Apostazja -amgazyn muzyczny

vita.jpg - 5753 Bytes



VITA "Daydream"
12" 2007
Kindisch

Wyznam bez katuszy, że po berlińskiej metamorfozie Stavostranda niemal postawiłem krzyżyk na jego twórczości. Zamiana inspiracji ze skandynawskich białych nocy tudzież czarnych dni na strobo berlińskich klubów w nie tylko moim mniemamniu nie wyszła Szwedowi na dobre i ze względu na panującą na rewirze sporą konkurencję w temacie zepchnęła go do co najwyżej d...rugiej Bundesligi minimalnych smagaczy. Tym samym ucierpiało również moje zaufanie do muzyki Mikaela i miast z wypiekiem na licu oczekiwać nowych wydawnictw, jąłem duzo chętniej wygładzać zmarszczki w sentymentalnych wycieczkach w starą dobrą nutę sygnowaną brandem Force Inc czy Mitek (a cóż mają dopiero powiedzieć darkowcy, którzy drugą już dekadę obgryzają czarny lakier z paznokci w nadziei, że Mikael zreanimuje Archon Satani).

Czas leczy rany, jak mawiają postacie z życiową blizną. Pogodziłem się więc z ową sytuacją, gdy nagle Mikael stanął mi w drzwiach z nowym materiałem Vita, niczym dawno uznany za zmarłego ziomek z podwórka. Projekt Vita miał niegdyś być bardziej zorientowaną na lud inkarnacją Szweda, co przy jego obecnych polach działania zakrawa wręcz na ironię losu, gdyż po latach to Vita właśnie ukazuje subtelniejsze i bardziej osobiste oblicze Mikaela. Oczywiście o powrocie do lekko pykającej stopy i klikających plecionek z czasów Force Inc. nie ma mowy. Stopa wali miarowo i solidnie na houseowy puls, a placek ten daje po twarzy zgoła z zupełnie innych powodów. Mianowicie Vita na dzień dzisiejszym jest artystycznym tandemem Mikaela z niejaką Eriką Alexandersson. Dziewuchą o jazzy głosie słodkim jak mleko w tubce. Nie zaglądałem im na zaplecze i nie wnikam, czy łączy ich coś poza kablem mikrofonowym, faktem jest jednak, że w tytułowym „Daydream” Erika śpiewa niemal tak jak śpiewałaby z pewnością na pierwszej randce moja małżonka (gdyby tylko talentem wokalnym została obdarzona przez los), podczas gdy Mikael przebiera paluszkami na gitarce akustycznej z emocją rycerza spod parapetu baśniowej kochanki. Mój ty panie Boże, tegom się po starym koniu nie spodziewał. Co prawda na drugiej stronie winyla para jakby kończy intymne audio mizdrzenie i wychodzi na parkiet potańczyć troche funky przy „Mare Mare”, lecz cóż z tego, skoro przy tym erotyczny nimb nie opuszcza tych postaci nawet na sekundę. Och, naprawdę jest słodko.... a przy okazji znów miał szansę objawić się nam perkusyjny talent Mikaela. Te roztańczone konga i przeszkadzaje na tle zniekształconego baslajnu robią na mnie naprawdę piorunujące wrażenie.

Huh... wraz z tym winylem w eter idzie zapowiedź kolejnych, a przede wszystkim także pełnego albumu duetu. Jeżeli zdołają oni zachować feeling debiutu można się spodziewać naprawdę pięknego wydawnictwa. Czy tak faktycznie będzie, czas nam pokaże, ale unrealeasy z myspace Vita jeszcze bardziej mnie utwierdzają w tej przepowiedni. Tymczasem nie posiadam się z radości z powodu udanej rezurekcji artystycznej Mikaela. Tak trzymać.


yac


www.myspace.com/kindisch
diggin.pl