MULTIPOINT INJECTOR
"Chargesheimer 1924_1971"
CDr '2007 [46:37]
Mizantrophy
MULTIPOINT INJECTOR (swoją drogą, bardzo mi się podoba ta nazwa) bardzo umiejętnie omamia słuchacza i wciąga go w swoją niezbyt optymistycznie wyglądającą muzyczną wizję świata. Na początku można jeszcze wyczuć pewne ciepło, dojrzeć błękitne przebłyski na ciemnym niebie - wszystko to za sprawą sampli z "Apocalypto" użytych w pierwszym utworze zatytułowanym "Kalm". Nie brzmią one bynajmniej wesoło czy radośnie, ale przynajmniej reprezentują tu "czynnik ludzki", który jednak stopniowo, delikatnie lecz bezlitośnie zostaje ze wszystkich stron otoczony szarą mgłą, w której brakuje tlenu. Coś mniej więcej takiego stoi mi przed oczami kiedy słyszę muzykę MULTIPOINT INJECTOR.
"Chargesheimer 1924_1971" jest albumem poświęconym niemieckiemu plastykowi i fotografowi Karlowi-Heinzowi Hargesheimerowi. Poszukałem sobie jego prac na necie i faktycznie, pomimo oszczędnej formy robią wrażenie. I w tym miejscu zaryzykowałbym twierdzenie, że muzyka tego projektu ma dość podobny charakter co prace niemieckiego artysty. Podobna skromność użytych środków, brak tanich i efekciarskich chwytów, tylko konsekwentna budowa wzbudzającego pewien podskórny niepokój nastroju. Mamy tu niezbyt inwazyjne, hipnotyczne drony, zapętlone hałasy, trochę sampli. Melodii - oprócz wspomnianych na początku fragmentów "Apocalypto" - właściwie nie stwierdzono. Owszem, zdarzają się czasem jaśniejsze fragmenty, jak świetnie brzmiące "buczenia" w przedostatnim "Hargesheimer 1924", ale całościowo są one przytłoczone przez szarą mgłę. Czasem słychać nawet echa ludzkich głosów, ale to również raczej na zasadzie reminiscencji z przeszłości. Czegoś co BYŁO w innym czasie, w innym wymiarze. W jednym z utworów słychać też męski głos, przy którym jednak HAL 9000 z "2001" brzmi ciepło niczym katechetka ze szkółki niedzielnej. Poza tym rządzą monotonne loopy, bezduszne drony i ogólny brak światła. Pomimo raczej niskiego stopnia "straszności" po przesłuchaniu "Chargesheimera" muszę natychmiast zapuścić coś z organicznego ambientu aby wyrównać nastroje. To duża sztuka wytworzyć taki klimat tak skromnymi i nie oklepanymi środkami. Minimalistyczna ale dobra rzecz.
Stark
www.mizantrophy.com
(Apostazja '4)
