Apostazja -amgazyn muzyczny

move.jpg - 10589 Bytes



MOVE D+BENJAMIN BRUNN "Let's call it a day"
CD '2006 [75:49]
Binemusic [BINE 011CD]

Na odchodne rok dwa tysiące sześć wyciągnął nam zza pazuchy jeszcze jedną fonograficzną perełkę, wydaną w Binemusic kolaboracyjną płytkę tandemu BRUNN+MOVE D. Obaj panowie tworzą bardzo inspirujący duet producencki. MOVE D (jego mama zna go bardziej jako Davida Moufang) to założyciel historycznej już oficyny Source, niezwykle aktywny (drugą albo i nawet trzecią już dekadę z resztą) muzyk i producent, prócz działalności solowej znany z takich projektów jak choćby Conjoint, Deep Space Network czy Studio Pankow. BENJAMIN BRUNN to w moim mniemaniu jeden z najciekawszych producentów młodszej daty na przestrzeni ostatnich lat. Autor arcyciekawego albumu "Koenig und Drache", fan modularnych, wirtualnych synthów, bardzo intuicyjny i oryginalny w brzmieniu twórca. Chłopaki już jakiś czas temu przypadli sobie artystycznie do gustu, nieraz spinając swój hardware na wspólnych występach festiwalowych. Nic więc dziwnego, że ostatecznie Benjamin zlądował w Heidelbergu w należącym do Davida studiu Resource, by przekuć doświadczenie koncertowe w trwalszy od pamięci koncertowych widzów zapis. Sesja owa miała dość artystyczny charakter. Panowie zamknęli się w studiu, zacierając granicę między dniem a nocą, tworzyli materiał praktycznie nie przerywając prac nad nim. Ponoć, gdy jeden z nich wymiękał w walce ze snem, drugi wstawał i kontynuował jego pracę. Sporo więc było w tym improwizacji, co bardzo na tym albumie słychać. Składające się nań tracki to w większości kilkunastominutowe, rozkręcające się powoli kompozycje (nie ma jednak obaw - długość tracków absolutnie nie grozi znudzeniem, raczej naprawdę niezłym audiotripem). Dźwięczą w nich charakterystyczne dla Brunna, miękkie, modulowane syntezatorowe akordy i operujące na obniżonych częstotliwościach mikrorytmiki. Move D jednak ten sound znacznie pogłębił, rozlewając go w pogłosach, co czasem przypomina mi oldskulowe brzmienie organicznych ambientów z lat 90 w stylu Higher Intelligence Agency czy Another Fine Day (patrz rewelacyjny 'Magnetically Levitated Train" czy track tytułowy). Dzięki temu zderzeniu nieprzeciętnych muzycznych osobowości i specyficznej atmosferze nagrań, udało się stworzyć naprawdę wyjątkowo brzmiący album, który, gdyby pojawił się może nieco wcześniej, miałby spore szanse wedrzeć się do mojego ścisłego topu za zeszły rok.

yac


http://diggin.pl
www.binemusic.com