słowy to ta sytuacja, gdy wchodzisz do sklepu muzycznego i do impulsu nabywczego wystarcza jedynie zakładka z nazwą wytwórni i nowy numer katalogowy. Jedną z tego rodzaju oficyn jest w chwili obecnej berliński (a jakże) Styrax i jego sub Styrax leaves, którzy choć co prawda zanotowali trochę potknięć w pierwszych numerkach katalogu, to obecnie czego nie się nie dotkną zamienia się w złoto. To się tyczy serii „In Loving memory” i „Boquet”, które dmuchnęły słuchaczom w uszy świeżym brzmieniem od debiutujących producentów jak BVDub, Quantec, Leftover czy Atheus. Chłopaków w niesamowicie inspirujący sposób redefiniujących sound mający swe źródło w stylistyce Basic Channel (ta nazwa znów paść musiała - kto wie czy nie czas już w zasługach w ewolucji brzmienia równać ich do rebeliantów gatunku w rodzaj el comandante dubu Lee Peerego). Co by nie mówić, Styrax ma nosa do nowych talentów, o czym świadczy i nowy sampler z serii „Bouqet” wywlekający z zaklętego kręgu netlejbeli zdolnego Rosjanina Haventepe jak i najnowszy w katalogowym szeregu, debiutancki winyl Steffena Bennemana, skrywającego swoją powszednią tożsamość pod ksywką Koi, na którym to wydawnictwie chciałbym teraz skupić uwagę swoją oraz szanownego czytelnika.

Warto, choćby z tego powodu, iż jest to jedno z najmocniejszych wejść na scenę w ostatnim czasookresie. Wydawnictwo to przynosi wzorcową lekcję aranżacji i produkcji współczesnego głębokiego dub techu, której szary słuchacz bardziej spodziewać by się mógł od ojców chrzestnych gatunku niż gościa z jednowierszowym bio wydawniczym. Jest tu wszystko jak być powinno, czyli absolutnie miażdżący, rozwodniony efektami motyw przewodni, aptekarskie porcjowanie brzmienia i odpowiednio nisko zawieszona rytmika na podręcznikowych housowych podziałach. No a przede wszystkim genialny suspens, który pozwala łykać bez mała dziesięciominutowe hipnotyczne kompozycje bez śladu znużenia. Ten błysk objawia się głównie, gdy niebieski winyl odwrócimy na stronę B (swoją drogą trochę bawi mnie ten hype na kolorowanie winyli w tej branży – niektóre pomysły, jak nagrobkowy marmurek na „OBMX” Echospejsów są w mym odczuciu jednak odrobinę groteskowe). Znajdująca się tam „wersja” wyzwala stany, które po ostatniej nucie pozostawiają słuchacza w autystycznym stuporze. To ten rozdział lekcji, która uczy, że wyważone, przemyślane brzmienie i odpowiednio budowane napięcie to sedno produkcji, które pozwala bezstratnie na stylistyczną implozję ku minimalizmowi, tam gdzie kompozycja nawet bez opieki bzepiecznego oparcia rytmu i wyraźnych zwrotów aranżacyjnych nic nie traci ze swej pełni. Piękne wydawnictwo spod uroku którego ciężko się wydobyć.


yac


diggin.pl
www.myspace.com/koispace