ZA SIÓDMĄ GÓRĄ
"Rogalów – Piosenki ku pokrzepieniu serc"
CD/LP’ 2008 [40:56]
Obuh
Bezbronny jestem całkowicie wobec płyt takich jak ta. Zdarza się to nadzwyczaj rzadko, ale jednak. Niby wiem o czym mam napisać, ale jak? Jak ująć w słowa COŚ TAKIEGO i jednocześnie nie popłynąć w grafomanię, tani romantyzm czy też pseudo recenzencką paplaninę? No zobaczymy. Tak czy inaczej, po 12 latach od wydania debiutu Wojcek uraczył nas nową porcją dźwięków zza siódmej góry. Nie chcę się dublować i przytaczać cytatów z innych recenzji, fragmentów wywiadów czy też obuszej zapowiedzi „Rogalowa”, bo każdy kumaty zainteresowany może sobie to znaleźć w Internecie. Zatem do dzieła. RATUJ SIĘ KTO MOŻE!
Czaiłem się dość długo by wysłać forsę do Obuha, odkładałem w czasie zakup tego albumu, nie spieszyło mi się. Mam tak czasem. I nagle podczas przechadzki z Moniką po salonie Kolportera i wizycie w dziale muzycznym… Patrzę i oczom nie wierzę. Leży sobie rzeczony digipak, notabene obok debiutanckiego krążka dubstepowego BURIAL. A to ci niespodzianka. Kto by pomyślał! Monika kupiła mi „Rogalów” kilka dni później, ale to już inny odcinek tej bajki.
No i co my tu mamy? Płytę z gatunku fundamentalnych, pomoc naukową podczas kreowania swego własnego azylu, bilet do prywatnego, intymnego, spokojnego i pachnącego wiosennymi liśćmi miejsca, którego czary opiewa Wojcek w swych songach. Tak, mamy wszystko to o czym napisałem powyżej, a nawet więcej.
To muzyka bardzo staromodna, trudno znaleźć tu coś z czym na co dzień musimy obcować dzięki wszelkim pazernym bodźcom współczesnego świata. Pozwala ona odpocząć, zrelaksować się i nabrać dystansu. Nabieram sił dzięki tej muzyce, uśmiecham się do siebie i doceniam małą krainę, która jest wokół mnie. ZA SIÓDMĄ GÓRĄ to jedyny rodzimy zespół (poza ubóstwianym przeze mnie BRASIL AND THE GALLOWBROTHERS BAND), który ma tak dużo do zaoferowania i tak wiele wspólnego z tym co siedzi w mojej głowie i tym co pragnę znaleźć i odkryć w muzyce.
Wojcek wraz ze swą ekipą kreuje bardzo lokalny klimat, głównie dzięki niesamowicie baśniowo / wiejsko / folkowym tekstom (wszystkie są wydrukowane w grubej książeczce). Liryki stanowią niezaprzeczalny atut tego albumu, są niczym stare gawędy z miejsc, do których dziś tak trudno się dostać, miejsc, za którymi tak bardzo tęsknimy. I dają NADZIEJĘ. To najbardziej istotne. Szkoda jedynie, że zagraniczni odbiorcy nie znający polskiego nie będą mieli okazji do pełnej kontemplacji słów i muzyki połączonych w jedno.
Płyta ta jest wypełniona po same brzegi dziecięcą naiwnością, ciepłem, radością, pogodzeniem się ze światem, takim jakim jest i swoistą nostalgiczną refleksją wynikającą ze znalezienia swego własnego, bezpiecznego miejsca w życiu. A muzyka? Wystarczy wejść na www.obuh.com i posłuchać sampli (a potem napisać KONIECZNIE) do Wojcka i zamówić album na kompakcie lub przepięknie wydanym winylu. Z dziennikarskiego obowiązku (phi, ale napisał) wspomnę jedynie, że „Rogalów” to przepyszna sałatka składająca się z tak smacznych składników jak: hipisowskie tradycje psychodeliczne, stara (ale jara) elektronika, folk rock (choć rocka jest tu jak na lekarstwo), analogowa akustyczna wirtuozeria, szczypta jazzu też.
Nadmienię jeszcze, że „Piosenek ku pokrzepieniu serc” najlepiej słucha się za którymś „dziesiątym” czy „dwudziestym” razem. Gdy narosną wokół niego jakieś wspomnienia, coś pięknego się wydarzy, pójdziemy na kilka spacerów na łąkę czy do lasu z kimś dla nas ważnym, potem posłuchamy płyty. Coś się wydarzy… Coś w rodzaju współczesnego rytuału. Im głębiej w las tym piękniej, im dalej w zarośla tym spokojniej, ciszej i bezpieczniej. Może uda się nawet spotkać małego hipopotama…. Kto wie? To wielkie szczęście, że takie płyty jeszcze się ukazują. „…Ta historia na którą czekałem, ta historia o którą błagałem, dzieje się właśnie tu… dzieje się właśnie tu…” (Ta historia na którą czekałem).
Tomasz Borowski
www.obuh.com
(Apostazja '4)
