Apostazja -amgazyn muzyczny



ooshdp2.jpg - 25749 Bytes




OUTOFSIGHT / HOTEL DE PRUSSE
"Forgotten Taste of the Province"
CD '2011
Rage In Eden

Kiedyś zastanawiałem się trochę, czy możemy mówić o swego rodzaju fenomenie OUTOFSIGHT. Oczywiście mam tu na myśli fenomen w skali mikro, dotyczący co najwyżej garstki ludzi w naszym kraju. Nie doszedłem jednak do żadnych konstruktywnych wniosków, choć i specjalnie długo głowy tym sobie nie zawracałem. Fakt faktem, że mówi się o tym projekcie u nas zwykle ciepło i ze swego rodzaju sympatią. Podobnie jak Krępulec, OUTOFSIGHT stawia na swojskie, przaśne klimaty, na otoczkę, która gdzie indziej mogłaby nie mieć racji bytu, albo nie spotkać się z takim zrozumieniem. Wódeczka, śledzik, opary dymu palonych seryjnie Klubowych unoszące się pod sufitem, pani Gienia za barem. Za młody jestem żeby to pamiętać, jak zresztą zapewne większość odbiorców tej muzyki, no ale najwyraźniej ciągnie młodzież do takich klimatów, stąd wszak niesłabnąca popularność "Rejsu", Hłaski czy kogo tam jeszcze.

Ja jestem jednak sceptykiem – obrana droga koncepcyjna to dopiero jedna strona medalu. Muzycznie jednak ten projekt nigdy do końca mnie nie satysfakcjonował – owszem, chwytliwości i przebojowości nie mogę mu odmówić, ale wszystko jest tu takie proste… Proste rytmy, proste melodie, proste struktury, zróżnicowanie jest tylko pozorne, bo w rzeczywistości większość utworów leci na jedno kopyto. Ja wiem, że w prostocie tkwi siła, ale tu akurat aż prosi się czasem o jakieś urozmaicenie, polegające na czymś więcej niźli tylko wrzuceniu paru sampli z "Balangi". To tyczy się zarówno poprzednich dokonań OUTOFSIGHT, jak i jego części na wydanym właśnie przez Rage In Eden splicie "Forgotten Taste of the Province". Fajne, wpadające w ucho, przymuszające do tupania nóżką, ale nie wywołujące – przynajmniej we mnie – głębszych wzruszeń. Dlatego bardziej podoba mi się część proponowana przez HOTEL DE PRUSSE.

Jako interludium parę słów o okładce – ta, delikatnie mówiąc, podstarzała prostytutka polująca zapewne na klientów wychodzących z dancingu w Cafe Telimena to do tej muzyki wybór wręcz perfekcyjny. Nie wyobrażam sobie tutaj innego obrazka – choć lepszy efekt wywołałoby chyba to samo, tyle że na surowo, bez photoshopowej obróbki. Tak czy owak, jest git.

HOTEL DE PRUSSE nie jest tak dynamiczny jak OUTOFSIGHT, ale proponuje za to nieco szerszy zakres klimatów – gitarowe brzdąkania a la Earth czy nawet Steve von Till (zachowując oczywiście wszelkie proporcje), nieco elektroniki, w jednym kawałku słyszę nawet jakieś triphopowe echa. A ogólnie segmenty na płycie, za które odpowiedzialny jest HOTEL DE PRUSSE są bardziej stonowane – tam gdzie OUTOFSIGHT galopuje jak szalony do przodu, HOTEL DE PRUSSE wstrzymuje konie. Dzięki temu projektowi uciekamy czasem z tej jadącej bimbrem rzeczywistości w klimaty bardziej senne. Dobrze się jedni z drugimi dopełniają, przez co płyta specjalnie nie nudzi… no dobra, w ogóle nie nudzi. To dobry materiał, na pewno odbiegający od sztampy, przez co wybijający się w naszym kraju.I na pewno znajdzie Zapomniany Smak Prowincji wielu sympatyków. Mnie też ten śledzik w miarę smakuje, ale następnym razem poprosiłbym o przyrządzenie go ociupinkę bardziej finezyjnie. Wóda może zostać.

Stark


www.outofsight.darknation.eu
www.waroffice.org


rec. ukazała się na:
www.santasangremagazine.wordpress.com