LUMP "LumpDub"
CD '2006
Future Dub [FD 05]
Będzie się lał miód. Z różnych, bynajmniej nie mających swego źródła w lenistwie, względów opuściłem recenzowanie masy dobrych wydawnictw, które wyszły w ostatnich miesiącach, ale w wypadku tego krążka nie mógłbym znaleźć dla siebie wytłumaczenia gdybym przyczynił się do jego absencji w archiwach Diggin. Nieprzeciętny producent, którego z uwagą obserwuję od początku jego aktywności wydawniczej, po długim okresie ujawniania się głównie w formatach winylowych oraz netlabelowych jakiś czas temu podniósł mi tętno, anonsując w mediach przygotowywanie pełnowymiarowego debiutu. Moją gorączkę podniósł dodatkowo fakt, iż kwestie wydawnicze wziął na siebie człowiek instytucja, czyli Jay Haze, kierując album do katalogu jednego z wielu stworzonych przez siebie labeli - może niezbyt znanego, acz z pewnością esencjonalnego Future Dub. Samo to pozwoliło przypuszczać, że Arttu Snellman a.k.a. LUMP przygotowuje nie lada atrakcję i może skręcić ze swego szumiąco trzaskającego techu w jeszcze większą głebię brzmienia i niech mnie diabli właśnie się tak stalo. Nie od dziś bowiem wiadomo, że LUMP jest mistrzem detali, inwentorem nieskończonego szeregu skrupulatnie rzeźbionych zalegających tysiące warstw dźwieków i efektów, a przede wszystkim wzbudzającego podziw panowania nad całością swego gęstego, niezwykle oryginalnego brzmienia. Mimo tego w jego muzyce czuć także swobodę i radość tworzenia młodego łebka, który po prostu lubi przepękać nockę nad sekwencerem i resztą studyjnego sprzętu. Choć to trudne do uwierzenia ten wachlarz możliwości na tej płycie rozwiera się jeszcze mocniej. Arttu wpada w wolniejsze tempa, dzięki czemu zrobił sobie jeszcze więcej miejsca na swoje techniczne szaleństwa, ale przede wszystkim jest DUB. I to taki DUB, że od pierwszego taktu „Dub Lonely Man” dupę urywa mi razem z włosami. LUMP raczej nie jara się wysokimi rejestrem dżwięków, (co wpisuje się z resztą w ogólną konwencję Future Dub), więc basior rządzi od podłogi do sufitu, a szumiąco - burczące masy przelewają się po panoramie, jakby pomieszczenie odsłuchu nagle znalazło się pod wodą. Ten sound wyciska mi z resztą z oka łzę sentymentu, gdyż brzmi on jak pierwsze duby, które trafiały do mnie łańcuszkiem domowo przegrywanych z jednej na drugą kaset, które po iluś tam tego rodzaju operacjach, doznawały jedynej w swoim rodzaju kompresji wysokich dżwięków, oddając całe pole sekcji i basowi. Na longu LUMPA ten świat dodatkowo miesza się z wysoce wysmakowaną mroźną elektroniką spod koła biegunowego firmowanej przez inny fiński monument, czyli Władka Dileja. Wszystko to razem powoduje, że jestem niewolniczo przykuty do tych niespełna 65 minut sutej uczty dla zmysłu słuchu, aplikując sobie to danie na okrągło, nie zważając na ewentualne skutki przedawkowania. Nie będę bawił się w nowelistę i wnikał w struktury kolejnych dubów zawartych na tym krążku, gdyż mogłoby się zakończyć moim mocno podkrążonym okiem i zapchaniem mysql Digginu. Powiem tylko, że nieopatrzne ominięcie tej pozycji byłoby wielkim uszczerbkiem w życiowych doświadczeniach, każdego szanującego muzykę i brzmienie człowieka tego świata. Młodzieży, szukać tej pozycji koniecznie...
yac
www.textone.org
http://diggin.pl
