Apostazja -amgazyn muzyczny



nd7.jpg - 103907 Bytes

Noise Devastation vol.7 – Relacja


Zaczęło się od zalania laptopa Panic Bedroom piwem. Szczęście w nieszczęściu: komputer był odpowiedzialny jedynie za wizualizacje, które koniec końców udało się odpalić i zespół mógł zacząć koncert. Wrocławsko-radomski duet zaprezentował około półgodzinnego seta w klimatach rytmicznego industrialu, udekorowanego przesterowanymi wokalami oraz żelastwem własnej roboty, wzbogacającym brzmienie laptopowych struktur dźwiękowych. Wizualizacje przedstawiające bombardowania i wojnę, ocierały się o sztampę, podobnie jak wplecione teutońskie pieśni. Jak na drugi występ całkiem-całkiem, może koncert w Poznaniu wniesie coś nowego (tym bardziej, że Panic Bedroom zaprezentuje się jako trio). Parę dni wcześniej dostałem wiadomość, że z line-up’u odpadnie C-Drik, na którego obecność szczerze liczyłem, cóż – wypadki się zdarzają – trzeba sobie z takimi sytuacjami jakoś radzić. Zamiast queer-noise’owca przyjechał kielecki duet Eyecons, którego członkowie nieraz już gościli we Wrocławiu ze swoimi solowymi projektami (The Sleep Sessions i Rez Epo). Chłopaki do gry używali jedynie mikserów, postawili więc na sprzętowy minimalizm, natomiast to, co osiągnęli zostało przez niektórych okrzyknięte występem numer jeden. Głośny, pełen zmian temp i barw dźwiękowych koncert był naprawdę świetny. Eyecons jest projektem naprawdę godnym polecenia.

Mindfuckingboy, projekt z Singapuru, rozłożył swój występ na dwie części, co spowodowane było uszkodzeniem adaptera, odpowiadającego za zasilanie. Szczerze mówiąc posłuchałem koncertu przez kilka minut i wymiękłem, dawno nie słyszałem czegoś tak głośnego. Brzmiało to jak narastające piekło, nawarstwiające się ściany dźwięku, kończące się… ciszą. Potem cisza nie była już zaplanowana, gdyż padł wspomniany adapter. Druga część koncertu odbyła się, kiedy wszyscy inni skończyli grać. W ruch poszedł metalowy zlew i rura PCV, oba elementy rozniesione po sali przez publikę. Wyszły więc dwa krótkie sety, aczkolwiek bardzo energetyczne.

Po pierwszym secie Mindfuckingboya zainstalował się Gokkun – szalony Bułgar, który gościł już we Wrocławiu w kwietniu, podczas trasy z Kylie Minoise. Jego występy rzadko przekraczają 10 minut, tak było i tym razem. Pokombinowany harsh trans noise zagrany na podłodze, zakończony obrażeniami głowy i amokiem Martina. Naprawdę imponujący występ.

Schloss Tegal zaskoczył wiele osób, szczególnie tych, które pamiętały jego występ na trzeciej edycji Noise Devastation, kiedy to hałas był tak wielki, że sypał się tynk z sufitu, a ściany drżały. Tym razem przyszło nam odkryć niejako powrót do ambientowej przeszłości Richarda Schneidera. Powolne, transowe smugi dźwięku nachodziły na siebie, tworząc soniczny kolaż wzmacniany niekiedy przemysłowymi dźwiękami, które stanowiły jednak ułamek ogólnego konceptu. Tak więc nowa płyta Schloss Tegal, będzie bliższa „Oranur III” niż „Myth of Meat”.

Całość wypadła bardzo dobrze, dopisali ludzie, a i after ciągnął się do wczesnych godzin porannych. Singapurczycy bardzo wylewnie dziękowali za koncert, oświadczając, że na pewno chcą wrócić do CRK i że zrobią to wraz z C-Drik, prezentując ich wspólny projekt, także siódma edycja, choć ostatnia w tym roku, na pewno nie będzie ostatnią w ogóle. Trzymajcie rękę na pulsie. / golem



www.myspace.com/noisedevastation