MIRT "Most"
LP '2009
Cat Sun/Nefryt
Czas napisać słów kilka i uporządkować moje emocje, które towarzyszyły i nadal towarzyszą wydaniu winylowej edycji mini albumu „Most”, jednego z najbardziej kreatywnych polskich artystów, niepoprawnego marzyciela i idealisty Mirta. Album ukazał się pod koniec września, mamy początek roku i… No właśnie, i co? Nic, wielkie niezasłużone NIC. Zastanawiam się dlaczego tak się dzieje… Dlaczego taka płyta przechodzi bez echa… Może ludzie już nie kupują winyli, może są za drogie, a może po prostu nie ma już zapotrzebowania na głęboką, wewnętrzną emanację dziennych snów? Nie wiem… Tak czy inaczej muzyka, która została pierwotnie wydana przez Nefryt na 3 calowym CDR doczekała się w końca realizacji w formacie, na który naprawdę zasługuje. Mirt włożył w jej wydanie (płyta ukazała się w reaktywowanej mirtowej Cat Sun) wiele pracy, o nakładach finansowych już nawet nie wspomnę. Pierwsza superlimitowana edycja, której jestem szczęśliwym posiadaczem prezentuje się wręcz fenomenalnie. Ręcznie malowana płócienna oprawa, bonusowy CDR z dwoma dodatkowymi utworami powstałymi podczas sesji „Mostu”. Miód malina. Normalna edycja też jest limitowana, do 225, bardzo pięknych wyglądających egzemplarzy. Jak na Polskę, to ewenement, bo kto poza Obuhem porywa się jeszcze na wydawanie płyt analogowych w tzw „scenie postindustrialnej”? Obawiam się, że nikt. Sama muzyka zaś…
Dla tych co nie wiedzą, muzyka zawarta na tym wydawnictwie to owoc nagrań terenowych zarejestrowanych swego czasu przez Mirta na nieczynnym moście kolejowym na Odrze i w jego okolicach. Całość została podzielona na dwie ponad dziesięciominutowe kompozycje. Uwielbiam te utwory. By je zrozumieć należy wytworzyć sobie swój mały wewnętrzny azyl, schronienie, do którego można się udać z słuchawkami na uszach, by podczas podróży mogły towarzyszyć nam wyżej wspomniane dźwięki (nie sądzę aby ktoś miał problem ze znalezieniem Mostu w formacie mp3) a po powrocie do rzeczywistości, bogatsi o wspomnienia odpalić adapter i położyć na talerzu edycję winylową. Dźwięki wykreowane przez Mirta przepojone są głęboką nostalgią i melancholią.. Odgłosy natury okraszone elektroakustycznymi impresjami i zapadającymi głęboko w duszy zamyślonymi, minimalistycznymi melodiami. Jest bezpiecznie i spokojnie… Wiosennie i bezludnie…
Nie muszę chyba dodawać, że gorąco zachęcam do kupna tej perełki. Nawet jeśli ktoś nie ma gramofonu, choćby dlatego aby od czasu do czasu wziąć płytę do ręki, popatrzeć na okładkę, wyjąć krążek z koperty i odłożyć z powrotem. Dla tych, krótkich, ulotnych magicznych chwil, których tak mało jest w tym zabieganym życiu, by za kilka lat gdy o „Moście” mało kto będzie już pamiętać przypominać sobie to co się działo, gdy przesyłka z „Mostem” do was dotarła i co myśleliście biorąc go pierwszy raz do ręki. Także, choćby dlatego, żeby wesprzeć nietuzinkowego artystę i opowiedzieć się po tej jaśniejszej stronie muzyki.
Reasumując, „Most” to najwyższa klasa refleksyjnych, płynących brzmień, najwyższa jakość wydawnicza oraz wehikuł czasu i przestrzeni. Tylko dwieście ileś osób ma szansę na to, by doświadczyć tego samego co ja. Radzę byście nie zaprzepaścili swej szansy na zakosztowanie namacalnego, nie boję się użyć tego słowa, mistycyzmu.
Tomasz Borowski
www.catsun.monotyperecords.com
(Apostazja '4)
