Apostazja -amgazyn muzyczny



kst.jpg - 13956 Bytes



KRZYSZTOF STANISŁAWSKI
"End of All Things"
CD '2010
Zoharum [IYHHH 001]

No nie wiem, takie przyrównywanie się do Zimmera i Goldenthala oraz twierdzenie, że album "spokojnie mógłby znaleźć się na półce obok soundtracków "Pi", "Saw" czy "Event Horizon" i nie ma w tym żadnej przesady" mogą się odbić czkawką. Zwłaszcza dla artysty, który - jak rozumiem - jest dopiero na początku swojej muzycznej przygody. Albowiem, choć materiał to poprawny, to do rozmachu dźwiękowych kreacji wyżej wymienionych droga jeszcze daleka. Wiadomo - nie ten budżet, nie to instrumentarium, najzwyczajniej w świecie nie te możliwości, ale trochę więcej skromności i pokory by się przydało. To jednak bardziej uwagi dla wydawcy, niż dla samego Krzysztofa.

Bardziej niż do filmu, "End of All Things" pasowałby mi jako ścieżka dźwiękowa do gry komputerowej, na przykład jakiejś futurystycznej strzelanki 3D. Muzyka ta ma faktycznie mocno ilustracyjny charakter, a przy tym - przynajmniej przez większość czasu trwania płyty - jest bardzo dynamiczna i, że tak to ujmę, pełna akcji. Natomiast jeżeli ktoś szuka orkiestralnych aranży, nowoczesnej symfoniki itp., niech lepiej szuka dalej, ponieważ dźwięki zawarte na "End of All Things" cechuje totalna syntetyczna sterylność, co jednak niekoniecznie należy poczytywać za wadę, tym bardziej, że jak mi się wydaje, taki był zamysł muzyka. Sporo tu agresywnego bitu, odrobinę industrialnej maszynerii i trochę elektronicznej melodyki, ale raczej nie z tych wpadających w ucho, a tych mających robić za klimatyczne tło. Brzmi to wszystko nie najgorzej, a wyróżniają się utwory numer 5 "Severe Brain Damage" i 10 "You Can Never Win"; ten pierwszy jest nieźle pokręcony, świdrujący i rzeczywiście powodujący lekki "brain damage", w drugi zaś wkrada się trochę takiego filmowego patosu, ale w dobrym tego słowa znaczeniu.

Mam jednak wrażenie, że dobrze zrobiłoby płycie jakieś brzmieniowe urozmaicenie. Bo choć owszem, są zwolnienia, zmiany tempa, ale ogólnie całość pędzi trochę na jedno kopyto. Ja wiem, konsekwencja, zwartość stylistyczna i tak dalej, ale jakiś organiczny oddech tu czy tam, źle "End of All Things" by nie uczynił. A tak, taka syntetyczna sieka od pierwszej do czterdziestej piątej minuty powoduje, że pod koniec czuję się odrobinę zmęczony.

I tyle. Płyty ani jakoś gorąco nie polecam, ani też nie zniechęcam do zakupu. Ma swoje momenty, ma parę dłużyzn... ma też mimo wszystko potencjał, tak że ciekawym co Krzysztof zaprezentuje w przyszłości. A gdybyśmy w Apostazji wystawiali oceny, to od 1 do 10 wystawiłbym 6. Tak dla zachęty.

Stark


www.myspace.com/krzysztofstanislawski
www.zoharum.com





(Apostazja '4)