LASSE MARHAUG "The Great Silence”
CD '2007 [52:00]
PAC Rec./Troniks
Na początek wypada zamieścić małe ostrzeżenie dla nie obeznanych z nurtem w którym porusza się Marhaug: dźwięki zawarte na płycie mogą, łagodnie mówiąc, wydać się nieprzystające do tego co zaserwowano nam na okładce i w tytułach utworów. „Wielka Cisza” nie zawiera żadnej ciszy, przeciwnie: album jest zestawieniem skrajnie porażających strumieni dźwięków spod znaku przegłośnionego, płynnego harsh noise - płynnego jak skomasowany huk setek wodospadów i eksplodujących rozgrzaną lawą wulkanów.
Lasse nie jest na scenie noise postacią nową, co potwierdzają ponad setka wydawnictw wymęczonych od połowy lat 90-tych. Równocześnie jest to moje drugie spotkanie z jego twórczością. Poprzedniego, z kasetą „Mixing the Mountain”, która trafiła w moje łapska przeszło 10 lat temu nie mogę zaliczyć do szczególnie udanych – materiał zawierał zaledwie poprawny (nawet jak na tamte czasy) ochłap statycznego, noise’owego brudu. Całkiem inaczej jest tym razem.
Na „Great Silence” Norweg atakuje z zabójczą skutecznością: płyta podzielona jest na trzy części (o odpowiednio „wyciszonych” tytułach), każda z nich tryska w słuchacza niepohamowanymi erupcjami hałaśliwych wyładowań generowanych bez żadnych ograniczeń palety użytych barw ani intensywności szarpiących głośnikami fal energii. Szczególne wrażenie robi utwór numer dwa (najdłuższy na płycie i bardzo dobrze) gdzie z dźwiękowej nawałnicy wyraźnie wybijają się niskie, transowe motywy, wprowadzając odbiorcę w przyjemny, medytacyjny nastrój – domyślam się, że osiągalny głównie dla obeznanych i rozsmakowanych w tego rodzaju ekspresji.
Pozostałym potencjalnym słuchaczom (jak i zadeklarowanym fanom gatunku, którzy jakimś cudem jeszcze tego nie słyszeli) doradzam jak najszybciej się z tym dziełkiem zapoznać i w nim rozsmakować - zdecydowanie warto, a ewentualnym malkontentom mówimy stanowcze NIE.
Przemysław z Koźla
www.lassemarhaug.no
(Apostazja '4)
