Apostazja -amgazyn muzyczny

bop45.jpg - 10764 Bytes




KREPULEC "New Radical"
(box CD + CDr + CDr) '2007
Beast Of Prey [bop 4.5]


Sława naszym Bohaterom! czyli rzecz o…


Cholernie dużo czasu zajęło mi przysposobienie się do tej recenzji. Z takich czy innych przyczyn – tak wyszło; poza tym, jeśli w jednym „kawałku” mam zrecenzować cztery materiały, różniące się od siebie dość zasadniczo, to, przyznacie sami, mam niezłą zagwostkę.

Zacznę od strony graficzno-wizualnej. Solidna, wojskowa torba ozdobiona logiem KREPULCA i tytułem płyty kryje w sobie sporo niespodzianek. Propagandowe plakaty z czasów PRL-u (i wcześniejszych), nostalgiczne zdjęcia z czasów różnych, polskich powstańczych zrywów i oczywiście trzy płyty. Pierwszą z nich, o której niżej, jest „New Radical” – najnowszy materiał Wojciecha Z. i Spółki, na drugiej mamy dwa niepublikowane kawałki + materiał „Parabellum” znany niektórym ze splitu z COLD FUSION, na trzecim z kolei – reedycję debiutu pozbawionego tytułu.

Jako ktoś wiecznie głodny nowych wrażeń, wpierw sięgnąłem po nowy materiał. Sięgnąłem po ów materiał i ogarnęła mnie Duma. Mówiąc szczerze, ta Duma sięga październikowego debiutu scenicznego, gdzie KRĘPULEC zaprezentował również nowe utwory, nie zamieszczone na „New Radical”. Oto mamy w naszym, bądź co bądź, smutnym kraju kogoś, kto nie wstydzi się swojej polskości! „New Radical” poświęcona jest historii PRL-owskiej. Świadczy o tym mnóstwo sampli z przemówień ówczesnych dygnitarzy oraz muzyka, która oprócz złowrogich, niskich częstotliwości i charakterystycznej dla neo-folkowego nurtu gitary (dodajmy do tego militarne bębny) zawiera w sobie akordeon. To wszystko sprawia, że płyta jest przepełniona jakimś takim, hmmm, jak to ująć? Słowiańskim feelingiem:) Dużo tu zrywu, walki do „ostatniej krwi”, ale też dużo melancholii i rozmyślań. Czego mógłbym się przyczepić? Primo – całkowity brak wokali, w takiej muzyce są one według mnie nieodzowne; sample nie wystarczą, choćby nie wiem jak były sugestywne i działające na słuchacza. Secundo – a wynika to z punktu pierwszego – ów brak wokali sprawia, że czasami, w pewnych miejscach utwory wydają się zbyt monotonne. Szczęśliwie jednak miałem okazję poznać najnowsze dokonania KREPULCA na Apostazja Festival, a sam Wojtek mówił o jeszcze nowszych tworach. Także z nadzieją patrzę na ten projekt i niecierpliwie wyczekuję nowej płyty! Reasumując – bardzo dobra, zaskakująca pod kilkoma względami płyta, nie pozbawiona jeszcze pewnych wad ale już znakomita. No i brawa za akordeon!!!

Pora przejść do kolejnego krążka. Zaczniemy od dwóch, wcześniej niepublikowanych utworów, pod wspólnym tytułem „Dywizjon”. Część pierwsza to siedmiominutowy utwór oparty głównie na zgrabnie zmontowanych samplach (strzały, komendy, stara wojenna pieśń…), rytmie i niskich, momentami prawie noise’owych (choć stonowanych nieco) dźwiękach. Robi wrażenie; z jednej strony bohaterstwo i powstańczy zryw, z drugiej – totalna zgroza, smutek i strach. „Dywizjon II” to jedenaście minut złowrogiego, pulsującego ambientu z różnymi „instalacjami” od czasu do czasu. Nie jest to jednak zbyt monotonne. Utwór ewoluuje, rozwija się; jak na tę stylistykę, naprawdę sporo się w nim dzieje! Pod koniec jest nieco groteskowo – industrialny lecz rytmiczny zgiełk zagłusza pierwotną strukturę, jest jeszcze mroczniej, aż tu nagle słyszymy… „Przybyli ułani pod okienko…”. Ciekawy choć ryzykowny zabieg.

„Parabellum” – dwunastominutowy materiał, otwiera utwór „Nie noszą lampasów lecz szary ich strój”, który pod koniec zostaje powoli zagłuszony elektronicznym zgiełkiem i przechodzi już w autorskie dokonania Wojciecha i Grzegorza. W zapętlone, bardzo rytmiczne industrialne hałasy wkrada się monumentalna melodia; w rzeczonym zgiełku można doszukiwać się odgłosów bitwy choć może to tylko wyobraźnia. Te odgłosy są, a jakby ich nie było:) Momentami ośmielam się porównywać ten utwór do dokonań nikogo innego tylko LES JOYAUX DE LA PRINCESSE. Końcówka to zapętlony złowieszczy szum, z którego wyłania się fragment „Warszawianki”.

Czas na debiut z 2003 roku, 32 minuty, sześć utworów. Nie ma sensu ukrywać – słychać, że to debiut i słychać to wyraźnie. Jest rytmicznie, jest monumentalnie, jest industrialnie, jest ciemno i straszno… Pomijając sample (głównie ze starych polskich pieśni), mamy tu przede wszystkim pętle przeplatane bardziej lub mniej kontrolowanymi zgrzytami i eksplozjami. Nie, absolutnie jestem daleki od wieszania psów na tym materiale, nie zrozumcie mnie źle, chwilami naprawdę lodowate dłonie jeżdżą mi po plecach, więc sam już ten fakt oznacza, że nie mogę pozostać wobec tego krążka obojętny; ma swój klimat, swoją duszę… Brakuje mi tu jednak trochę autorskich pomysłów (stare, te najmroczniejsze twory z CMI są baaardzo mocno odczuwalne); momentami poza tym wydaje mi się to zbyt patetyczne, innym razem – zbyt monotonne. Są jednak, jak zaznaczyłem, takie kawałki, że odczuwam atawistyczną potrzebę zapalenia większego światła w pokoju:) Świetny za to jest dobór sampli (nie mówię tu o pieśniach, tylko o fragmentach, hmmm… cholera wie czego, jakichś ludzkich głosów) – te, odpowiednio wplecione w dźwięki, naprawdę chwilami przerażają! Słuchać TYLKO na dobrych słuchawkach.

Pora chyba na podsumowanie tej najdłuższej recenzji w mojej „karierze”. Czuję się szczęśliwy tak z faktu posiadania tego unikalnie wydanego boksu, jak i z faktu, że twórca, a zarazem wydawca pochodzi z Polski. Rozstrzał muzyczny jest zaiste ogromny – od zgiełku, prawie noise’owego, do melancholijnego, acz nie pozbawionego pazura neofolku. To niekoniecznie łatwa lektura na „jeden rzut”, ale w końcu nikt z karabinem nad nami nie stoi i nie każe nam słuchać wszystkich materiałów za jednym zamachem. Wiem, że te starsze materiały KREPULCA spotykały się z całą masą krytyki na różnych łamach. Cóż, nie twierdzę, że są pozbawione wad czy niedociągnięć. Z pewnością jednak są, tu mi pewnie zarzucicie przeczenie samemu sobie, ale nauczę się jakoś z tym żyć, na swój sposób oryginalne; mają w sobie to „coś”, co każe do nich wracać i się w nich zagłębiać. Natomiast najnowszy krążek, gdyby tylko były na nim wokale, byłby dla mnie absolutnie rewelacyjny.

A teraz, na sam koniec, coś z nieco innej beczki. KREPULEC nagrał wspaniały (neofolkowy i wreszcie z wokalem) utwór poświęcony zbrodni katyńskiej. Utwór ów (do posłuchania na stronie) miał znaleźć się na składance wydawanej przez pewną rosyjską wytwórnię. Właściciel tejże poczuł się jednak obrażony treścią utworu i stanowczo odmówił zamieszczenia go na kompilacji. Nie da się ukryć – nóż się w kieszeni sam otwiera… Można idiotę wyśmiać i tak chyba będzie najzdrowiej, jednak to śmiech przez łzy. Jestem rozgoryczony (i z pewnością nie ja jeden) taką postawą niektórych osób, zwłaszcza jeśli należą one do „naszego kręgu” – kręgu ludzi o szerokich horyzontach, otwartych umysłach, ludzi nie uznających tabu i mówiących wprost o sprawach, o których „większość” milczy. Postawa właściciela tej wytwórni godzi w nas wszystkich, bez względu na przekonania polityczne, sympatie, gusty itp.

No ale to nie miał być felieton tylko recenzja określonego materiału muzycznego. Jak Szef pozwoli, to i felieton się kiedyś skrobnie:) Pozostaje mieć nadzieję, że utwór ten się jednak oficjalnie ukaże, nie tylko na myspace.com.

Tanssimaan


www.beastofprey.com
www.myspace.com/krepulec1
www.beastofprey.com/krepulec.htm


krepulec_box.jpg - 26521 Bytes