LES SENTIERS CONFLICTUELS/ANDREW KING "1888"
CD '2006 [58:24]
Athanor [ATNR 032]
Na jednym z katowickich wysypisk śmieci odnaleziono potwornie zmasakrowane ciało młodej kobiety, prawdopodobnie parającej się najstarszym zawodem świata. Aby dojść do wniosku, że dziewczyna przeszła piekło, nie potrzeba było oględzin specjalisty. Ten stwierdzić musiał tylko, które okaleczenia zostały zadane przed, a które po śmierci. To już któreś morderstwo z kolei, policja jest bezradna. Dwa dni po odnalezieniu zwłok, funkcjonariusz prowadzący śledztwo w sprawie seryjnego mordercy prostytutek otrzymał anonimowy list o następującej treści:
"Z Piekła
Drogi Szefie,
Przykro mi patrzeć na Twoje jakże bezcelowe wysiłki. Wijesz się niczym piskorz w sieci. Rozpaczliwie starasz się zachować twarz przed mediami i opinią publiczną, wciskając im puste kawałki o tym, że śledztwo posuwa się do przodu. Tymczasem nie masz nic, żadnego punktu zaczepienia, zaiste przykro patrzeć... Znaj zatem moje dobre serce. Opowiem Ci coś o tym, co mnie inspiruje. Może wyciągniesz z tego odpowiednie wnioski...
W roku 2oo6 za sprawą sekty Athanor światło dzienne ujrzała niezwykła muzyczna kolaboracja młodego francuskiego projektu LES SENTIERS CONFLICTUELS i uznanego barda rodem z Wysp Brytyjskich ANDREW KINGA. Tytuł tego albumu to "1888". Co się wydarzyło w tamtym roku? Powinieneś wiedzieć, studiowałeś kryminalistykę. Taak, Kuba Rozpruwacz odbywał wtedy swoje tournee po Londynie. Scotland Yard i prasa otrzymywali tamtego czasu mnóstwo listów od ludzi podających się za Kubę - dziennikarzy, szaleńców, dowcipnisiów czy po prostu chętnych dreszczu emocji. Wszystkie te dokumenty szybko uznawano za fałszywki i nie zawracano sobie nimi dłużej głowy. Lecz kilka z nich fachowcy uznają za prawdziwe, Drogi Szefie... Te właśnie listy są osnową historii snutej przez francusko-angielski kolektyw i ta ich interpretacja tak bardzo mnie zauroczyła i pchnęła do ekscytujących czynów, które spędzają Ci, Mój Drogi, sen z powiek.
Gdy po raz pierwszy włożyłem płytę do odtwarzacza, wpadłem we wściekłość... przecież to bezczelna zżyna z wybitnego absyntowego splitu Blood Axis/Les Joyaux de la Princesse. Nawet sample z epoki zostały użyte w podobny sposób. Na szczęście jednak to było tylko pierwsze wrażenie... już chwilę później ogarnął mnie spokój, wręcz błogostan. Podobne, a jednak inne. Wtedy wyszedłem na miasto po raz pierwszy, a Ty Szefie następnego dnia otrzymałeś przesyłkę z pięknymi, delikatnymi, aksamitnymi uszami pierwszej dziewczyny (zupełnie jak w jednym z listów, ha ha). Wracając jednak do płyty... pewnie nie słyszałeś "Absinthe", zatem powiem Ci, że choć na pierwszy rzut ucha obie produkcje są bardzo podobne (zresztą obie wypuściła sekta Athanor), to tutaj odnajdujemy więcej ruchu, mniej monotonii. Więcej się dzieje, cienie przemykają po murach, konstable patrolują londyńskie brukowane ulice, tłuste szczury urzędują w brudnych, zakazanych ślepych zaułkach. A dziwki kuszą swoimi wątpliwej jakości wdziękami. Na "Absinthe" atmosfera wisiała w powietrzu, panował bezruch wywołany alkoholowym delirium, a pełne życia wizje projektował jedynie Twój umysł... O ile był jeszcze w stanie.
Francuzi odpowiadają za muzyczną stronę przedsięwzięcia. To dark ambient, ale bynajmniej nie ograniczający się do monotonnych dronów. Czasem do głosu dochodzi ponure pianino, czasem "wesoła" melodia rodem z wesołego miasteczka dla obłąkanych. Rzadko, bo rzadko ale wkradło się tu też kilka industrialnych brudów. Trochę tu melodii z epoki użytych - tak jak wspomniałem - w bardzo podobny sposób jak na splicie Moynhinana i Konofala, trochę dźwięków otoczenia (ludzkie głosy, jadąca dorożka itp...). Klimat wytwarzają zaiste upiorny, wierz mi Szefie. A dzięki Kingowi jest upiorny do potęgi. Ach, cóż za przepiękna interpretacja listów Rozpruwacza. Pamiętam jak kilka tygodni temu zaczepiłem z mojego samochodu jakąś dziwkę kręcącą się koło Cmentarza Ewangelickiego na ulicy Powstańców..." Tyle za loda, tyle za numerek "..." Tak, tak.. wsiadaj". Włożyłem do odtwarzacza "1888". Gdy usłyszała muzykę w jej oczach zauważyłem niepewność. Co chwilę zerkała przez okno (dziewczyna, nie niepewność ha ha), i myślała zapewne "To tylko niegroźny wariat". Biedna, nędzna, pożałowania godna kurewka. Gdy jednak do głosu doszedł Andrew King, mała zaczęła płakać... Jego głos sprawia, że jakiś tam Hannibal Lecter zaczyna mieć kompleksy. Słuchając go WIERZĘ w to, co on wypowiada... Raz spokojnie, innym razem wpada we wściekłość, a jeszcze innym wykazuje się wisielczym poczuciem humoru. Często jego głos jest w twórczy sposób przetworzony elektronicznie, co tylko potęguje nastrój niepewności, który nawet Tobie - doświadczonemu śledczemu - by się udzielił Mój Drogi. Przy szóstym w kolejności "Above Everything" kurewka zaczęła rozpaczliwie walić w okna samochodu i krzyczeć. Nie zauważyła, że już dawno wjechaliśmy do lasu. Chwilę potem poszerzyłem jej uśmiech...
Pomoże Ci to Szefie, jak Ci się wydaje? Pewnie teraz myślisz skąd skombinować płytę aby dokładnie jej przesłuchać i poszukać wskazówek. Nawet nie myśl o ściąganiu jej na żałosnych mp3. Cała oprawa graficzna autorstwa Skyhigh to również małe dzieło sztuki idealnie komponujące się z zawartością dźwiękową. Jedno bez drugiego jest produktem niekompletnym.
To by było na tyle, Przyjacielu. Prowadź dalej to swoje śmieszne dochodzenie. Naprawdę dostarcza mi ono wiele frajdy. Tymczasem idę po raz kolejny posłuchać "1888". A potem znowu na miasto...
Na zawsze oddany,
Stark the Ripper"
http://arsregia.free.fr
(Apostazja '4)
