Apostazja -amgazyn muzyczny

krater.jpg - 50540 Bytes



KRATER "Harmonic Tremor"
CD '2007
Klitekture [klk 010cd]

Słynny mariaż artystyczny Nicolai z Sakamoto zaskutkował może nie jakimś gigantycznym, acz na pewno znaczącym wysypem produkcji łączących, odległe wydawałoby się, światy minimalnej elektroniki i tradycyjnych dźwięków pianina. O ile jednak „Vrioon” czy „Insen” to totalne strzały w dychę, niepodważalne monumenty, przed którymi chylę głowę w mocno ugiętej pozie, o tyle rzuty ich epigonów (cytując dozorcę Anioła - „nie będę tu wymieniał nazwisk”) ledwo co trafiały w obrzeża tej samej tarczy. Są jednak na scenie postacie, na których kreatywność można zawsze liczyć, a jedną z takich jest napewno Luiz Ortiz (który z resztą nigdy nie krył fascynacji wspominanym wyżej duetem, wybierając niegdyś „Insen” jako bezdyskusyjną płytę roku) oraz jego wydawniczy matecznik Klitekture. Najnowszym dzieckiem tego artysty jest trio (a w zasadzie kwartet, uwzględniając integralny substrat projektu w postaci wizualizacji Armandy Lopez) pod nazwą Krater - dość nieszczęśliwą z resztą, biorąc pod uwagę identyczne miano pewnego blackmetalowego bandu. Debiutancki album „Harmonic Tremor”, co tu dużo gadać, z miejsca rzuca na kolana, stając bez kompleksów twarzą twarz z ideą wykreowaną przez Noto i Sakamoto.

Rdzeniem albumu jest osadzony w ciepłym, analogowym elektronicznym środowisku wiodący delikatny dźwięk pianina. Ciężko mówić tu rzecz jasna o jakiejkolwiek wirtuozerii w tej materii. Nasz bohater narodowy Rafał z Blechaczów zagrałby wszystkie partie tego krążka palcem serdecznym lewej ręki, grając jenocześnie prawą koncert Szopena transmitowany online dla Japońców (bez urazy Ryuichi – to taka przypadkowa metafora). Nie w tym rzecz jednak. A żeby już zakończyć ten natrętny wątek porównań z duetem wzorcowym, to „Harmonic Tremor” zdecydowanie bardziej niż do rytmiki i budowania skomplikowanych struktur ma się ku swobodzie improwizacji i noise. Świetnie to obrazuje genialna kompozycja „Kipuka”, która zaczyna się niewinną prostą melodią pianina, by po kilku suspensach przejść w bezczeszczącą głośnik noisową lutę. Sporo tu naprawdę udanego i niebanalnego eksperymentu elektronicznego. Mimo ogólnej aury improwizacji, wygenerowane dźwięki błyszczą dbałością o brzmienie detalu. Strukutry i frazy kapitalnie się przenikają, wymieniając się swobodnie rolami, gdy jak to czasami bywa jakiś mikrodron w tle po pewnej modulacji i połączeniem z innym osobno nieszczególnym elementem staje się podstawą rytmiki, albo raczej produktem rytmopodobnym, bo ciężko użyć tego określenia do opisania pulsu tej płyty. Z tą samą łatwością mieszają się tutaj wpływy różnych styli od minimalizmu po jazz i awangardę.

Nadziwić się nie mogę ile wrażliwości i poetyckiej introwertyczności może być w facecie, który na codzień rezyduje na Wyspach Kanaryjskich, w miejscu, które nijak nie kojarzy mi się z atmosferą sprzyjającą powstaniu takiego dziełka jak „harmonic tremor”. Albumu ocierającego się o klimat muzyki filmowej, tak tęgo przenicowanego nostalgią i liryką. Jeśli wydaje Ci się czytelniku tej recenzji, że mnie trochę w tym opisie poniosło, posłuchaj wpierw proszę dwuminutowej etiudki „Oceanic trust” siądź do biurka, weż długopis, a gwarantuję, że napiszesz piękny wiersz do narzeczonej/narzeczonego. Efekt murowany. Ja z każdym przesłuchaniem jestem coraz bardziej zakochany w tym albumie. Mój murowany kandydat na płytę roku!




yac


diggin.pl
http://myspace.com/kraterclr
www.sinergy-networks.com