Apostazja -amgazyn muzyczny

oos.jpg - 11539 Bytes



OUTOFSIGHT "Vodka Likes Smoke (The Damned Poets)"
CD '2007
Rage In Eden [RAGE51]

Godzina trzecia nad ranem. Brniesz przez miasto – nieważne, czy w deszczu, śniegu, czy przy pełni księżyca. Tak naprawdę nie brniesz – idziesz jak MUR. Każda komórka twojego ciała pragnie iść w inną stronę. Kłócisz się ze sobą, aż w końcu komórki uzyskują consensus: Cel wreszcie osiągnięty – całodobowy sklep monopolowy. Po powrocie do domu i po słusznej utracie przytomności po tak ogromnych butlach trunku, budzisz się w południe (z potwornym światłowstętem, bo przecież zapomniałeś zasłonić okna). Już, patrząc na zegarek, wiesz, że ulubiona knajpa otwarta. Zwlekając się z łóżka, tniesz tam na oślep; nie przeszkadzają nawet poalkoholowe lęki. Roześmiane towarzystwo, barman, dym papierosowy… no i nieodłączna kochanka – gorzałka. Drżącą dłonią ujmujesz pierwszy i bynajmniej nie ostatni kufel piwa. Jest lepiej – myśl staje się lotna, a troski gdzieś umykają. Nie ma pieniędzy? Panie Janku, zapisz pan na zeszyt! Tańczysz, choćby i „po nocy kres”. Nagle nachodzi smutek, przeplatany filozoficznymi albo pseudo-filozoficznymi rozważaniami natury ściśle egzystencjalnej. Pan Janek już nie tak chętnie zapisuje „na zeszyt” kolejne kolejki, jednak jeszcze dajesz radę; w końcu jesteś mistrzem manipulacji. W półśnie wracasz do domu. Kanapa czeka. Stawiasz u wezgłowia butelkę i tracisz przytomność… Po to tylko, by o trzeciej nad ranem powtórzył się schemat.

Płyta OUTOFSIGHT takie właśnie emocje i wspomnienia (a także przewidywania) we mnie wyzwala. Jest bardzo rytmicznie i niby „na wesoło”, jednak, jak moja Żona zauważyła i lubi to często powtarzać, jest też „drugie dno”. Pod tą „wesołością” jest straszliwa rozpacz, żeby nie rzec: lęk. Tomku (Twórco OUTOFSIGHT), gdzieś Ty nabrał takiego doświadczenia? Cóż takiego zmusiło Cię do wyplucia akurat takich emocji? Pewnie to samo, co mnie zmusza… Wracając do muzyki – najbardziej lubię utwór „Drink or Die” i to nie ze względu na tytuł, natomiast całokształt jest niezmiernie zróżnicowany, pozbawiony monotonii i, jak już wspomniałem – rytmiczny. To są w zasadzie „piosenki”. Jest trochę sampli, cytatów z poetów wyklętych (Hłasko, Stachura… no i ten, co pan wiesz, tylko mi z głowy wyszło)… Rozpacz, alkoholowa rozpacz kogoś, kto nie wie i nie chce nawet wiedzieć, jak wygląda „normalne” życie. Liczy się chwila. Byle zapomnieć, byle się napić, byle „potańczyć"... Tak, wódka lubi dym, i to jeszcze jak!

Życzę niezatracenia.

I życzę zatracenia się w muzyce, która mówi do człowieka. Bo może muzyka służy nie tylko do słuchania.

Tanssimaan




„Raz, dwa, raz dwa trzy, pięć, sześć, siedem, osiem....”

„Babcia stała na balkonie, dołem dziadek defilował, gdy go raz ujrzała, nieomal zemdlała, skrapiać trzeba było skronie...”

Niebywała konsekwencja w konstruowaniu muzycznego przesłania. Dobre, radosne czasy poszły na wagary. I zaginęły w akcji. Listy gończe ani inne siajeje nie dały rady. „To se ne wrati, pane Hawranek". Jedyne, co pozostało, to bełkotliwe rzężenia już i jeszcze załatwionych współbraci, szczęściem promieniejących z powodu zaistnienia sklepów, ogólnie nazywanych całodobowymi, tak, jak gdyby ludzkość pragnęła niezmiernie przez całą dobę kupować ścierki do wycierania naczyń albo fosforyzujące krucyfiksy. W pijanym omamieniu mężczyzn, rozpaczy, tęsknoty za tym, co niemożliwe i nijak nieosiągalne, promienieje wspomnienie twarzy jednej z najpiękniejszych kobiet swoich czasów. Prawie symbolu tamtych festiwali; nienagannie ubranej, nienagannie zachowującej maniery i na dodatek – mającej męża o estymie międzynarodowej, ze swoim szlacheckim, dziwnym „r”.

„Tak pragnę się obudzić obok nienagannej kobiety, panny, madonny, legendy tych lat... Ale obok mojego łóżka stoi, albo i nie, nocnik, w który rzygam, albo szczę, wedle woli. Zapluta kobieta, o której nie wiem nawet, ilu ją miało, kaszle w kuchni, wypluwając resztę wczorajszego dnia do zlewu”.

„Panie Zdzisiu, cztery piwa...”

Jeżeli ktoś chce przy tej płycie hołubce wywijać i zaśpiewy słowiańsko-żałosne czynić, jego wola. Nie radzę. Ja tam płaczę. Łkam, oglądając stare fotografie ze świata, który nie do mnie należał i nigdy należeć nie będzie, a który znam z fotografii rodzinnego albumu. Mając jednocześnie świadomość, że to tylko fotografia, kadr z czyjegoś, pewnie niespecjalnie szczęśliwego, życia. Płyta rewelacyjna, niezwykle rozważnie, niemal „na zimno” i z wielką siłą prowadząca słuchaczy pod mur. Pod tym murem, kto tam chce, może znaleźć kartkę z instrukcją na życie. Dla każdego tekst na tej kartce jest inny. Nie pytajcie, co odczytał wasz sąsiad. Skupcie się na tekście waszej kartki. Całość jest zamknięta w tekturze, na której widnieją stare zdjęcia w sepii. Sama radość życia. Na którąś z nich ktoś coś wylał: krew, pot, czy łzy?

Panie Zdzisiu, cztery piwa...

M.G.



http://outofsight.darknation.eu
www.waroffice.org
www.myspace.com/warofficepropaganda



(Apostazja '4)