![]() |
||||||||
|
Teatr Wierszalin "Bóg Niżyński", reż. P.Tomaszuk (MFT MALTA, Poznań 2007) - Teatr totalny - Wiedziałem, że to będzie wyjątkowe przedstawienie, sztuka w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Po prostu wiedziałem. Kierowałem się intuicją, renomą Wierszalina oraz krótkim streszczeniem spektaklu. Nie chciałem wcześniej czytać żadnych recenzji, żadnych wnikliwych analiz, bo to mogłoby zakłócić jego odbiór i postrzeganie. Wybrałem się jedynie do klubu Meskal na spotkanie z reżyserem Piotrem Tomaszukiem i jego zespołem oraz na prezentację filmu dokumentalnego Wierszalin, który tylko utwierdził mnie w moim przekonaniu. Po prostu. Pewność i tyle… Zastanawiałem się jedynie nad formą, środkami przekazu, rodzajem ekspresji. Nadszedł sobotni wieczór. Stara Rzeźnia, w której tak dawno nie byłem. Aromat krwi i śmierci zaklęty w murach. Zmrok, aura napięcia, oczekiwania. Wieczór zaczyna się wyjątkowo, tak jak się właśnie zacząć powinien. Przejście przez szeroki, ogromny hol, do głównej „sali” teatralnej… Widownia w komplecie zajmuje niewielką trybunę z krzesełkami. Obok mnie siedzi ukochana osoba, cieszę się tak bardzo, że mogę właśnie z nią być razem w tym miejscu o tym czasie. Obserwuję samo pomieszczenie, w którym za chwilę odbędzie się sztuka. Łukowe sklepienia, odrapane ściany, kiedyś białe, a teraz zszarzałe kafelki na ścianach (z kafelków łatwiej zmywa się krew). Przy czymś w rodzaju rampy została zbudowana scena. Na podłodze stoją świece, coś w rodzaju drewnianej palety, na słupach podtrzymujących sklepienia wiszą stare lampy uliczne. Po mojej prawej stronie stoi ubrany na biało, „anielski” chór. Na scenie siedzi pan w palcie, okularach i kapeluszu, gdzieś obok krzątają się dwie kobiety i jeszcze jeden mężczyzna. Wszyscy ubrani niedbale, skromnie, biednie. Coś się zbliża…. Cisza… Jeszcze tylko chwila, potem nastanie czas szaleństwa, schizofrenii, niespełnienia i ogromnej tęsknoty. Diagilew nie żyje… umarł… Co pozostało? Samotny Wacław Niżyński, który odprawia mszę za swego kochanka i promotora w opuszczonej kaplicy szpitala dla obłąkanych w Kreutzlingen. Tak bolesne wspomnienia wypełniające pustkę, wewnętrzny ból, tak dojmujący, że aż fizyczny. Cierpienie, szaleństwo i ekstaza. Diagilew nie żyje… Intonacja głosu znamionująca boski wymiar nawiedzenia i świętej rozpaczy… „Niepokój tobie i twojemu ludowi… teraz i na wieki”. Rafał Gąsowski, który wcielił się w rolę Niżyńskiego wydaje się być prorokiem choroby i idealistycznej sztuki. Wizjoner i hochsztapler, Chrystus i Szatan. Święty idiota baletmistrz! Gra niczym natchniony prorok.! Istota dwóch skrajności połączonych w jedno. Geniusz i schizofrenik. Esencja tęsknoty, uniesienia, religijnej wręcz ekstazy. Palec boży naznaczył swego pomazańca… Dał mu coś, każąc sobie zapłacić w zamian wysoką cenę… Świetni są też pozostali aktorzy, którzy w bardzo wyrazisty sposób tworzą tło dla gry Gąsowskiego, sprawiając że aura szaleństwa unosząca się nad sztuką staje się jeszcze bardziej uwypuklona i namacalna. Nastrój panujący podczas spektaklu staje się jeszcze bardziej rzeczywisty poprzez miejsce, w którym można się nim delektować. Wszystko jest tak naturalne, tak prawdziwe. Jedno z pomieszczeń Starej Rzeźni staje się na ten jeden wieczór starym zakładem psychiatrycznym oświetlonym feerią astralnych, przyćmionych barw. Żółć piwnicznej żarówki, mdły i zimny błękit, blada, trupia poświata unosząca się nad zapalonymi świecami. Od ścian odbija się echo doskonałej muzyki i prawosławnych zaśpiewów, wspomnianego wcześniej „białego” chóru. Mistycyzm, transcendencja, hipnotyczny trans sprawiają, że co chwila ciarki biegają mi po plecach. Spektakl jest niezwykle intymny, bliski widzowi. Widzę każdy grymas twarzy aktorów, tak realny. Dla mnie teatr to emocje i uczucia i tak właśnie powinno się go odbierać – duszą, a nie rozumem. Teatr, podobnie jak muzyka, czy film, ulega niestety coraz większemu spłyceniu. Mało jest sztuk, które są w stanie osiągnąć tak wysoki stopień uduchowienia i specyficznej kontemplacji jak „Bóg Niżyński”. Coraz mniej jest płyt, filmów, teatrów, które poruszają wnętrze, kreują ulotną atmosferę, czyli są przysłowiową drogą do „prywatnego Boga”. Wierszalin ze swoim „Bogiem Niżyńskim” jest właśnie, że to tak szumnie określę, forpocztą i awangardą nowego odrodzenia duchowego polskiego teatru. Chylę czoła. Tomasz Borowski Więcej informacji: www.wierszalin.pl |
||||