…TODAY, I'M DEAD "I Close My Eyes"
CD '2001 [44:09]
Slaughter Records [SPCD26]
…TODAY, I'M DEAD "Menstrual Gold"
CD '2002
Slaughter Records [SPCD32]
Nie bez kozery piszę obie recenzje jako jedną. …TODAY, I'M DEAD to projekt, który postanowił grać muzykę zainspirowaną Lille Roger. Myślę (mam nadzieję), że zainteresowani wiedzą, w czym rzecz. Udało mi się zdobyć (dzięki zaprzyjaźnionej Beast of Prey) dwie płyty tego projektu. I cóż my tu mamy? Ano, Panie i Panowie, mamy tu klasyczny industrial. Klasyczny industrial rodem co prawda, z Włoch, jednak trącący Szwecją jak jasna cholera. I bardzo dobrze, bowiem takiego industrialu rzadko kiedy można w dzisiejszych czasach uświadczyć nie sięgając na przykład do płyt SPK, czy też, nie przymierzając, do LILLE ROGER. Mamy tu analogowe syntezatory, mamy taśmowe pętle i przesterowany wokal. Wszystko to brzmi, jakby było nagrane co najmniej w latach 80-tych. Na płycie "I Close My Eyes" spotykamy się naprawdę z industrialem tzw. starej szkoły. Nie słyszę tu bowiem żadnych komputerów, czy też innych cyfrowych wynalazków. Na "Menstrualnym złocie" za to, pojawia się czasami beat, który bynajmniej nie psuje całości, wręcz podkreśla przesłanie, jakie autor zawarł w tym albumie. A przesłanie brzmi: Moja wizja nadchodzącej przyszłości jest taka, iż gdybym miał dzieci, natychmiast poderżnąłbym im gardła. Skrajna izolacja, wyobcowanie i wiedza o współczesnym świecie… To wszystko daje się wyczuć w muzyce Włocha, który wybrał, jak najbardziej adekwatną nazwę dla swego projektu: …TODAY, I'M DEAD! (już sama nazwa kojarzy się z LILLE ROGER). Polecam jego płyty wszystkim, którzy lubią klasyczny, analogowy industrial i wszystkim, którzy mają wyobcowane, niestandardowe podejście do współczesnego świata.
J.W.

Slaughter Productions specjalizuje się w wpuszczaniu na ten milutki świat wszelakiej maści ciężkich płyt z nurtu death industrial lub power electronics, czego... TODAY, I'M DEAD jest najlepszym przykładem. Jednak w przeciwieństwie do recenzowanego gdzieś obok ATRAX MORGUE, projekt ów jest całkiem, całkiem słuchalny. Z wnętrza okładki spogląda na nas nagi, pozbawiony genitaliów pan (chirurgia plastyczna lub Photoshop czynią cuda w tych pięknych czasach, w których żyjemy), a autor zawartej na płycie muzyki specjalne podziękowania składa samemu sobie za to, że kolejny już raz toleruje i akceptuje samego siebie. No, nieźle. Co najważniejsze, czyli warstwa dźwiękowa "I close my eyes" to death industrial mocno inspirowany dokonaniami LILLE ROGER (dla niewtajemniczonych protoplasty BRIGHTER DEATH NOW), a także wczesnymi, bardziej surowymi i mniej hałaśliwymi propozycjami rzeczonego B. D. N. Mnie najbardziej podoba się na tym krążku utwór czwarty pod tytułem "We are love", gdzie w warstwy jak zawsze miłych memu sercu buczeń i szumów poutykane są sample z niemieckich audycji radiowych z czasów II wojny światowej, a na końcu kawałka dzielni wojacy intonują wzniosłymi głosami kolędę "Stille nacht... heilige nacht". Mamy więc Boże Narodzenie pełną gębą. Reszta materiału wypełniającego tą płytę to klasyka sonicznego terroryzmu, którą co niektórzy poznali już wcześniej dzięki wymienionym powyżej dzieciom guru Karmanika. Także nihil novi. Więcej już nic na temat "I Close My Eyes" nie napiszę, z tego względu, że wszystko na ten temat zostało już kiedyś powiedziane. No, wspomnę tylko, ze płytka ta mi się nawet podoba. Niezła jest, bo BRIGTER DEATH NOW rządzi.
Tomasz Borowski
www.slaughter-prods.org
