
1. NIEWOLNIK
Jestem niewolnikiem tego, kto dał imię memu ciału
I nadał kształt mojej plugawej duszy
Jestem niewolnikiem pieniędzy, co parzą dłonie
I zysków, i porażek
Śmiertelnego oddechu, co zgina mój kark
I spermy wibrującej w ciele
Ostrza, które rozetnie owoc
I ostrza, które poderżnie mi gardło i rozpruje pierś
Musisz mnie wykorzystać, bo mógłbym być
Jaki nie potrafiłem być nigdy
Musisz wykorzystać mój seks
I zacisnąć swój sznur na mojej białej szyi
Jestem niewolnikiem matki wszystkich świń
I ojca mych wszystkich rozpaczy
Woli która wymazuje wszystkie moje żale
I swego dzieciństwa, i skrywanych lęków
Jestem niewolnikiem światła, co nadaje twarz słabości
I swoich upadłych królestw
Jestem niewolnikiem soli i wiatru, które wypalą me bogactwo i mój trąd
2. BĘKARCI ANIOŁ
Krępujące patrzeć jak machasz flagą
Jak próbujesz nadać sobie rytm
Poprawiasz przekrzywiony kołnierzyk
Wyciskasz go z krwi wprost na kutasa
Lubiłbyś to ale to nie pomaga
Próbujesz obarczyć mnie winą za to, że nigdy,
Nigdy nie miałeś tożsamości
Jasno określona, wygodna seksualność klasy średniej
Całe ubrania to gówno, wszystkie ideały to gówno
Miłość i ten naród zakuły nas w łańcuchy
Dla krwi i spermy
Bękarci anioł zabierze mnie z dala od tłustego brzuszyska boga
Będzie wyborowym strzelcem i trafi w mą słabą pierś
Bękarci anioł wyliże mi ranę, gdy twoje dłonie porzucą mnie krwawiącego na podłodze
Przejdź się wokół mej zmiażdżonej czaszki
Przejdź się wokół mej odebranej siły
Nie chcę umierać więc cię widzę
Ciało rozbite, pierś otwarta
Właściwa droga to kłamstwo kryminalistów i intelektualistów
Miłość nie da życia dzieciom, których nigdy nie mieliśmy
Miłość nie da życia dziełu, które nas pogrzebie
Dysydentów, namiętnych kochanków
I ułożonych, dumnych żołnierzy
Nie pytaj już o nic, nie mam pamięci, nigdy nie miałem…
Zostawisz mnie krwawiącego na podłodze…
3. SPACERUJĘ PO CIENKIEJ LINIE
Poprzez twoje ciało odkryję lekarstwo
Które znieczuli moje istnienie
Przez uduszenie wybłagam, by bluźnierstwo było wyzwoleniem
Jestem twoim łaskawym kochankiem-idiotą
I okrutnym, ślepym, samolubnym tyranem
Dominujesz nade mną swym blaskiem
Kłaniasz się mojej mściwości swą drażniącą miłością
Spaceruję po cienkiej linie
Tej stworzonej z naszej ofiary
Ofiary z pustki i żądzy
Spaceruję po cienkiej linie
Tej stworzonej z naszej ofiary
Ofiary z cierni, spermy i występku
Zawdzięczam ci coś: całe życie
Moje poranione, wilgotne ciało
Mą bezużyteczną łaskawość pośród złudzeń
Będę wiecznym między niszczycielami
Będę czasem gdy ofiaruję ci coś
Co nie będzie jedynie spermą i pieniędzmi
Podpisz tę martwą linię na mym ciele
Gdy wysysam nektar końca
Spaceruję po cienkiej linie
6. JEZUS UMARŁ W LAS VEGAS
Myślisz, że go kochasz tak samo, jak inni?
Nawet jeśli straciłby wszystko, całą wiarę także
Dałbyś mu swoją krew i całą resztę tej popieprzonej korony?
I wszystkie twoje łachmany kupione za jednego dolara?
Poprosisz faceta, by podążył za tobą
I służył ci, byś mógł odziedziczyć jego krainy,
I jego ojczyznę i tych, którzy cię pokochają
Jednak tani prześmiewcy i takież dziwki sprawią,
Że podążysz za nimi; poczekają jednak
Na nagrodę lepszą niż twoja tożsamość.
Jezus umarł w Las Vegas, a tam światła mają smak
Jego krwi, bólu i żalu
Jezus umarł w Las Vegas, i umarł z całą arogancją
Kogoś, kto czuł się kochany i zdradzony
W obskurnym motelu
Zdradziłeś swych przyjaciół
Ożeniłeś się też z dziwką za kilka dolarów
I za cygaro; ślub w jeden dzień, trzy gwoździe
Wystarczą, żeby być historią
Jeśli ktoś to akceptuje i w to wierzy
Ktoś tam pójdzie, opuści swe flagi
I zostawi swych królów, w sandałach albo w Cadillacu
Będziesz znał swoje miejsce, ale oni zapomną o tobie
A ty nawet nie wiesz, jak łatwo jest zastąpić boga
Jezus umarł w Las Vegas, a tam światła mają
Smak jego krwi, bólu i żalu
Jezus umarł w Las Vegas i zrobił to z arogancją
Kogoś, kto czuje się kochany i zdradzany
Nic nie jest bardziej zaraźliwe od grzechu.
7. ŻEGLUJĄCY
Bądź dla mnie okrutny,
Ukaż mi siłę i doskonałość władzy
Nie pozwól, by moje serce stało się ofiarą
Ofiara i kat mają tę samą doskonałą rolę
Jedno z nas w drugim, jedno na drugim
Bestia odciska pieczęć na moim ciele
Anioł uderza w pierś złotymi strzałami
Pełznę ulicami zanim wykorzystasz moje udręczone ciało
Zanim złożysz ofiarę na fiołkowych drzwiach
Twoje nasienie jak z kości słoniowej ożywia naszą ostatnią cielesną bitwę
I zdobywa ten tron zbudowany z ciała i fascynacji
Z wolna żegluję aż twoje najgorsze pragnienia zegną mój kark
Poczekaj na sztorm by poddać się
Mej dumnej plugawej miłości
Z wolna żegluję aż twoje najgorsze pragnienia zegną mój kark
Poczekaj bo najlepsze wspomnienia prędko umierają
Bądź czysty bez jednego słowa
Bez oddechu na mojej szyi
Znam twój sztylet i pójdę za nim
Bez ognistych pocałunków, co zdradziły mego Adonisa
I padnę do twoich stóp
Bawisz się moim dziewictwem
To będzie droga odkupienia i wynagrodzenia mego jedynego boga
Pełznę…
tłumaczenie: J.W.
