LIA FAIL "Restless Eyes"
CDr '2009
wydanie własne
Spoglądając na okładkę "Restless Eyes" spodziewałem się najgorszego: pseudośredniowiecznych / pseudofolkowych ballad z których wyrosłem jakieś dziesięć lat temu, a teraz reaguję na nie co najwyżej przeciągłym ziewnięciem. Później jednak ta niechęć nieco opadła z dwóch powodów. Raz, króciutki czas trwania tego singla. W sześć minut może i uda mi się wsłuchać wnikliwie w płytkę LIA FAIL i nie uciąć przy tym komara. I dwa, projekt ten pochodzi z Włoch, a ja od dłuższego czasu przychylnym okiem spoglądam na większość projektów jakie stamtąd do mnie docierają. Głównie ambientowych, ale nie tylko: Albireon, Ianva itp...
Na "Restless Eyes" mamy dwie piosenki. Jedna wolniejsza, druga bardziej dynamiczna. Te średniowieczne smutki, których tak się obawiałem, owszem, są tu zauważalne, ale nie aż tak uciążliwe. To neofolk bardziej... uniwersalny, trochę chwilami się zbliżający do twórczości choćby Sol Invictus. A wokal pani brzmi prawie jak Rose McDowall. Poza tym standardowy zestaw instrumentów, czyli gitara akustyczna, bas, bębny i skrzypce, na których - to muszę przyznać - ktoś całkiem nieźle wycina. Łatwo to wpada w ucho, na nudę nawet nie ma specjalnie czasu. I... tyle. Poprawne rzemiosło, które - bądźmy szczerzy - nie zapadnie mi na dłużej w pamięć. Nie ma tu niczego, co by mnie mogło przytrzymać przy "Restless Eyes". Zero oryginalności, błysku geniuszu dzięki któremu nawet odgrzewany obiad z przedwczoraj smakowałby jak wykwintne danie w luksusowej restauracji. Dziesiątki znam takich projektów. Takich, które umiejętnie klecą swoje piosenki, ale nie potrafią wyróżnić się spośród kolejnych dziesiątek im podobnych. Reasumując: bez żeny co prawda, ale i zdecydowanie bez szału.
Stark
www.myspace.com/liafailmusic
(Apostazja '4)
