
OSCILLATING INNARDS "Cancerite”
CD'r '2004 [IR001]
Iatrogenesis Records
Z pewną nieśmiałością sięgnąłem po ten materiał mając już na koncie odsłuch kilku splitów (np. z Pedestrian Deposit czy The Cherry Point) które pomimo, że miłe dla ucha nie przykuły na dłużej mojej uwagi. Jednakże pokładając niewinną i szczerą ufność w rekomendacje zasłużonych maniaków hałasu zdecydowałem się zbadać sprawę i jak się okazuje, krążek zdecydowanie wart jest głębszej eksploracji.
Na przywitanie dostajemy odgłosy gruźliczego kaszlu (czyżby szacowny grajek?) przechodzące efektywnie w energetyczne erupcje przyjemnego dla ucha harsz nojsu przetykanego cichszymi fragmentami, gdzie ściana przewalających się płynnie hałasów ustępuje rewerbowanym manipulacjom gdzieś w tle. Utwór jest niezwykle zwięzły co może być równie dobrze wadą jak i zaletą – z jednej strony świetne wrażenie robi mnogość patentów wyplutych przez głośniki w tak krótkim czasie, a ich dogłębne rozpoznanie zajmie pewnie każdemu przynajmniej kilkanaście odsłuchań, co równocześnie może nieco odrzucić wielbicieli misternie budowanej, narastającej, transowej harsz-ściany. Jakkolwiek by na to nie nadstawiać bębenków usznych utworowi trudno odmówić energetycznej, sonicznej wytryskowości, tłumionej może nieco przez dużą koncentrację na technice hałasowania i selektywności brzmienia – lewy i prawy kanał są w praktyce skomponowane osobno, niekiedy tylko dzieląc wspólnie poszczególne dźwięki.
Pewnym zaskoczeniem jest dosyć długaśny utwór numer dwa, gdzie dźwiękowe eksplozje zastąpiono zmagającymi się z ciszą stłumionymi samplami i hałasami – rozmowy, odgłosy syren, drony. Jak na mój gust, trzynaście minut takiego wyciszonego kontrastu to ciut za dużo, zwłaszcza, że utwór kolejny, już „tylko” pięciominutowy, został stworzony na podobnej zasadzie – przyciszony ambient i trochę perkusyjnych sampli, które brutalnie miażdży kolejny, krótki, harszowy trak zakończony znów przyciszonym eksperymentem. Piąty i ostatni utwór rozpoczynają nieszczególnie mocno preparowane sample odgłosów wody przeistaczające się w nieco statyczny hałas, ustępujący po chwili dosyć poplątanej mieszance głośniejszych i cichszych nojsowych fragmentów, przerywanych samplami dochodzących gdzieś z tła pogłosów rozmów i innych przykuwających uwagę dźwięków. Całość jest płynna i różnorodna, co jak już wspominałem, dla jednych będzie atutem, dla innych kombinowaniem na siłę – mamy tu nojs, eksperyment, ambient, gdzie fragmenty przyciszone przeistaczają się w charczące ściany, te znów przechodzą w gładki i miły dla ucha, niemal melodyjny, nostalgiczny fragment końcowy.
Duże znaczenie w odbiorze tego materiału będzie miał indywidualny gust, a także wnikliwość odsłuchu - jednych ten materiał zapewne podnieci do granic wytrzymałości, innych pozostawi z pustką w głowie, jeszcze inni zatrybią po którymśtam odsłuchaniu i albo rzucą tym w kąt albo zaczną usilnie czcić. Mi osobiście brakuje tutaj pewnego rytmu, transowej, ewoluującej powtarzalności, którą bardzo lubię w takim graniu, a długaśne, przyciszone fragmenty w moim odczuciu zbytnio wyhamowują energetyczność całego dziełka. Rzecz do subiektywnej oceny – natomiast wiem na pewno, że materiał powałkuję jeszcze wielokrotnie – zbyt dużo tu pomysłów i smaczków, żeby to najzwyczajniej olać.
Acha – jeżeli nie słuchacie muzyki (tak, ten nojs to akurat muzyka i to pełną gębą) głośno i na względnie mocnym i dobrym sprzęcie, to rekomenduję raczej odsłuch na dobrych, dużych słuchawkach – zwłaszcza, jeżeli macie odruch przyciszania co głośniejszych fragmentów (zapewne, ze względu na możliwą agresję współdomowników, hehe), co może zniweczyć skuteczny odsłuch cichszych, acz ciekawych, czasem niemal niesłyszalnych motywów.
Przemysław z Koźla
(Apostazja '4)
