Apostazja -amgazyn muzyczny



aiws.jpg - 15438 Bytes


TROUM "Aiws"
CD '2007 [49:31]
Transgredient (TR-05)

Od kilku godzin znajduję się w rzeczywistości alternatywnej, w świecie „Aiws” stworzonym na użytek wrażliwych dusz przez czarnoksiężników kontemplacyjnego, świadomego śnienia - TROUM. To pierwszy pełen, autorski album TROUM od czasów trzeciej części „Tjukurrpy” wydanej w 2003 roku.

Mam tą przyjemność, być cały czas na bieżąco z muzyką tego projektu. Zachwycałem się albumem „Shutun” nagranym wraz z ALL SIDES, kolaboracją z francuskim eksperymentatorem Christianem Renou oraz przepiękną, niesamowicie delikatną płytą, stworzoną z Martinem Batesem (wokalistą EYLESS IN GAZA). Niejako „po drodze” rozkoszowałem się winylami i kompaktowymi reedycjami starszych wydawnictw. Przyznam jednak, że czekałem z utęsknieniem na „właściwą” płytę TROUM. I wreszcie jest! Jest, jest, mili państwo! Nie tylko w katalogach wysyłkowych, ale również w moim odtwarzaczu!

Gdy kilka lat temu przeprowadzałem wywiad z TROUM dla trzeciego, papierowego numeru naszego magazynu, Stefan mówił mi, że ten album będzie zawierał najbardziej emocjonalne ścieżki, jakie kiedykolwiek skomponowali. Nie zmienił on zdania do dziś. „Aiws” tak jest właśnie reklamowany. Jako najbardziej emocjonalny i głęboki album nagrany kiedykolwiek przez ten zespół. Album dedykowany dla wieczności. Prace nad nim trwały bardzo długo. Długie cztery lata. Czy warto było tyle czekać? Podobne pytanie zadaje sobie zapewne wielu fanów TROUM. Spieszę zatem z odpowiedzią. Krótkie, proste: TAK! Po stokroć, TAK!!!

O podobnym poziomie, który reprezentuje „Aiws” domorośli „komputerowi twórcy” (cudzysłów nieprzypadkowy) wszelakiej maści ambientu mogą sobie tylko pomarzyć. Nie mają szans na to by osiągnąć to, co osiągnął TROUM na swym najnowszym wydawnictwie. Ten zespół jest jedyny, specyficzny i wyjątkowy. Nie mam, co do tego najmniejszych wątpliwości. Muzycy cały materiał nagrali bez JAKIEGOKOLWIEK użycia komputerów, samplerów, czy syntezatorów. Dźwięki mają swe źródło w takich instrumentach jak: gitara elektryczna, akustyczna i basowa, akordeon, flet czy instrumenty smyczkowe. Tu i ówdzie można usłyszeć również szepcząco / zawodzący ludzki głos. Jakieś pytania? Czy ktoś inny potrafi stworzyć melancholijny dark drone ambient przy użyciu takiego instrumentarium? Jest tylko jeden znany mi projekt: OPION SOMNIUM z USA, (który szczerze polecam), ale TROUM są pionierami, którzy przecierają szlak swą niebywałą kreatywnością.

Na jednej z telewizyjnych reklam możemy usłyszeć: „prawie robi wielką różnicę”. Wierzę, że czytelnicy tej recenzji rozumieją moją prostą aluzję. Dodam jeszcze tylko, że jeśli ktoś chciałbym posłuchać transowego, esencjonalnego, dark ambientu, przesyconego na wskroś wizjami dzienno/popołudniowego snu na jawie, to powinien sięgnąć po ten krążek. Czy warto zawracać sobie głowę dziesiątkami marnych klonów, gdy można posłuchać oryginału najwyższej jakości? Taki właśnie jest TROUM. Jedyny i niepowtarzalny. I przede wszystkim pełen chirurgicznej precyzji w docieraniu do tych najbardziej wrażliwych części dusz swoich odbiorców. Tu jest życie. Tu jest szczerość. Tu jest energia. Jest także zapomnienie. I medytacja… a w końcu droga do odkrycia siebie.

Na koniec dodam, że TROUM będzie promował w Polsce ten album podczas nadchodzącej, październikowej trasy koncertowej. Jeśli ktoś uważa się za fana dark ambientu, nie powinno go zabraknąć na którymś z koncertów. Nie muszę chyba dodawać, że warto mieć „Aiws” na oryginale. Oszałamiający, sześciopanelowy digipack i nade wszystko uderzająco piękna muzyka.

Tomasz Borowski


www.myspace.com/troum
www.troum.com
www.dronerecords.com



(Apostazja '4)